TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Sierpnia 2019, 20:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Walka o koronę

Walka o koronę

Mauzoleum nad grobami Patriarchów (Hebron)

Śmierć Saula otwierała Dawidowi drogę do tronu. Władza była na wyciągnięcie ręki. Jednak to nie ona była celem Dawida. On pragnął w swym życiu spełniać wolę Boga. Jeśli Bóg chce, by został królem nad Izraelem, niech się tak stanie. Jeśli nie, wtedy pójdzie swoją drogą. Namaszczenie w Betlejem wskazywał jeden kierunek: tron.

Wydarzenia, począwszy od pokonania Goliata, potwierdziły go. Niemniej jednak Dawid zdawał sobie sprawę z tego, iż Saul, jego przeciwnik nie był sam. Miał licznych zwolenników, ambitnych dowódców. Pewnie niejeden z nich chciał teraz stanąć na czele narodu. To zapowiadało bratobójczą wojnę. Czy była możliwa do uniknięcia? Czy jest jakiś sposób, by zaoszczędzić rozlewu krwi lub choćby ograniczyć go do minimum?

Kierunek Hebron

Dawid nie szukał odpowiedzi w swoich kalkulacjach ani w radach otaczających go ludzi. Postawił pytanie Bogu. Zdawał się na Jego decyzję. Ponieważ sercu Dawida była bliska Juda, tam chciał się udać, jeśli Bóg mu pozwoli. Gdy zyskał przekonanie, iż jego zamiar zgadza się z wolą Boga, zapytał jeszcze o miasto do jakiego ma się udać. Padło jedno słowo: Hebron. Gdy je usłyszał przed oczyma stanęły mu dawne wydarzenia, o których słyszał w opowieściach: wędrówka Abrahama, pochówek Sary, a potem samego Patriarchy. Ich groby znajdowały się w pieczarze Makpela, nieopodal Hebronu. Tam gdzie zakończyła się wędrówka Abrahama, a teraz miał rozpocząć się nowy etap życia Dawida. Nie wiedział co może go spotkać, nie znał swojej przyszłości, ale wzorem Patriarchy dał wiarę słowu Boga. Zabrał swe żony i ruszył we wskazanym mu kierunku.

Zamieszkał w Hebronie. Słuszność tej decyzji potwierdziły najbliższe wydarzenia. Niedługo po przybyciu Dawida zgromadzili się wokół niego mieszkańcy Judei i namaścili go na króla. Pamiętali czasy, gdy ratował ich życie. Teraz chcieli, by panował nad nimi. Ich czyn był znakiem potwierdzającym Dawidowi, iż dobrze rozeznał wolę Boga. Tak objął władzę nad jednym z dwunastu pokoleń Izraela. To jednak niosło ryzyko odcięcia się od pozostałych rodów. Nie chciał rozbijać dziedzictwa Ojców. Postanowił pokazać wszystkim Izraelitom, że pragnie ich zjednoczyć pod swym berłem. Nie odrzucał nikogo. Nie lekceważył ani nie niszczył tego, co do tej pory uczynił król Saul. Szanował również ludzi, którzy go wspierali. Znakiem tego była jego reakcja na wiadomość o czynach mieszkańców Jabesz, którzy narażając swe życie zabrali ciała Saula i Jonatana powieszone na murach twierdzy Bet Szean i sprawili poległym godny pochówek. Życzył im Bożego błogosławieństwa i miłosierdzia. Okazał też im swą łaskę za to, co uczynili.

Bratobójcza walka

Jednak droga do zjednoczenia wszystkich pokoleń wokół Dawida nie była prosta. Nie wszyscy chcieli uznać jego władzę, choć tym samym nie zgadzali się z wolą Boga. Jednym z takich ludzi był Abner, dowódca wojsk Saula. On nie chciał żyć w cieniu Dawida. Dlatego odszukał Iszbaala, syna Saula i w Machanaim obwołał go królem nad Izraelem. Czy tak chciał bronić prawa syna Saula do tronu, czy też postanowił umocnić swą pozycję? Zdawał sobie sprawę z tego, iż Iszbaal jest podatny na jego wpływ i wprowadzając go na tron sam będzie mógł rządzić całym krajem.

Motywów działania Abnera mogło być wiele. Jedno jest pewne, osadzając Iszbaala na tronie nie szukał woli Boga, nie liczył się z Jego zdaniem ani nawet nie pytał się o nie. W efekcie takiego postępowania większość Izraelitów zgromadziła się wokół Iszbaala, zaś przy Dawidzie pozostało jedynie pokolenie Judy. Konflikt zdawał się być nieunikniony. Rzeczywiście niebawem doszło do starcia. Naprzeciw siebie stanęły wojska Iszbaala i Dawida. Pierwszymi dowodził Abner. Drugich prowadził Joab. Zanim podjęto bitwę Abner zaproponował, by wystąpili młodzieńcy i dali pokaz walki. Obie strony wystawiły po 12 wojowników. Starcie miało przedziwny przebieg. Wojownicy pozabijali się nawzajem.

Tak przelana krew zdawała się być przestrogą: bratobójcza walka nie prowadzi do wygranej którejkolwiek ze stron. Jest jedynie niepotrzebną stratą sił i wzajemnym unicestwieniem. Ale tego znaku nikt nie odczytał. Niedługo potem rozpoczęto regularną bitwę. Przyniosła ona klęskę wojsku Abnera. Wódz został zmuszony do ucieczki. Pościg za nim rozpoczął brat Joaba Asahel. Abner upominał go, by ten odstąpił od niego. Wiedział, że sam jest silniejszy. Nie chciał go zabić ze względu na Joaba. Jednak Asahel nie ustępował. Przestrogi na nic się zdały.

Gorzki smak zwycięstwa

Bezpośrednie starcie doprowadziło do śmierci Asahela. Ta napełniła Joaba pragnieniem zemsty. Rozpoczął pościg. I nie wiadomo jaki byłby jego finał, gdyby nie słowa Abnera. Wezwał Joaba do zaprzestania bratobójczej walki. Te słowa przyniosły opamiętanie. Obaj wodzowie zgromadzili swoich żołnierzy. Każdy powrócił w swoją stronę. Nieszczęście zostało zażegnane. Nie mniej było zwiastunem wielkiego ryzyka wzajemnego unicestwienia, które może nastąpić, gdy walki nie ustaną. Teraz zbierano poległych. Grzebano bliskich. Choć Joab zwyciężył, to zwycięstwo miało gorzki smak. Tę gorycz poniesiono ze sobą do Hebronu. Rozpętano wojnę, której nikt nie potrafił zatrzymać. Kolejne dni pokazywały, iż Dawid i zgromadzeni wokół niego ludzie wzrastali w siłę, zaś zwolennicy Iszbaala słabli. Wszystko toczyło się tak, jak gdyby już dawno zapadły decyzje związane z wynikiem tej kampanii. Tak było, gdyż to Bóg, a nie człowiek postanowił o tym, kto będzie władał nad Izraelem. Na przegranej Abnera i jego ludzi zaważyło to, iż z tą decyzją nie chcieli się pogodzić, gdyż pragnęli przeprowadzić swój własny plan. Takie postępowanie sprawiało, że cały wysiłek, jaki wkładali w walkę, obracał się przeciw nim. Tym samym działali na swą własną zgubę.

Znakiem Bożego błogosławieństwa jakie spoczęło na Dawidzie, były nie tylko zwycięstwa militarne. Jego ród wzrastał w siłę. Kolejne miesiące i lata przenosiły narodziny synów. Dawid zwyczajem starożytnych władców miał kilka żon. To właśnie one dawały mu kolejno męskich potomków. Oni stanowili nadzieję na trwanie rodu Dawida. Jednocześnie każde narodziny przypominały obietnice dane Abrahamowi, obietnicę ziemi i potomstwa licznego jak gwiazdy na niebie i piasek morski. Dawid coraz bardziej odczuwał, że te obietnice realizują się w jego życiu, choć jednocześnie wiedział, że jeszcze nie nadszedł czas ich ukoronowania. 

Tekst i zdjęcie ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!