TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Lipca 2020, 14:57
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wszystko jedno

Wszystko jedno

Małżeństwo nie jest sprawą łatwą, ale na szczęście jest sprawą nie tylko ludzką, ale w równym stopniu boską.

„Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,6). Św. Paweł napisał te słowa odnośnie zbiórki pieniędzy i owoców, jakie ona przynosi w życiu wspólnoty chrześcijan. Pięknie. Dziś także potrafimy nie raz zaangażować się w jakąś formę pomocy – materialną lub poświęcając nasz czas czy pewne zdolności dla dobra innych. Super. Zdarzało mi się już o tym pisać. Ale nie o tym będzie ten tekst. Bo słowa św. Pawła genialnie pasują do życia w małżeństwie. Jeśli będziemy skąpi w okazywaniu miłości, wsparcia i pomocy małżonkowi, szczęście, którego doświadczymy, też będzie niewielkie. Jeżeli jednak postawimy na hojność, wówczas zbierzemy plon obfity. Tak, będziemy szczęśliwi. Nie polega to na tym, że jedna strona wypruwa sobie wszystkie żyły, traktując siebie bez szacunku i robiąc więcej niż siły jej na to pozwalają – dla zasady i w imię źle pojętej służby. Zwraca uwagę stwierdzenie św. Pawła, że każdy w swoim sumieniu ma zdecydować, ile jest w stanie dać od siebie – nie skąpiąc, ale też nie robiąc nic z przymusu i zupełnie wbrew sobie.

Druga strona raczej zauważy, że temu co dajemy, towarzyszy wielkie niezadowolenie, foch, pretensja czy wszelkie „ale”. Mamy dawać hojnie i z radością. Mamy z uśmiechem na twarzy troszczyć się o szczęście drugiej osoby, nie kalkulując, ile tu i teraz dostaniemy w zamian, ale wierząc, że przyniesie to błogosławione owoce. Do tego prowadzi jedność wynikająca z sakramentu małżeństwa. Jest to podejście bardzo nienowoczesne. Zapomnieć o sobie? Myśleć przede wszystkim o szczęściu męża lub żony? I jeszcze się na dodatek tym cieszyć? A gdzie miejsce na modny dziś egoizm oraz zaspokajanie własnych potrzeb i zajmowanie się wyłącznie sobą? Tak, po ludzku to jest nie do zrobienia. Najszczerszych chęci, by tak żyć, starczy na kilka miesięcy, może rok. Co dalej? Odpowiedź jest dość prosta. Kiedyś usłyszałam w kazaniu ks. Krzysztofa Kowalika słowa, które we mnie zostały. Ks. Kowalik, komentując fragment Ewangelii o weselu w Kanie Galilejskiej, powiedział, że dwie drogi – kapłaństwo i małżeństwo – otrzymały rangę sakramentu, ponieważ takiej pomocy potrzebowały. Sam sakrament jest już ogromnym wsparciem. Dlatego gdy minie pierwszy zapał, pozostaje łaska, która cysternami wylewa się z sakramentu małżeństwa, jeśli się z niego nieustannie korzysta. Ale co to znaczy? W jaki sposób korzystać z tak gigantycznej pomocy? To pytanie zadaję sobie już od pewnego czasu, a z odpowiedzią przychodzi statystyka. W książce „Klękamy z Sarą i Tobiaszem. Piękno modlitwy małżeńskiej” Mieczysława Guzewicza autor zamieszcza wyniki badań amerykańskiej socjolog na temat trwałości związków. W przypadku związku cywilnego rozchodzi się jedna para na dwie (50%), po ślubie kościelnym, bez praktyk religijnych – jedna para na trzy (33%), po ślubie kościelnym i przy coniedzielnym wspólnym udziale we Mszy św. – jedna para na pięćdziesiąt (2%), po ślubie kościelnym, przy coniedzielnym wspólnym udziale we Mszy św. i przy codziennej modlitwie małżonków – rozpada się jedna para na 1429 par, a więc 0,07%. Różnica jest znaczna. Pokazuje, że Pan Bóg chce przychodzić z łaską i przychodzi, gdy się Jemu na to pozwoli. We wspomnianym już fragmencie Drugiego Listu do Koryntian w dalszej części czytamy: „A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki” (1 Kor 9,8-9). Nawet najlepszy mąż nie sprawi, że zawsze wszystkie pragnienia żony będą zaspokojone. Nawet najcudowniejsza żona nie wypełni jakichkolwiek braków męża. Takie cuda potrafi zdziałać jedynie Pan. Dzięki Jego łasce jesteśmy idealnie kochani, żyjąc z nieidealnym człowiekiem. A wiedząc, że Pan Bóg wypełnia nasze pragnienia i zaspokaja głody już u źródeł, nie musimy gonić za substytami. Nie potrzebujemy wtedy wymuszać, szantażować, obrażać się czy pogrywać. Możemy kochać i obdarowywać, nie licząc zysków, bo jesteśmy przeogromnie kochani i obdarowani. Wiara w to, jak bardzo żona i mąż są kochani i otoczeni troską Boga, może stać się siłą do tego, by służyć i każdego dnia w małych rzeczach umywać nogi drugiej osobie. Oczywiście, że będą zdarzały się także chwile słabości, zniechęcenia, smutku czy złości. W Psalmie 126 czytamy: „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości. Postępują naprzód wśród płaczu, niosąc ziarno na zasiew: Z powrotem przychodzą wśród radości, przynosząc swoje snopy” (Ps 126,5-6). To, co piękne i dobre, wymaga wysiłku, nieraz łez, ale też wierności temu, co się wybrało. Do końca. Żadnego plonu się nie doczekamy, jeśli zrezygnujemy w połowie (albo już na samym początku) drogi. Nie będziemy przeżywać radości, gdy się poddamy na starcie. Trudno jednak walczyć o relację, gdy małżeństwo traktujemy jako swego rodzaju biznes, dzięki któremu łatwiej się utrzymać czy wziąć kredyt lub gdy staje się sposobem, by uciec od samotności czy niewygodnych pytań ciotek, lustrujących nasze prywatne życie. Szybko jednak może się okazać, że życie w pojedynkę było wygodniejsze. Co wtedy? Szybkie załatwienie sprawy i powrót do świętego spokoju lub szukanie partnera, który wreszcie spełni nasze oczekiwania? A gdyby tak z małżeństwem powiązać miłość (w czynach, gestach i słowach), służbę, wierność, szacunek, wsparcie itp.?

Okazuje się, że łatwo się o tym mówi lub pisze, a jeszcze łatwiej słucha na kursie przedmałżeńskim, myśląc naiwnie, że druga strona od dnia ślubu zadba o nasze dobre samopoczucie, wdzięczna za nasze łaskawe zjawienie się w jej życiu. Na takim podejściu nikt długo nie zajedzie i brutalnie pokazują to statystyki. To ja mam służyć, siłę znajdując w Jezusie, Kościele, sakramentach i wspólnej modlitwie. Nie, nie jest wszystko jedno, czy żyjemy w sakramentalnym małżeństwie czy nie, czy oboje korzystamy z sakramentów i czy się wspólnie razem modlimy. Nigdy nie było i nie będzie wszystko jedno. Bo czy jest nam wszystko jedno, kto sprawuje Mszę św. lub spowiada – ksiądz, kleryk albo sąsiad? Raczej jeszcze ma to dla nas znaczenie. Dlaczego zatem jest nam wszystko jedno w przypadku małżeństwa? Obie drogi mają przecież rangę sakramentu.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!