TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2020, 10:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wiara niecodzienna

Wiara niecodzienna

Z założenia felietony zamieszczane w tej rubryce, miały dotyczyć naszej codziennej wiary. Niemniej teraz przyszło nam zmagać się z rzeczywistością nadzwyczajną, zatem i wiara nasza w takich realiach nie jest już „codzienna”. Warto teraz zbierać te wszystkie pytania i osobiste refleksje.

Ileż w wierze naszej codziennej musieliśmy zmienić, a ileż w niej jest jeszcze do zweryfikowania. Gdy do redakcji wysyłałem poprzedni felieton, w Polsce mieliśmy sześć przypadków zarażenia koronawirusem. Diametralnie zmieniło się to, gdy „Opiekun” trafił do rąk Czytelników. Na obecną chwilę we Włoszech z powodu koronawirusa zmarło około 50 księży i nie wiemy co nas czeka do momentu ukazania się numeru 9/2020, do którego kreślę te słowa. Przed momentem przeczytałem świadectwo lekarza z Lombardii: „Na początku było kilku, potem dziesiątki, a potem setki, a teraz nie jesteśmy już lekarzami, ale zostaliśmy sortownikami na taśmie i decydujemy, kto powinien żyć, a kto powinien zostać wysłany do domu, aby umrzeć, nawet jeśli wszyscy ci ludzie płacili przez całe życie podatki we Włoszech. Jeszcze dwa tygodnie temu moi koledzy i ja byliśmy ateistami; to było normalne, ponieważ jesteśmy lekarzami i powiedziano nam, że nauka wyklucza istnienie Boga (…) Jesteśmy wyczerpani, mamy dwóch kolegów, którzy zmarli, a inni zostali zarażeni. Zdaliśmy sobie sprawę, że tam, gdzie człowiek nic nie może zrobić, potrzebujemy Boga…”.
Kościół niejedną przetrwał zarazę i obecnie możemy sięgać do świadectw minionych czasów, co wtedy nie tylko dla wiernych stanowiło nadzieję na ocalenie. Stan wiedzy na temat chorób daleko odbiegał od świadomości ludzi współczesnych, ale za to była wiara. Dały się we znaki takie epidemie, które po dziś dzień nie chcą odpuścić (nawet w sytuacjach, w których najmniej byśmy się spodziewali zakażenia). To chyba w dobie Oświecenia „wykluł się” wirus skrajnego racjonalizmu i systemowego sceptycyzmu. Słowa Claude Gilbert’a, które zapisał w roku 1700, nie były głównym przesłaniem tego historycznego okresu, ale w kolejnych pokoleniach będą już pojawiały się z częstotliwością grypy: „Postępując zgodnie z rozumem zależni jesteśmy wyłącznie od siebie, przez co stajemy się niejako bogami”. Gwoli wyjaśnienia należy zaznaczyć, że ta wrogość do chrześcijaństwa - jak koronawirus - nie wzięła się znikąd. Jesteśmy teraz świadkami ścierania się poglądów bazujących na wierze w nieograniczone możliwości ludzkiego geniuszu i tej, którą niektórzy określają jako „irracjonalną”. Rozum i wiara nie tylko mogą, ale powinny iść teraz w parze (znów warto sięgnąć do lektury - encykliki Fides et ratio).
Dla nas wierzących niech będzie zatem mądrość objawiona, ale i ta lekcja „zdobyta” wysiłkiem rozumu. Na wokandę trzeba brać najpierw to, co podaję nam biblijny opis upadku pierwszych ludzi - zadziwiające „po ludzku” jak obraz rajskiego owocu oddaje nam sedno sprawy, co do „organoleptycznego’ oceniania rzeczywistości. Ale warto sięgnąć i po filozoficzne objaśnienia tego, co Grecy nazwali mianem hybris. Tym pojęciem określili rodzaj arogancji (zrodzonej nie inaczej jak z pychy), która każe człowiekowi poprawiać nawet Boga. Generalnie rzecz ujmując - współcześnie to wiara w postęp! Taką wiarę już dawno na Zachodzie ugruntował dobrobyt. Rozwój nauki na tylu płaszczyznach (także z wielkimi osiągnięciami medycyny), stały się poniekąd gwarantem dla jej stabilizacji. I oto teraz doświadczamy destabilizacji. Nauka zapewne poradzi sobie i z tym, ale dla nas niech płyną teraz ważne lekcje. Na łamach pch24. ukazał się artykuł „Liturgia w czasach zarazy”, który prześwietlił nam to niemałe zamieszanie: „Obecnie jednak żyjemy w dobie rzeczywistej próby. A próba ta różne rodzi postawy - coraz bardziej skrajne postawy. Wszystko w nas aż kipi i pęka. I nie ulega wątpliwości, że próbujemy znaleźć najlepsze wyjście, tak by ocalić i życie, i wiarę. Warto jednak zauważyć, że obecne twarde zderzenie z rzeczywistością nie tylko obnaża naszą wiarę (lub raczej niewiarę), ale że też często ją oczyszcza z naiwności. Na szczęście pięknoduchem można być tylko dopóki fakty nie zweryfikują wiary osadzonej w realnym życiu. I taki proces również dokonuje się na naszych oczach. (…) Co to znaczy uczestniczyć w Eucharystii? Przecież to nie znaczy tylko uczestniczyć w obrzędzie i przyjąć sakramentalne Ciało. To oznacza wejść w ofiarę Chrystusa. Jeśli przyjmujemy Eucharystię, Ciało Pana, to przyjmujemy Jego życie, wchodzimy w Jego egzystencję, uczestniczymy w Ofierze, istotowo uczestniczymy w egzystencji Jezusa (tzn. godzimy się na egzekucję naszego życia złączonego z życiem Jezusa), godzimy się na samooddanie siebie z miłości. Rzeczywisty udział w Eucharystii powinien wiązać się nierozdzielnie z decyzją oddania siebie, swojego ciała w Chrystusie na ofiarę miłą Bogu. (…) Tak naprawdę więc obecna sytuacja obnaża dawno wyczuwany już fakt: chodzimy na Eucharystię, jednak jesteśmy obecni na niej zaledwie ciałem. Chcemy zjednoczenia z Panem, który ma nam dać życie. Nie chcemy jednak zjednoczenia z realnym, umierającym Jezusem. Chyba więc nie do końca rozumiemy i nie do końca wierzymy w to, co kryje się za słowem Eucharystia”. Polecam przeczytać całość.

ks. Piotr Szkudlarek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!