TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Grudnia 2019, 08:23
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zaplanowane?

Zaplanowane?

To nigdy nie jest łatwy temat, ale to nie znaczy, że można go unikać. W bieżącym numerze zarówno ze względu na Światowy Dzień Wcześniaka, jak i temat ostatniego pierwszoczwartkowego spotkania w bazylice św. Józefa sporo piszemy o ochronie życia.

Pojawia się też na łamach temat filmu „Nieplanowane”, czyli fabularyzowanego dokumentu o przemianie, jaką przeżyła długoletnia pracownica, najmłodsza dyrektorka jednej z klinik aborcyjnych Planned Parenthoot w Teksasie, Abby Johnson i tytuł dzisiejszego edytorialu jest celowym nawiązaniem. I stawiając kawę na ławę powiem od razu, że chodzi w nim nie o zaplanowane macierzyństwo, ale niestety o zaplanowane ludobójstwo, bo wydaje się, że pomimo tak wielkich postępów medycyny, która potrafi sobie - przepraszam za wyrażenie - radzić z problemem za pomocą jednej pigułki, to jednak przemysł aborcyjny jest ciągle potrzebny i nikt nie ma zamiaru z niego rezygnować. Stąd tak zacięte diabelskie ataki na wszystkich, którzy próbują ukazać jego barbarzyństwo ukryte pod płaszczykiem praw człowieka (kobiety).
Jeżeli chodzi o sam film, o którym więcej wewnątrz numeru, to oczywiście trzeba od razu zaznaczyć, że choć jego główna bohaterka przeszła na katolicyzm (o czym film, zdaje się, nie wspomina), bo tylko w naszym wyznaniu znalazła pełny szacunek do poczętego życia, to jednak jest on typową amerykańską protestancką produkcją. Stąd znajdą się tam niektóre elementy, które katolika mogą razić, a nawet denerwować, jak choćby radosne obchodzenie Halloween (sam mam przyjaciół Amerykanów, wspaniałych wierzących, zaangażowanych katolików, którzy zawsze przysyłają mi życzenia na Halloween – to już stały element amerykańskiej kultury), czy opowieść o tym, jak pewna para po ślubie wybiera sobie Kościół. I wiem, że są osoby, którym film się nie spodoba również ze względu na brak walorów artystycznych, szarżującego aktorstwa. W pewnym sensie jest to ciągle powracający temat, że to co robi nasza wierząca strona jest zawsze siermiężne i słabe i trzeba to oglądać „dla sprawy”, natomiast druga strona, ta demoralizująca i rozwalająca kulturę chrześcijańską, ma pieniądze, znanych aktorów i robi wspaniałe produkcje.
Cóż, jest w tym pewnie jakaś racja, i generalnie zgadzam się, że sztukę trzeba robić dobrą, a nie tylko słuszną, ale chyba jednak na tym froncie nie ma co za bardzo wybrzydzać i trzeba szukać tego, co film uświadamia. Jak pisze Jolanta Gancarz „My w Polsce nie do końca uświadamiamy sobie, czym są aborcje w takich krajach, gdzie nie tylko wykonuje się je na życzenie, ale także niemal do 9. miesiąca życia. Jaka to skala i jaki przemysł oraz piekielna inicjacja. Główna bohaterka filmu, już po nawróceniu, uświadamia sobie, że jest współodpowiedzialna za co najmniej 22 tysiące aborcji! W ciągu ośmiu lat pracy w jednej tylko klinice. Czyli niemal trzy tysiące rocznie, początkowo tylko w soboty!”
Można ponownie postawić pytanie, dlaczego przemysł aborcyjny ciągle trwa? Bo to olbrzymie pieniądze, ale też kwestie, o których za głośno się nie mówi. Czasami coś wyjdzie na jaw, a potem zapada cisza. Kilka lat temu pisano o wykorzystaniu „części” abortowanych dzieci w przemyśle kosmetycznym. Corriere della Serra pisał w 1994 roku o Instytucie Merieux w Lyonie we Francji produkującym na bazie płodów przywożonych z Europy Wschodniej półprodukty dla firm farmaceutycznych m. in. do kosmetyków blokujących odwodnienie skóry. Komórki abortowanego dziecka mogą być wykorzystane do wielu szczepionek, od dekady korzysta z nich przemysł spożywczy, głośna była afera z wykorzystywaniem przez jeden z dwóch globalnych producentów brązowych napojów gazowanych komórek nerkowych abortowanego dziecka. Oni nigdy się nie zadowolą pigułką. I trzeba to ciągle sobie i innym uświadamiać.

Ks. Andrzej Antonii Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!