TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Stycznia 2021, 13:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wobec wyzwania komunizmu (II)

Wobec wyzwania komunizmu (II)

Ks. kard. Stefan Wyszyński był przeciwnikiem komunizmu, bronił Kościoła i wiary narodu. Tym niemniej jako Prymas Polski podejmował próby zapewnienia Kościołowi w naszym kraju warunków działania na arenie publicznej,opanowanej przez ateistyczny reżim.

Stefanowi Wyszyńskiemu przyszło mierzyć się z komunizmem, najpierw w warunkach wolnego państwa, jako z wszechstronnym zagrożeniem, nadciągającym głównie ze Wschodu, potem zaś jako z realnie istniejącym w Polsce ustrojem państwowym, któremu nie tylko należało stawić czoła, ale znaleźć w nim możliwe miejsce dla realizacji misji Kościoła. Zmiana perspektywy wymuszała ewolucję retoryki i rozkładanych w niej akcentów.


Za społeczną przemianą, przeciw zniewoleniu
Można stwierdzić, że ks. Wyszyński był pod wieloma względami dobrze przygotowany do zderzenia z powojenną rzeczywistością. Mało tego, wydawało się, że jego prospołeczne upodobania stwarzają wręcz pewien potencjał merytorycznej koegzystencji z nową władzą narzuconą Polsce.
Jak zauważa autorka biografii Prymasa Polski Ewa Czaczkowska ,,osią sporu z nowymi rządcami Polski nie były przemiany gospodarcze”. O konflikcie przesądzały kwestie zasadnicze, światopoglądowe. Jako biskup lubelski Stefan Wyszyński odważnie występował do boju o religijne oblicze zakuwanego w pęta narodu. W zakwestionowanym przez cenzurę liście pasterskim na Adwent 1946 roku pisał np.: ,,Cóż może być bardziej niedemokratycznego, jak miarą swego ubóstwa duchowego, miarą swej niewiary, swego niedokształcenia religijnego określić stosunek obywateli do Boga? (…) Cóż bardziej wrogiego społeczeństwu, jak żądać od milionów, by przestały chodzić do kościoła dlatego, że urzędnik minister się nie modli? Cóż bardziej dzikiego, jak wypędzać religię ze szkół, przedszkoli dlatego, że władcy nie uczyli się religii lub stracili wiarę?”. Jednocześnie od początku posługi biskupiej podkreślał, że ustrój polityczny jest niejako kwestią wtórną w stosunku do racji wynikających z określonej antropologii, wizji człowieka i jego godności. We wpisie do księgi pamiątkowej byłego obozu w Majdanku stwierdził: ,,Najważniejszym dziś problemem świata nie jest taki czy inny ustrój polityczny, społeczny czy gospodarczy. Najważniejszy problem dotyczy praw osoby ludzkiej, obrony czci i godności człowieka”. Oznaczało to deklarację pewnej gotowości do uznania racji przemawiających za np. przemodelowaniem gospodarki, czy ogólnie akceptacji pewnej techniki rządzenia w nowych warunkach. W praktyce okazywało się to niemożliwe, gdyż właśnie technika władzy stanowiła realizację błędnej antropologii komunistów. Bp Wyszyński jasno widział, że radykalne odrzucenie zasad prawa naturalnego przez sięgających po władzę marksistów tych zwłaszcza, które bezpośrednio odnoszą się do człowieka, upodabnia ich do wypartych z Polski niemieckich narodowych socjalistów: ,,Wszyscy, którzy prowadzą dalej pracę niszczenia człowieka, należą do tego samego obozu, który tu szalał i który tu przegrał swą wyprawę nienawiści”.


Racje uznawania powojennej rzeczywistości
Tym niemniej już jako Prymas Polski Stefan Wyszyński podejmował liczne próby zapewnienia Kościołowi warunków działania na arenie publicznej, opanowanej przez ateistyczny reżim. Najważniejszą było słynne porozumienie z 14 kwietnia 1950 roku, które wywołało dużą irytację w Stolicy Apostolskiej. Prymas Polski postanowił jednak okazywać cierpliwość i szukać uregulowania relacji z wrogą władzą co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze kierował się swoistym realizmem i racją stanu Kościoła. W wywiadzie dla Jerzego Turowicza z „Tygodnika Powszechnego”, który udzielił w marcu 1953 roku mówił: ,,Kościół nie dobiera sobie warunków pracy i spełniać musi swoje posłannictwo w tych warunkach, w jakich się znalazł. Jeżeli więc wraz z narodem wszedł Kościół w okres przebudowy socjalistycznej, to znaczy, że własne i istotne zadania swoje ma wykonać tu i w tym okresie rozwoju narodu”. Po drugie Prymas był prawdziwym państwowcem. To znaczy miał szacunek dla państwa jako takiego oraz rozumiał i spodziewał się, że w sytuacji oczywistej zależności, braku suwerenności tzw. Polska Ludowa w jakimś stopniu będzie zabezpieczać podstawowe potrzeby narodu. Po trzecie wreszcie, będąc krytycznie nastawiony do kapitalizmu, nawet w przedwojennym wydaniu polskim, sądził, że kraj dojrzał do wielkiej społecznej zmiany i zdecydowanie dążyć musi w stronę sprawiedliwości, której nie udało się osiągnąć w II Rzeczpospolitej.
Nawet po swoim aresztowaniu we wrześniu 1953 roku Prymas pisał: ,,przebudowę struktury społeczno-gospodarczej uważam za konieczną, na równi z całym mnóstwem ludzi, którzy od dawna walczą w Polsce o «sprawiedliwość społeczną». Nie przesądzam w tej chwili, jakiego ustroju społeczno-gospodarczego Polska potrzebuje. Wiem, że taki jaki był, ostać się nie mógł, że spokój społeczny, ten warunek wolności wewnętrznej, wymaga przemian gospodarczych”. Prymas był zdania, że prawdziwie demokratycznie zorientowana władza znalazłby w Kościele wręcz sojuszników w dziele przebudowy: ,,W Polsce nie brak było sił społecznych – zarówno wśród duchowieństwa, jak i świeckich katolików – które były duchowo przygotowane do przebudowy ustroju. Te siły nie były dalekie od dążeń socjalistycznych, jakkolwiek ich programowy ateizm stanowił tu szkodliwą przegrodę. Gdyby nie ciasny ateizm, przybierający tak często wymiary walki religijnej, społeczeństwo polskie, ze swoim kulturalnym, dziejowym demokratyzmem, byłoby najwdzięczniejszym polem pracy dla rozumnego rządu”.


Kościół nie toczy wojny z rządem
Te myśli Prymasa Polski miały charakter trwały. W latach 70. XX wieku, w epoce swego rodzaju stabilizacji, w dalszym ciągu deklarował pokojowe nastawienie Kościoła względem władz i uznanie dla określonych elementów względnego rozwoju: ,,ani ja, ani Biskupi, ani Kościół w Polsce, ani katolicy polscy nie prowadzimy wojny z Rządem, partią, ustrojem czy urządzeniami, które są obecnie zaprowadzane”. Kościół nie toczy walki ustrojowej, ale zabiega o sprawy Boże: ,,My tylko prowadzimy serdeczny spór o Boga dla naszej Ojczyzny, narodu i państwa, w jakimkolwiek by ono żyło ustroju”. Nie znaczyło to, że ustrój jest nieistotny, ale że ważna jest wciąż ta sama walka.
Tak więc Prymas Polski pozostał do końca społecznym reformatorem, rzecznikiem szukania nowych rozwiązań na rzecz swej wizji społecznej sprawiedliwości. Był przeciwny, co oczywiste komunizmowi, ale nie zgadzał się też ze statycznością, bezruchem, przywiązaniem do dawnych form społecznych. Odrzucał przypisywany mu tytuł interrexa, tak szacowny w polskiej tradycji państwowej. Mogło to oznaczać, że Prymas nie tylko, jak to tłumaczył, nie lubił monarchii, ale też że uważa PRL za jakąś ułomną, ale jednak realną formę polskiej państwowości, która nie wymaga powoływania Prymasa na interrexa, jak w czasach bezkrólewia w I Rzeczpospolitej.


Zagadka przychylnej oceny Bieruta
Być może propaństwowość Prymasa Polski i jego otwartość dla programu zmian wpłynęły na jego zadziwiający szacunek, a nawet sympatię żywione dla osoby najbardziej odpowiedzialnej za brutalną stalinizację Polski, czyli Bolesława Bieruta. Z pierwszym sekretarzem partii komunistycznej (PZPR), faktycznym szefem państwa z nadania Moskwy Prymas Polski spotykał się wielokrotnie. Dobrze rozmawiało mu się z Bierutem (Czaczkowska).
W rozmowach Bierut nie wydawał się komunistycznym doktrynerem jak Gomułka. Zdradzał, według Prymasa Polski, męskie cechy, ,,za które można go szanować”. Był konkretny, zwięzły i konsekwentny w wypowiedziach, ,,sprawiał wrażenie delikatnego i kulturalnego człowieka i rozmowa z nim, chociaż dotyczyła rzeczy spornych i drażliwych, nie była przykra. Bierut chciał zachować obiektywizm w rozmowie i w sposób delikatny wypowiadał swoje sądy”. Nade wszystko jednak Prymas Polski chciał widzieć w Bierucie idealistę, uczciwego komunistę i autentycznego patriotę. Powtarzał to nie raz: ,,Wydaje mi się, że ten człowiek «chce Polski»” albo też: ,,Wydaje się, że ludzie tego typu co pan Bierut szczerze są zatroskani o los Polski. Nie widzą innej możliwości służenia Polsce obecnie jak tylko na drodze jej komunizowania”. Nawet krzywdy wyrządzone przez Bieruta Kościołowi Prymas Polski gotów był łączyć nie z jego przekonaniami czy dyspozycyjnością wobec Kremla, ale z polityczną taktyką. W tym wypadku niestety pomylił się, ale nawet ta błędna ocena przemawia za szlachetnością człowieka, który być może nie potrafił wyobrazić sobie, że głowa polskiego państwa może świadomie działać na jego szkodę.


Moralna kondycja partii
W latach 70., jak wspominał Janusz Zabłocki, kard. Wyszyński ,,zaczął przejawiać zadziwiającą wręcz troskę o kondycję moralną PZPR”. Wynikało to zapewne z podobnego jak w odniesieniu do Bieruta przeświadczenia, że rządzący, nawet jeśli wzięli władzę w sposób nieuprawniony, muszą poprzez jej sprawowanie niejako poprawiać się i szlachetnieć, muszą siłą rzeczy zadbać i o moralną jakość swoich działań i o narodową rację stanu. Skoro partia wzięła ,,na siebie odpowiedzialność za los narodu i nikt inny w tych warunkach politycznych tego robić nie może, musi uczciwiej i rzetelniej wypełniać swoje zadania” - rekonstruował tok myślenia Prymasa Zabłocki.
Kardynał całkiem realistyczne sądził, że ,,jak długo istnieje blok, a Polska należy do bloku, to jakaś partia komunistyczna musi istnieć”. Ale ważne jest, by ta partia się zmieniała. ,,W interesie nas wszystkich leży, by partia była jak najlepsza”, powiedział jesienią 1979 roku w rozmowie z kierownikiem Urzędu do Spraw Wyznań Kazimierzem Kąkolem. Tego rodzaju postulaty Prymas Polski przedstawiał też Edwardowi Gierkowi. Partia nie posłuchała jednak, ogólnie rzecz biorąc, tego wezwania do moralnej sanacji. Wkrótce lato 1980 roku rozpoczęło zupełnie nową epokę w dziejach Polski.

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!