TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 21:26
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wracać do Nazaretu

Wracać do Nazaretu

Do tej bardzo niebezpiecznej części Warszawy, w której mieszkają bracia mniejsi Karola de Foucauld pośród biednych, dotkniętych alkoholizmem i innymi współczesnymi biedami ludzi, dociera tylko jeden ksiądz z miejscowego duszpasterstwa. Ten, który wcześniej był bokserem. Dlatego nie boi się tu zaglądać. Wypytywał raz ludzi o mieszkających w bloku braci, za kogo ludzie ich uważają.
- To jakaś sekta – odpowiadali.
- Dlaczego myślicie, że to jakaś sekta? – pytał ksiądz.
- Po pierwsze – nie piją, po drugie – nie palą, po trzecie – mówią wszystkim „Dzień dobry“, a po czwarte – sami sobie remontują mieszkanie – tłumaczyli cierpliwie sąsiedzi, – to musi być jakaś sekta.
- Ale dlaczego tak myślicie – pytał ksiądz, – może to jacyś zakonnicy?
- A skąd! Przecież wszyscy wiedzą, że zakonnicy nie pracują!

Bracie Moris, przede wszystkim chcę powiedzieć, że jestem zachwycony Twoją doskonałą polszczyzną. Nasz język nie jest łatwy, powiedz nam, w jaki sposób opanowałeś go tak dobrze?
Brat Moris: Po raz pierwszy przyjechałem do Polski na trzy dni, było to trzydzieści lat temu. Następnie przyjeżdżałem tu mniej więcej dwa razy do roku, aby odwiedzić naszych braci i oni oczywiście mówili po francusku, ale ich sąsiedzi nie. A ponieważ ja zawsze kiedy jestem pośród ludzi pragnę mieć z nimi kontakt, więc kupiłem jakiś podręcznik do nauki języka polskiego. Później w Paryżu ktoś mi pomógł w ćwiczeniach wymowy i w ten sposób wreszcie mogłem rozmawiać z ludźmi w Polsce. Nigdy nie poszedłem do żadnej szkoły języków czy na jakiś kurs języka polskiego. Mówiłem z pewnymi błędami, ale moi bracia twierdzili, że nie warto mnie poprawiać, bo i tak popełniam te same błędy. „Mów jak możesz“ - mówili, więc mówię jak mogę.

W jaki sposób trafiłeś do wspólnoty małych braci Karola de Foucauld, co cię zafascynowało w tej wspólnocie?
Jestem nawrócony. Nawróciłem się kiedy miałem 23 lata. Byłem strasznie zbuntowany i poraniony. Wychowywał mnie wierzący i praktykujący dziadek, ponieważ moi rodzice poszli każdy swoją drogą i właśnie dlatego, że zostałem sam z dziadkiem byłem taki zbuntowany. Ktoś zaprosił mnie na pielgrzymkę do Chartres, w której uczestniczyło wielu studentów, a ja musiałem pracować, bo byłem biednym człowiekiem. Nie potrafię dokładnie opisać tego co się wydarzyło, ale przeżyłem szok. Po prostu przyszło światło. Nie mogę powiedzieć, że wcześniej zupełnie nie wierzyłem, ja po prostu zupełnie o tym nie myślałem. A wtedy wszystko się odwróciło, otworzyło. Zapragnąłem żyć z Jezusem. Wstąpiłem do trapistów i rozpocząłem postulat. I tam poznałem innego postulanta, który bardzo dobrze znał małych braci i wiele mi opowiadał o Karolu de Foucauld. Zachęcał mnie, abym spędził choć dwa dni z braćmi. I ponieważ ja wtedy musiałem często wyjeżdżać, aby pozbierać różne dokumenty potrzebne mi do rozpoczęcia nowicjatu u trapistów, poprosiłem o zgodę na odwiedzenie małych braci. Pojechałem tam i przeżyłem drugi szok w moim życiu: byłem zachwycony! Nigdy już nie opuściłem małych braci. Zostałem wysłany na Saharę, gdzie odbyłem nowicjat, a później trafiłem do krajów muzułmańskich.

Jak człowiek, który przeżywa tak głębokie nawrócenie odnajduje się w kraju muzułmańskim, gdzie przecież nie może tego doświadczenia opowiadać, nie może nawet próbować prowadzić innych do Jezusa?
Byłem bardzo szczęśliwy. Powiem szczerze, że ponieważ bałem się trochę jak będę się czuł w krajach katolickich, pomyślałem, że to było najlepszą rzeczą, czysta kontemplacja, bo przecież w krajach muzułmańskich nie można nic robić. Zacząłem uczyć się arabskiego, pracowałem z innymi braćmi rozmawiałem z ludźmi po arabsku i byłem szczęśliwy. Później musiałem wrócić do Francji, gdzie studiowałem filozofię i teologię, a następnie ponownie do Maroko. Niestety moi przełożeni zapraszali mnie do Francji, więc złożyłem moje śluby wieczyste po arabsku oddając moje życie za muzułmanów i rok później trafiłem do Polski.

W międzyczasie przyjął też Brat święcenia kapłańskie…
Tak. Początkowo nie myślałem o tym, najważniejsze dla mnie było życie z Jezusem, należeć do Niego. Ale później byłem odpowiedzialny za studentów i poproszono mnie o przyjęcie święceń kapłańskich. Tak zrobiłem i bardzo się z tego cieszę.
Co Brat wiedział o Polsce przed przybyciem do naszego kraju?
Nic. Nic poza tym, że był to naród, który wiele wycierpiał. Kiedy byłem z wojskiem w Algierii poznałem dwóch młodych Polaków, wspaniałych ludzi, pełnych romantyzmu. Bardzo ich polubiłem, bo to byli piękni ludzie, którzy wiele wycierpieli.

Wracając do wspólnoty małych braci. Co ta wspólnota ma do zaproponowania dzisiejszemu światu na przykład w Polsce?
Wracać do Nazaretu. Kardynał Ratzinger trzydzieści lat temu napisał książkę „Bóg Jezusa Chrystusa“ i mówiąc o Karolu de Fucoauld stwierdził, że ten człowiek poprzez swoją medytację, modlitwę i adorację, a także przez szukanie ostatniego miejsca oddał nam rzeczywistość Nazaretu. I dodał, że jeśli Kościół nie wróci do wartości Nazaretu nie ma żadnych szans, aby się uzdrowić i nie będzie nigdy odpowiedzią dla zbuntowanych ludzi naszych czasów. Wydaje mi się, że jest to bardzo ważne, ponieważ dzisiaj trwa walka o to, aby posiadać jak najwięcej. Ale jest bardzo wielu ludzi, którzy żyją na boku, na marginesie, którym ledwo wystarcza na przeżycie. Tymczasem, jak mówił arcybiskup Nycz, my w Polsce jesteśmy zbyt mocno zorientowani na kult zewnętrzny, różne nabożeństwa, a nie żyjemy wartościami Ewangelii, zaniedbujemy je i ich nie znamy. A te wartości to właśnie Nazaret: ubóstwo, prostota codziennego życia, braterstwo, modlitwa w ciszy – „kiedy chcesz się modlić wejdź do twojej izdebki“ – mówił Jezus, a my się modlimy głównie na pokaz. Trzeba powrócić do tych ewangelicznych wartości, do Nazaretu, po prostu aby powrócić do zdrowia.

Rozumiem. Ale powiem teraz jak młody człowiek: Nazaret to rodzina, mąż, żona, dziecko, a Ty przecież żyjesz w celibacie. Jak zakonnik może przybliżać rzeczywistość Nazaretu?
Jesteśmy zakonnikami więc wybraliśmy celibat, ale żyjemy jak bracia, jak rodzina. Możemy odwiedzać ludzi, ludzie nas odwiedzają, pracujemy jak wszyscy inni, na przykład w supermarkecie Tesco. Ja przez dziesięć lat mieszkałem na ul. Brzeskiej w Warszawie, tam gdzie tylko ksiądz były bokser ma odwagę przyjść, a obecnie mieszkam w Izabelinie. Mieszkamy tam w trzech, ponieważ jeden pojechał do Kazachstanu, dwaj bracia pracują, a ja jestem już na emeryturze, więc sprzątam, gotuję, robię zakupy i przyjmuję gości, którzy nas odwiedzają. Normalne, codzienne, braterskie życie. Jak w Nazarecie.

Czy nosicie jakieś specjalne habity?
Ubieramy się jak prości ludzie. Zakładamy habity tylko na adorację, Eucharystię i w ogóle na modlitwę. Normalnie chodzę w dżinsach.

Bracie, właśnie zakończyłeś rekolekcje w naszym diecezjalnym seminarium. O czym mówiłeś naszym klerykom, przyszłym kapłanom?
Powiedziałem im, że Bóg nas kocha. Mówimy o tym za mało. Jezus pragnął przede wszystkim głosić miłość Ojca. „Ty jesteś moim Synem umiłowanym“ - te słowa były skierowane najpierw do Jezusa, ale jest skierowane do każdego człowieka, bo jesteśmy dziećmi Bożymi, a Jezus jest naszym bratem. To wszystko co On do nas mówił mamy czynić, bo On jest naszym bratem. I przede wszystkim mamy mówić, że Bóg nas kocha. Przyjmuję w moim pokoiku wielu ludzi poranionych, których życie nie ma sensu, ponieważ nikt ich nie kocha, ponieważ myślą, że nikt ich nie kocha, ponieważ nikt im nie powiedział i nikt im nie pokazał, że Bóg ich kocha.

Brat ma obecnie polskie obywatelstwo, ale przecież nie przestał być Francuzem. Jak postrzegasz Kościół w swojej Ojczyźnie?
Cieszę się, że we Francji przez wiele lat Kościół przeżywał kryzys, ponieważ w ten sposób nastąpiło oczyszczenie. Wcześniej było mnóstwo ludzi w kościołach, było swoiste bogactwo i poczucie władzy. Teraz jest zdecydowanie mniej ludzi w świątyniach, bardzo mało powołań, jest biednie pod każdym względem, ale wspólnoty parafialne są dużo bardziej braterskie niż w Polsce możemy sobie wyobrazić. Księża mają we Francji rozliczne trudności, jest mało ludzi w ich parafiach, ale co ciekawe, nikt z nich nie chciałby wrócić do poprzedniej sytuacji tego bogactwa, bo teraz czują się bardziej braćmi pośród ludzi.

I jeszcze na koniec, powiedz nam bracie jak się czujesz dzisiaj wśród Polaków, jak się czujesz w Twojej drugiej Ojczyźnie?
Jestem bardzo szczęśliwy w Polsce. Doceniam i szanuję bardzo wiele rzeczy w Polakach, a jeśli mam im coś za złe to są to tylko drobiazgi. Często jeżdżę do Paryża autobusem pozałatwiać różne sprawy i po dziesięciu dniach, kiedy wsiadam do autobusu z polskim kierowcą i dookoła słyszę znowu głównie język polski myślę: „Jestem u siebie“.

rozmawiał ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!