TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Stycznia 2020, 20:41
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Z Jezusem na stadionie

Z Jezusem na stadionie

stadion

Rekolekcje z katolickim duchownym o. Johnem Bashoborą, które odbyły się 6 lipca, to pierwsze wydarzenie na Stadionie Narodowym w Warszawie na tak dużą skalę. Ponad 60 tys. osób zgromadziło się w tym miejscu, aby wspólnie uwielbiać Jezusa. To było moje drugie spotkanie z o. Bashoborą.

O. Bashobora wielokrotnie gościł w Polsce. Dotychczasowe spotkania miały charakter bardziej kameralny. Po raz pierwszy ten charyzmatyk odwiedził naszą ojczyznę w 2007 r. Poprowadził wówczas w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach ogólnopolską sesję pod hasłem: „Rozpal nasze serca Twoją Miłością”. Spotkaniu na Stadionie Narodowym przyświecały następujące słowa: „Kto wierzy w Niego, na pewno nie zostanie zawiedziony” (1P 2, 6). Na 12 godzin stadion zamienił się w twierdzę. Niemal cała Polska była tu reprezentowana. Atmosfera jak na „Euro 2012”, z tą różnicą, że była tylko jedna drużyna celująca do jednej bramki o imieniu „Jezus”. 

Manifestacja wiary

Organizatorem wydarzenia, w którym uczestniczyło ponad 500 kapłanów, była diecezja warszawsko-praska. Na miejscu murawy ustawiono 15-metrowy krzyż i scenę w kształcie serca, z którego wychodziły dwa promienie: biały i czerwony. Scena nawiązywała do wizerunku Chrystusa Miłosiernego. W programie rekolekcji znalazły się trzy konferencje wygłoszone przez o. Johna, katolickiego kapłana z Ugandy. Nie zabrakło modlitwy uwielbienia, Różańca, Koronki do Bożego Miłosierdzia, adoracji Najświętszego Sakramentu i Mszy św., której przewodniczył gospodarz diecezji warszawsko-praskiej abp Henryk Hoser. Homilię wygłosił bp pomocniczy Marek Solarczyk. O. Bashobora rozpoczął spotkanie od kilku słów po  polsku.

Bezpośrednie przygotowanie do spotkania „Jezus na stadionie” miało miejsce w domach. Podstawę stanowiła modlitwa i lektura Pisma Świętego. Serca zostały przygotowane w sakramencie pokuty i pojednania. Siostra Tomasza CSC w imieniu organizatorów wyjaśniła, że wiara, która jest łaską, potrzebuje nie tylko refleksji intelektualnej, ale też modlitewnego trwania przed Stwórcą. Manifestacja wiary w Warszawie była uwielbieniem Jezusa w mocy Ducha Świętego.

Szaman, czy Boży uzdrowiciel?

O. John Bashobora jest charyzmatykiem uzdrawiającym w imię Jezusa. Na każdym spotkaniu podkreśla, że to nie on, lecz Chrystus uzdrawia. - Jestem księdzem, nie uzdrowicielem, a moc ma Słowo. Nie należy wpatrywać się w kaznodzieję, a w Jezusa, kaznodzieja cię nie uzdrowi – mówił na Stadionie Narodowym. Każdy czekał na cud uzdrowienia, czy to na duszy, czy na ciele. Wielu przybyło do Warszawy z duchowymi zranieniami i poranioną przeszłością. W wydarzeniu uczestniczyły rodziny z dziećmi, osoby starsze, niepełnosprawni, a także wiele osób z diecezji kaliskiej.

Głoszący konferencje prosił Pana o uwolnienie ludzi od złości, zła i mocy szatana. - Jezus ciebie zbawia, uwalnia, trwaj tylko w wierze, powiedz diabłu, że nie ma nad tobą władzy - zachęcał. Modlił się, aby odeszły samobójcze myśli. Chorzy na depresję byli z niej uzdrawiani. Podczas wzywania Ducha Świętego wybuchał spazmatyczny śmiech. Zgromadzeni kładli sobie ręce na głowy i modlili się za siebie nawzajem. O. Bashobora uzdrawiał mocą Chrystusa i prosił o otwarcie się na Pana Boga. Zwrócił się nawet imiennie do jednego z uczestników spotkania. Osobie na wózku kazał wstać i iść w imieniu Jezusa. W czasie uzdrawiania wzmogły się demoniczne manifestacje. Mrożące krew w żyłach okrzyki wypełniały stadion. - Nie są to opętania, lecz dręczenie przez Złego - uspokajał charyzmatyk z Ugandy. Tłumaczył, że gdy toczy się walkę z wrogiem, to najlepszą bronią jest Biblia.

Uzdrowiciel z Afryki święcenia kapłańskie przyjął w 1972 r. Wkrótce po nich został wysłany na studia do Rzymu. Tu uzyskał doktorat z teologii duchowości i magisterium z psychologii. Wstąpił do wspólnoty odnowy charyzmatycznej. Po powrocie do kraju założył pierwszy sierociniec i fundację „Father Bash”, która zajmuje się blisko 6 tys. samotnych i ubogich dzieci. Ich rodzice zginęli podczas wojny lub zmarli na AIDS. Gwarantuje ona im utrzymanie i opłaca im czesne w szkołach. O. John aktualnie pełni funkcję koordynatora duchowej odnowy diecezji Mbarara. Głosi ponadto rekolekcje ewangelizacyjne w wielu krajach świata.

Za ciasne buty

Po modlitwie na rozpoczęcie „stadionowych rekolekcji” o. Bashobora zgromadzonym tłumom wyjaśnił, iż przybył z afrykańskiego kontynentu, ponieważ każdy ochrzczony i bierzmowany jest posłany, aby głosić słowo Boże. Podczas pierwszej konferencji przytoczył fragment z Ewangelii mówiący o uzdrowieniu przez Chrystusa dziesięciu trędowatych. Współczesnym „trądem” jest grzech, a uzdrowienie dokonuje się w sakramencie pokuty i pojednania. W Roku Wiary charyzmatyk z Ugandy mówił o jej mocy. Wiara związana jest z teraźniejszością, a nadzieja z przyszłością. Jezus wysłuchuje naszych próśb już w tym momencie, kiedy się do Niego zwracamy. Rekolekcjonista mówił ponadto o wątpliwościach w wierze. Powołał się na przykład św. Tomasza. Podkreślił, że wiara potrzebuje wzrostu, a wiara to nic innego jak ufność Chrystusowi, który pragnie naszego dobra. On wie, co jest dla nas dobre. O. John opowiedział historię ze swojego życia, kiedy to jako chłopiec pożyczył od kolegi o jeden rozmiar mniejsze buty. Na siłę włożył je na nogi. Do dziś „owocem” tego doświadczenia jest skrzywiony palec. Charyzmatyk wyjaśnił, że należy odrzucić „ciasne buty” w naszym życiu, którymi mogą być np. toksyczne relacje. Ponosimy konsekwencje naszych wyborów, choćby w postaci „zakrzywionego palca”, czyli ran na duszy. Chrystus jest Tym, który uzdrawia ze zranień. Nie upierajmy się na siłę przy naszych planach, dajmy się prowadzić Jezusowi, który wie, co jest dla nas najlepsze.

Tekst i foto Justyna Majewska

 

Było to dla mnie ogromne przeżycie. Jadąc na nie wiedziałam, że będziemy się pięknie modlić. Podczas jednej z wielu modlitw usłyszałam słowa, które były skierowane bezpośrednio do mnie. Ojciec prosił byśmy cofnęli się do swojego dzieciństwa i zrobili rachunek sumienia, czy nie musimy kogoś przeprosić. Przypomniałam sobie wówczas sen sprzed dwóch dni, w którym rozmawiałam ze swoim zmarłym 8 lat temu tatą, który spytał mnie, o co mam do niego tak wielki żal. Powiedziałam mu, że mam do niego żal o to, jak traktował mamę przez wiele lat i że nie umiem pozbyć się tego żalu. Tato odszedł smutny. Dopiero na tych rekolekcjach przebaczyłam tacie i przeprosiłam również za swoje błędy. Po powrocie do domu, następnego dnia pojechałam na cmentarz i na grobie rodziców powiedziałam to wszystko swoimi rodzicom. To jest moje pierwsze w życiu świadectwo - zwierza się.

Grażyna

 

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!