TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 14 Października 2019, 21:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wilk syty, owca cała

Wilk syty, owca cała

Wszyscy kiedyś umrzemy, a wtedy – w niebie – ogarnie nas nieskończona miłość, nie będzie samotności, lęku i jakiegokolwiek braku. Dlaczego jednak nie moglibyśmy zorganizować sobie tego raju na ziemi już teraz?

Świetnie pisze o tym św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian: „Wiemy, że gdy ten namiot naszego ziemskiego zamieszkiwania zostanie zwinięty, otrzymamy dom od Boga, wieczne mieszkanie w niebie, nie ręką zbudowane” (2 Kor 5, 1). To jest wspaniała wizja, cudowna obietnica. Ale bądźmy szczerzy - dość odległa. I ma też wysoką cenę - nasze życie. Musimy umrzeć, by zacząć cieszyć się owym mieszkaniem. Większość z nas jednak chce jeszcze trochę pożyć na tym świecie. Gdyby decyzja zależała od nas, od jednej naszej prośby, kto chciałby zejść z tego świata w tym momencie? Zapewne niewielu. Niewielu także podziela dylematy św. Pawła, który autentycznie tęsknił za niebem i bliskością Chrystusa, ale wiedział, że musi dokończyć misję głoszenia Ewangelii. Doświadczał przez to poważnego rozdarcia. Do takiego pragnienia przebywania z Jezusem jeszcze trochę nam brakuje. „Dlatego - jak pisze św. Paweł - w tym teraz wzdychamy, bo już pragniemy przywdziać tamten nasz niebieski przybytek, o ile tylko z tego rozebrawszy się, nie okażemy się nagimi. I tak naprawdę, przebywając w tym namiocie, udręczeni wzdychamy, bo nie chcielibyśmy się rozebrać, lecz od razu wdziać tamten na wierzch, aby śmiertelne ogarnięte zostało przez życie” (2 Kor 5, 2-4). W momencie naszej śmierci opadną wszystkie zasłony, maski i sztuczne uśmiechy, skończą się wymuszone gesty i przytakiwanie. Rozbierzemy się z tego wszystkiego i pokaże się naga prawda o nas. Może spełni się na kimś modlitwa towarzysząca błogosławieniu ziół i kwiatów w uroczystość Wniebowzięcia NMP: „A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas, niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia”. Jeśli zatrzymamy się tylko na tym, okaże się, że będziemy sądzeni niemal jak ateiści – bo nic prócz dobrych uczynków nie będziemy mieli. Dla niewierzących jest to pokrzepiająca nowina, bo nieskończenie dobry Bóg dostrzega najmniejsze dobro w człowieku i chce je ocalić. W Wielki Piątek Kościół modli się za niewierzących, by odkryli istnienie Boga: „Módlmy się, za wszystkich, którzy nie uznają Boga, aby w szczerości serca postępowali za tym, co słuszne, i tak mogli odnaleźć samego Boga”. Jeśli jednak w ciągu życia nie uwierzą, mamy nadzieję, że Pan Bóg spojrzy łaskawie na ich dobre życie. Szczególnie jeśli mamy wśród naszych bliskich ludzi, którzy nie wierzą, ale dobrze nam życzą, czy okazali nam pomoc. Raczej nie chcielibyśmy, by „pochłonęło ich piekło”. 

Czy jednak nam, którzy otrzymaliśmy łaskę wiary, wystarczą uczynki? Czy będziemy mogli zasłonić nimi nasz brak relacji z Bogiem, czy niemal wtórny ateizm, za który sami odpowiadamy? Dlatego wzdychamy. Byłoby idealnie, gdybyśmy mogli dalej żyć po swojemu, według własnych projektów i pomysłów na szczęście, a jednocześnie doświadczać ogromu łaski i miłości, bez niepokojów i wyrzutów sumienia. Marzy nam się oglądanie raju na ziemi. Bez bólu, cierpienia… i śmierci. Bez przeciskania się przez tę ciasną bramę, która może okazać się prawdziwą walką. Nikt nam przecież nie obiecuje, że umrzemy szybko, łatwo i przyjemnie. Aż chciałoby się modlić nie tylko, by Bóg wybawił nas od nagłej i niespodziewanej śmierci, ale w ogóle od niej samej. W taki sposób prosił Jezusa złoczyńca podczas ukrzyżowania: „Wybaw sam siebie i nas” (Łk 23, 39). O. Silvano Fausti w książce „Głupota krzyża” pisze: „To co nas interesuje, to wybawić się od śmierci. Bóg i Chrystus, jeśli chcą być straceni, tym gorzej dla nich! Są potrzebni tylko po to, aby ocalić naszą skórę. (…) Śmierć jest dla nas końcem wszystkiego, co dobre i warte pożądania: jest najgorszym złem, w najwyższym stopniu niewartym pożądania. Każdy człowiek, ponieważ dobrze wie, że jest śmiertelny, chciałby osiągnąć to, o czym wie, że jest nieosiągalne: wybawić siebie od swego przeznaczenia”. Oczywiście - jak dalej pisze
o. Silvano – śmierć nie jest końcem, ale stanowi spełnienie życia. Niby o tym wiemy, słyszymy o tym w kazaniach, czytamy w książkach czy artykułach, a jednak tego nie czujemy. 

Nie brzmi to, jak dobra nowina. Tak, nasz los byłby godny pożałowania. Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał. Nasza wiara byłaby kulą u nogi. Ale na nasze szczęście zmartwychwstał. Przeszedł przez śmierć, dzięki czemu ona przestała być naszym wrogiem. Nawet jeśli wciąż tak ją traktujemy, możemy nieustannie wpatrywać się w Jezusa. Zamiast odwracać wzrok, szukajmy Jego spojrzenia. To nie jest spojrzenie trupa, czy jakiegoś zombie z horroru. Mamy Boga, który jest żywy, chociaż umarł. I jest Bogiem żywych, a nie martwych. Skoro zatem kocha nas do szaleństwa, nie pozostawi nas na pastwę śmierci, ale pociągnie ku życiu na całego. I oby nie było nam wtedy żal tego małego co nieco, cośmy tutaj sobie uciułali i zorganizowali. Dlatego nigdy nie jest za wcześnie, by modlić się o dobrą śmierć. Bo kiedyś będzie za późno. 

Tekst Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!