TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Września 2020, 06:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W Europie na piasku

W Europie na piasku

zamek

- Czy nie widzisz tych wszystkich wspaniałych autostrad?
- Nie, nie widzę...
- A nie widzisz tych uśmiechniętych ludzi? Dobrze zarabiających pielęgniarek? 
- No nie...
- A nie widzisz, jak Polska w tej Europie kwitnie, nie ma korupcji, marnotrawstwa, a wszyscy są szczęśliwi i zarabiają jak Niemcy i Holendrzy?
- No jakoś nie widzę...
- No to włącz sobie TVN24!

Różne sytuacje można zilustrować powyższym żartem, niektórzy widzą w nim krytykę obecnie rządzącej ekipy, która obiecywała nam drugą Irlandię i która w dalszym ciągu prezentuje hurra-optymistyczny i chyba bezkrytyczny kurs na Europę, ale też można widzieć w nim tęsknoty, które mieliśmy, kiedy dziesięć lat temu Polska podpisywała pakt akcesyjny do Unii Europejskiej. Słynny „powrót do Europy”, jakbyśmy na czas jakiś zostali wyeksmitowani na jakiś inny kontynent, dokonał się rok później. Dzisiaj ta konstrukcja wydaje się mocno trzeszczeć, co kilka miesięcy słyszymy dramatyczne komentarze, że oto stanęliśmy na skraju przepaści, no ale jakimś cudem podejmuje się jedyną słuszną decyzję i kryzys udaje się zażegnać. Niestety po kilku miesiącach znowu stajemy na skraju przepaści. Trzeszczy nam więc Europa i trudno przewidzieć, jaka jest przyszłość tego projektu, o którym dzisiaj już wszyscy otwarcie mówią, że jest to projekt polityczny, a więc i ideowy, choć przez lata nas przekonywano, że chodzi tylko o ekonomię. Najczęściej słyszymy, że lekarstwem na problemy Europy, jest... jeszcze więcej Europy! Czy to aby nie jest jednak krok do przodu? Zwykle to rzecz pozytywna, ale nie kiedy się stoi nad przepaścią.  

Świetlane, przynajmniej początki...

No właśnie, a może ratunkiem dla Europy mógłby być krok do tyłu, a właściwie do samych początków. Dzisiaj chyba ciężko jest uwierzyć, że u początków projektu europejskiego stoi trzech pobożnych mężczyzn, z których dwóch jest Sługami Bożymi, co oznacza, że toczą się ich procesy beatyfikacyjne. A tak było rzeczywiście, bo jak się powszechnie przyjmuje, zapoczątkowanie procesu zjednoczenia Europy było dziełem trzech polityków chadeckich: Roberta Schumana, Alcide de Gasperiego (to ich procesy beatyfikacyjne się toczą) i Konrada Adenauera, którzy mieli chrześcijańską wizję kontynentu. To właśnie oni, razem z kilkoma innymi ministrami spraw zagranicznych, złożyli podpisy pod traktatem ustanawiającym w 1951 r. Europejską Wspólnotę Węgla i Stali. Niestety, przy tworzeniu się kolejnych etapów wspólnej Europy, choćby Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1957 r., został już tylko Adenauer, bo Schuman nie był już ministrem spraw zagranicznych (choć oczywiście w dalszym ciągu działał na rzecz wspólnoty), a de Gasperi zmarł w 1954 r. I chrześcijańskie fundamenty Europy zaczęły się dość szybko rozmywać i wracały właściwie wtedy, kiedy, jak to było w przypadku naszego wchodzenia do Unii, europejscy biurokraci zabiegali o poparcie episkopatu i generalnie Kościoła dla traktatu akcesyjnego. Wtedy zachęcano ludzi Kościoła do włączenia się w dyskusję, a kiedy już do Unii przystąpiliśmy, to znowu zaczęto podważać prawo duchownych do wypowiadania się publicznie na drażliwe tematy.

...i gwiaździste

Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy początkach warto przypomnieć, że mamy jeszcze inny element bardzo chrześcijański, który na razie przetrwał, choć raczej w niepamięci. Chodzi o dwanaście złotych gwiazd na niebieskiej fladze Unii Europejskiej. Otóż, urodzony w Strasburgu pracownik służby pocztowej Rady Europy, Arsene Heitz, przygotował aż 21 projektów na 101 nadesłanych na konkurs rozpisany w związku z flagą dla tejże Rady. Pierwotny projekt przedstawiał piętnaście pięcioramiennych gwiazd na niebieskim tle i Heitz, nigdy nie ukrywał, że inspiracją był dla niego chrześcijański motyw wieńca z gwiazd dwunastu nad głową Maryi - niewiasty obleczonej w słońce z Apokalipsy. Na łożu śmierci gorliwy katolik Heitz wyznał, że pomysł zaczerpnął z wizerunku widniejącego na Cudownym Medaliku, znanym z paryskich objawień św. Katarzynie Laobure, co nie powinno dziwić, bo Heitz należał do Bractwa Cudownego Medalika. Ostateczny projekt został opracowany przez Paula M. G. Levy’ego. 

Ciekawostką jest, że w 1953 roku, kiedy pracowano nad flagą, Rada Europy miała ufundować witraż do katedry Najświętszej Maryi Panny w Strasburgu w miejsce zniszczonego podczas wojny. W konkursie, w którym zalecono, by postać Maryi nawiązywała do wizerunku z XII wieku figurującego na fladze Strasburga, wygrał projekt Maxa Ingranda: siedząca Matka Boska z rozłożonymi ramionami z Dzieciątkiem na kolanach, a nad jej głową emblemat Rady Europy: 12 złotych gwiazd na niebieskim tle. Matka Boska Opiekunka Strasburga i Niewiasta z 12. rozdziału Apokalipsy św. Jana połączone zostały z nową Europą. Według mariologa
René Laurentina, flaga europejska jest dowodem opieki, jaką Maryja roztacza nad Europą. Świadczą o tym: niebieski kolor maryjny, data ustanowienia flagi, przypadająca na święto Niepokalanego Poczęcia, podobieństwo gwiazd do tych z Apokalipsy, no i oczywiście prawzór dla flagi europejskiej zaczerpnięty przez Heitza
z  Cudownego Medalika.

Chrystofobia

No i jak dzisiaj wygląda sytuacja w tej naszej Europie budowanej niegdyś pod auspicjami prawdy, wolności i moralności; pod niebieską flagą z maryjnymi gwiazdami? Nieszczególnie. Nie będę się zagłębiał w kwestie ekonomiczne, o których mam takie pojęcie, jak niektórzy nasi dziennikarze głównego nurtu o Kościele, ale zastanawiam się, czy w ogóle doczekamy dziesiątej rocznicy przystąpienia do Unii. To znaczy ja mam nadzieję, że z Bożą pomocą doczekamy, problem w tym, czy Unia doczeka. Natomiast chciałbym się nieco pochylić nad Unią od strony obecnych w niej wartości, a może nieobecnych, bo na dzień dzisiejszy te chrześcijańskie są coraz mocniej wypraszane na zewnątrz.
Ks. prof. Bartnik napisał kilka lat temu przekornie, że „poza Unią jest zbawienie”, ale wydaje się, że to właśnie w Unii będzie łatwiej o zbawienie, ponieważ wartości chrześcijańskie są w niej dyskryminowane coraz bardziej otwarcie. Nie mamy tu jeszcze męczenników za wiarę, ale solidnie „poturbowanych” tak. Pamiętamy przecież, jak kilka lat temu, włoski polityk Rocco Buttiglione nie został wybrany na komisarza europejskiego tylko dlatego, że miał katolickie poglądy na homoseksualizm. Nie będę epatował innymi przykładami antychrześcijańskich aktów prawnych i incydentów, wspomnę zaledwie jeden z ostatnich paradoksów. Wiemy, że dzisiaj propagowanie aborcji jest uznawane za wartość europejską i można dostać na to fundusze z Unii, natomiast odwodzenie rodziców od zabicia własnego dziecka taką wartością nie jest i na to pieniędzy z Unii dostać nie można, o czym przekonali się na własnej skórze choćby Węgrzy w 2011 r., a na państwa, gdzie istnieją jeszcze ustawy antyaborcyjne wywierana jest silna presja, aby się „zeuropeizowały” i unowocześniły. I teraz uwaga, jedna z najnowszych informacji: jeden z przodujących w „europejskości” parlamentów, ten hiszpański ustanowił prawo zakazujące eksperymentów i aborcji na MAŁPACH człekokształtnych. To nie żart! Pamiętam z demonstracji w obronie życia w Waszyngtonie transparent z wizerunkiem ludzkiego embrionu i napisem: „Nie jestem drzewem. Czy ktoś wstawi się w mojej obronie?” Cóż, w Hiszpanii małpy od teraz też mają lepiej.

Euro-zmartwienia 

Tym, co szczególnie martwi w naszym kontekście europejskim, obok tej swoistej chrystofobii, jest skala emigracji naszych rodaków. Oczywiście, emigracja zawsze była zjawiskiem obecnym w historii naszego kraju, tak z przyczyn politycznych, jak i ekonomicznych. Jednak, jak donoszą media, po 2004 r. doszło do największej emigracji w historii Polski, a nawet całej Europy po II wojnie światowej. Według oficjalnych danych w ciągu pierwszych trzech lat po przystąpieniu do UE wyjechało z Polski  2 mln 270 tys. osób. Kryzys finansowy, zwłaszcza w Irlandii w 2008 r.,
nieco osłabił tę falę, ale od 2010 r. ona znowu rośnie. Trudno sobie nawet wyobrazić konsekwencje takiego upływu głównie młodej części społeczeństwa i, jak wskazują ostatnie protesty w Wielkiej Brytanii przeciwko nadmiernemu zatrudnianiu Polaków w niżej kwalifikowanych, a więc i gorzej płatnych zawodach, marnowaniu potencjału. Jedną z takich konsekwencji jest na pewno zjawisko euro-sieroctwa. Dr Robert Więckiewicz w wywiadzie udzielonym portalowi Polonia Christiana podkreśla, że „najczęściej kojarzy się ono z pozostawionymi dziećmi, ale problem ten dotyczy także nastoletniej młodzieży, gdyż jest to czas szczególnie istotny dla tych młodych osób. W okresie tym kształtuje i powoli utrwala się system wartości, światopogląd, ideologia oraz postawa wobec życia”. Przytacza on również wyniki badania przeprowadzonego w 2007 r. wśród wybranych gmin woj. podkarpackiego, gdzie okazało się, że zjawisko zagranicznych wyjazdów do pracy objęło od 30 do 60% rodzin, a w przypadku 5-7% problem dotyczył obojga rodziców. Wspomniał również o podwyższonej ilości rozwodów i zdrad małżeńskich w sytuacjach emigracji zarobkowej. 

Z punktu widzenia ekonomicznego osoby pracujące za granicą na pewno zarobione pieniądze inwestują, czy wydają w kraju (choć podatki płacą gdzie indziej), ale pytanie czy bilans jest korzystny pozostaje otwarte. Podobnie jak radość z oddawanych kolejnych odcinków nowych dróg i innych inwestycji ze znaczkiem Unii Europejskiej, już bez dywagacji na temat ich jakości, jest studzona wiadomościami na temat totalnej degrengolady polskiej innowacyjności i praktycznie rozmontowanym przemysłem (mamy jeszcze miedź, srebro, trochę zbrojeniówki i niewiele więcej). Co będzie, jak skończą się dotacje, nie wiadomo. Obyśmy się nie obudzili za późno. 

 

***

Zaklinanie rzeczywistości, piękne słowa i deklaracje niczego nie załatwią. Grzegorz Braun na wspomnianym wyżej portalu zacytował takie słowa: „Wszyscy wiemy, że jutro nie może być tak, jak było wczoraj. Wielkie zagadnienia społeczne i cywilizacyjne nie dadzą się rozstrzygnąć w chaosie rywalizacji i często nadmiernych ambicyj kilku dziesiątków państw i państewek. Zjednoczona Europa jest właśnie taką koniecznością dziejową, tym dalszym obrotem wielkiego koła historii, którego ruchu nikt i nic nie może powstrzymać. Idea zjednoczenia Europy musi z natury rzeczy przeniknąć do umysłów stopniowo. Jest ona tak wielka, iż wymaga dużego horyzontu umysłowego i przerośnięcia wielu dotychczasowych sposobów myślenia”. Brzmi znajomo, prawda? Wiecie kto to? Goebbels. Ten Goebbels. Nie dajmy się omamić słowom i wizjom budowanym na piasku.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!