TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Grudnia 2019, 08:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Z koloratką w mediach

Z koloratką w mediach

W poprzednim felietonie medialnym zajmowaliśmy się polityką, więc dzisiaj pora na bardziej eklezjalne tematy, choć zawsze w świecie mediów się obracamy. Ponieważ sam w jakiś sposób jestem w mediach obecny i przecież je tworzę, to jednak nie potrafię się powstrzymać od krytyki niektórych rodzajów aktywności moich kolegów w koloratkach. I nie będę się powstrzymywał, nawet jeśli nasi Czytelnicy uznają, że przemawia przez mnie zazdrość. Macie do tego prawo, podobnie jak ja czuję się uprawniony do przestrzeżenia przed pewnymi postawami. 

Otóż na przykład mój czcigodny imiennik ks. Andrzej Kobyliński, który pojawia się w całym spektrum mediów, począwszy od portali konserwatywnych, przez Deon, a na TVN skończywszy. To na pewno mądry kapłan, prowadzi badania naukowe zwłaszcza na temat pentakostalizacji Kościoła katolickiego i ostrzega choćby w jednym z wywiadów: „Nie ulega wątpliwości, że obecnie jesteśmy świadkami głębokiej rewolucji w naszym Kościele. Trudno powiedzieć, w jakich krajach katolicyzm przetrwa jako odrębna forma religijna”. Na pewno ma jakieś poważne motywy, aby taki sąd wyrażać. Ale kiedy pojawia się na przykład we wspomnianej wyżej telewizji i jako przedstawiciel Kościoła katolickiego mówi: „Druga kwestia - nie mniej smutna - to jest niewydolność struktur Kościoła katolickiego. W pewnym sensie Kościół katolicki jako instytucja, która trwa od dwóch tysięcy lat, doszedł do ściany i niewydolność instytucji w sposób widoczny obnażył dramat globalnej pedofilii klerykalnej”, a po nim występuje pani pastor, która wychwala swój Kościół w takich słowach: „Problem wynika trochę ze struktury Kościoła. W Kościołach ewangelickich mamy dużo więcej demokracji. Głos zgromadzenia parafialnego, rady parafialnej jest realnym głosem. W synodzie Kościoła, tej władzy naczelnej, większość stanowią ludzie świeccy, zwykli parafianie wybrani i powołani do służby w synodzie. Natomiast w systemie hierarchicznym jest problem. Jest to, co tworzy każda hierarchia. Ofiara, pokrzywdzony - bo ci ludzie, którzy protestują, są duchowo pokrzywdzeni - odwoływać się mogą de facto do sprawcy tego pokrzywdzenia”, to jaki obraz obu tych Kościołów będzie miał telewidz? Jednego, który dotarł do ściany, jest u kresu, jeszcze chwila i po nim, no i drugiego, demokratycznego, fajnego, pełnego życia i oczywiście bez pedofilii. I nieważne w tym momencie, w jakiej kondycji jest wspólnota wyznaniowa pani pastor, a o ile mi wiadomo, to tam już raczej przebili się przez tę ścianę, do której my rzekomo dochodzimy, a za którą jest niebyt, ale chodzi o wrażenie jakie pozostanie. I ja naprawdę nie mogę się nadziwić, że ten prosty fakt do wielu moich kolegów nie dociera. A ludzie bombardowani straszną ilością papki medialnej, są coraz bardziej odrealnieni i nie zawsze potrafią jednak popatrzeć na prawdziwe życie i kierować się tym co widzą, kiedy „tefaueny” mówią coś zupełnie innego. 

Drugi przykład też z naszego podwórka, choć tym razem zakonnego, żeby było par condicio. Na jednym z portali, na którym Kościół jest częstym gościem, ale tylko w negatywnym kontekście, pojawił się tuż przed uroczystością Wszystkich Świętych cytat z o. Grzegorza Kramera. Otóż ojciec jezuita zaapelował do naszych sumień w taki sposób:  „Może w tym roku zrezygnujemy z milionów zniczy, a pieniądze zaoszczędzone w ten sposób przekażemy tym, którzy żyją i potrzebują pomocy?” Szlachetny apel, aby dbać o żywych (nie wiem tylko, czy podobny ojciec wygłosił odnośnie kupowania dyń i innych elementów przydatnych dzień wcześniej), ale choć sam nie lubię piętrowego ustawiania zniczy, to jednak uważam, że to piękny zwyczaj i ważny symbol. Nie wspominając, że ktoś te znicze produkuje, handluje nimi i za to utrzymuje rodzinę. Ale za to bym się dzisiaj ojca Kramera jakoś szczególnie nie czepiał. Przeczytałem jednak, że jest autorem kilku książek, w tym ostatniej napisanej wspólnie z panią Karoliną Korwin Piotrowską. Kiedy więc byłem w księgarni (nadal uwielbiam tam chodzić, chociaż tak rzadko można znaleźć coś spoza autorów „namaszczonych” czy może raczej „zacyrografowanych”) i wziąłem do ręki ową publikację. Jest to oczywiście dialog, w którym oboje autorzy zgodnie z dzisiejszym obyczajem zwracają się do siebie „na ty” i czytam na pierwszej stronie:

„Karolina Korwin Piotrowska: Nie boisz się?

Ks. Grzegorz Kramer: Czego?

Karolina: Że niedługo nie będzie już kościołów? Albo będą stały puste?

Grzegorz: Nie, nie boję się. Wierzę, że będą inne kościoły, zapełnione ludźmi, którzy chcą do nich przyjść na mocy własnej decyzji. Oczywiście, jeśli dzisiaj w jakimś mieście mamy sto kościołów, to zapewne część z nich będzie pusta, jeśli o to ci chodzi. Będą puste fizycznie”.

Koniec cytatu. Dalej nie dałem rady czytać, a właściwie już po tych przyszłych kościołach zapełnionych ludźmi, „którzy chcą do nich przyjść na mocy własnej decyzji” odechciało mi się lektury. Wyszedłem z księgarni i wróciłem do swojego kościoła, aby spojrzeć w oczy tym wszystkim, których ktoś zmusił, aby się w nim pojawili. Nie wyglądali na przymuszonych, ale co ja tam wiem...

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!