TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Października 2019, 02:35
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wchodzisz do piekarza, a tam - teologia!

Wchodzisz do piekarza, a tam - teologia!

Zakończenie prześladowania Kościoła poprzez wydanie Edyktu mediolańskiego w 313 roku zbiegło się z rozpoczęciem bardzo ważnych sporów teologicznych, w wyniku których dochodziło do napięć i podziałów, powstawania herezji potępianych przez sobory powszechne i synody. Dyskusje dotyczyły przede wszystkim rozumienia Trójcy Świętej, a także natury Jezusa Chrystusa czy moralności. Spory angażowały jednak nie tylko biskupów i teologów, przeniknęły także pod strzechy. Podsumował to Grzegorz z Nyssy pisząc: „Wchodzisz do piekarza i prosisz o chleb, a on ci mówi, że Ojciec jest większy od Syna”.
Do najbardziej znanych herezji starożytności należał arianizm. Nurt ten rozwinął na szeroką skalę (naświetlając go myślą platońską) kapłan aleksandryjski Ariusz, stąd herezja ta nosi nazwę arianizmu. Był to jeden z najpoważniejszych błędów starożytności. Zdaniem Ariusza był czas, gdy nie było Syna Bożego, który - choć jako pierwszy - jest doskonałym stworzeniem Boga, zaistniał w czasie. Równość Ojca i Syna przeczyła, zdaniem Ariusza, prawdzie o istnieniu jednego Boga, który jest źródłem wszelkiego istnienia, jest jedyny, niestworzony i niezrodzony.
Ariusz przedstawiał swoją doktrynę w kazaniach od 318 roku. Wskutek oburzenia części wiernych o sprawie poinformowany został biskup, który zabronił głoszenia fałszywej nauki. W trakcie dyskusji Ariusz stwierdził, że „Syn Boży został stworzony z nicości i był czas, kiedy nie istniał”, natomiast biskup opowiedział się za odwiecznością Logosu i Jego równością Ojcu. Ariusz jednak nie posłuchał zwierzchnika, w wyniku czego w 320 roku zwołany został synod, który potępił doktrynę ariańską i uznał ją za herezję. Ariusz pozyskał jednak wśród biskupów zwolenników. Rozpoczęły się spory, dyskusje, wysyłano listy i oskarżano się wzajemnie. Cesarz Konstantyn, upatrujący w chrześcijaństwie czynnik jednoczący państwo, po nieudanej próbie mediacyjnej zwołał sobór powszechny do Nicei. Przybyło tam około 300 biskupów, głównie ze Wschodu (Kościół rzymski reprezentowało jedynie siedmiu przedstawicieli). Głównym osiągnięciem soboru stało się uchwalenie tzw. Symbolu Nicejskiego, w którym odrzucono arianizm i wyrażono katolicką naukę o równości Ojca i Syna. W trakcie soboru dyskutowano jakiego terminu można użyć na określenie równości Ojca i Syna, kluczowym okazało się być słowo „współistotny” (homoousios). Wyznanie wiary sformułowane w Nicei w 328 roku i potem w 381 roku na soborze w Konstantynopolu, weszło z czasem do liturgii Mszy Świętej.
Może z perspektywy 1700 lat od początku sporów ariańskich warto zastanowić się nad kondycją współczesnych sporów teologicznych. Kiedyś angażowały zwykłych ludzi, przekupki w Konstantynopolu debatowały nad tym, czy Maryja była „Matką Bożą” czy jedynie „Matką Chrystusa”. Ówcześni herezjarchowie byli ludźmi wykształconymi, pomimo błędu reprezentowali pewien poziom kultury i ogłady. A dziś? Odnoszę wrażenie, że zagadnienie Trójcy Świętej i natury Osób Boskich nikogo już nie obchodzi. Szczytem współczesnych debat okazuje się kwestia obecności religii w szkole czy dopuszczalność antykoncepcji. Chciałoby się powtórzyć za Cyceronem: „O tempora, o mores!”.

Kajetan Rajski

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!