TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Września 2020, 08:10
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

V Niedziela zwykła Łk 5, 1 - 11

V Niedziela zwykła Łk 5, 1 - 11

Zaufać Słowu

Ewangeliści, pisząc opowiadanie o powołaniu pierwszych uczniów, wykorzystują literackie schematy zapożyczone ze Starego Testamentu (por. 1 Krl 19, 19-21). Klasyczny schemat narracji o powołaniu zawiera stałe elementy, które można streścić w następujący sposób: Jezus  „przechodził”, „zobaczył”, „wezwał ich”, oni zaś „zostawili wszystko i poszli za Nim” (por. Mk 1, 16-20; Mt 4, 18-22). Łukasz, inaczej niż Marek i Mateusz, nie trzyma się rygorystycznie tego schematu. Być może wydawał się mu zbyt lakoniczny i suchy. Ewangelista ożywia swoje opowiadanie i nadaje mu niesamowicie osobisty chrakter, skupiając się bardziej na opisie kontekstu życia Szymona oraz jego emocji i motywacji. Przyjrzyjmy się z bliska scenie powołania Szymona, nie łączmy jej automatycznie z powołaniem do kapłaństwa, spójrzmy szerzej, odkrywając sedno powołania każdego z nas – bycia uczniem Jezusa.

Powołanie Szymona ukazane jest na tle problemów codziennego życia. Jezus przychodzi do niego podczas płukania sieci, czyli podczas monotonnej pracy, którą od lat wykonywał po każdym połowie, razem ze swoimi wspólnikami. Jezus nie czeka aż Szymon zjawi się w świątyni czy synagodze, ale wychodzi mu naprzeciw, odnajduje go w jego środowisku, jakże dalekim od patosu i sacrum. Fakt ten uświadamia nam, iż szczególnym miejscem doświadczenia i spotykania Boga jest nasza codzienność wraz z jej monotonią, jej ciężarami i problemami. Jezus nawiedza Szymona w momencie, gdy nie ma on powodów do zadowolenia i dobrego humoru. Jest po nocy bezowocnej pracy. Wiele wysiłku, zaangażowania, czuwania, a owoc tylko jeden – zmęczenie. Bóg wychodzi nam na spotkanie szczególnie wtedy, gdy widzimy bezowocność naszych wysiłków, gdy czujemy się zmęczeni i zdołowani, gdy nie widzimy już dalszego sensu naszej pracy i poświęcenia. Przychodzi wtedy, aby prosić nas o odważny gest ufności. Abyśmy przezwyciężając zniechęcenie raz jeszcze zaryzykowali, licząc już nie tylko na własne siły i zdolności, ale ufając bardziej Jego słowu. A wtedy dokona się cud przemiany.

Łukasz wyakcentowuje w swoim opisie powołania Szymonową zdolność do całkowitego zaufania słowom Jezusa. Będąc doświadczonym rybakiem, który całe życie spędził na jeziorze, czuje, że propozycja Mistrza z Nazaretu, by za dnia wypłynąć na połów (właściwą porą łowienia była noc), poddaje w wątpliwość jego zdrowy rozsądek, kompetencję i profesjonalizm. Co może wiedzieć Cieśla z Nazaretu (miasteczka położonego na wzgórzach z dala od jeziora) o sztuce łowienia ryb? Z drugiej strony, Szymon zdaje sobie sprawę, że słowo Tego, który teraz mówi do niego, by wypłynął na głębię, nie jest zwyczajnym słowem. Jest to „słowo pełne mocy” (Łk 4, 32). W Kafarnaum, swoim rodzinnym domu, Szymon przekonał się już o jego mocy i na własne oczy widział jak słowo Jezusa poskramia złe duchy (Łk 4, 31-37) i przywraca zdrowie chorym (uzdrowienie teściowej, Łk 4, 38-39). Zrodzony w rozterkach okrzyk: „na Twoje słowo zarzucę sieci” jest wyznaniem wiary w moc słowa Jezusa i aktem bezgranicznej ufności temu słowu, wbrew otaczającej rzeczywistości. Szymonowa wiara i ufność są początkiem cudu.

Najważniejszym skutkiem działania słowa Jezusa nie jest cudowny połów ryb, ale całkowita przemiana życia i tożsamości Szymona i jego towarzyszy, którzy po tych zdarzeniach zostawili dotychczasowe zajęcia i poszli za Jezusem, aby łowić ludzi dla Bożego królestwa. To, co stało się z Szymonem, może stać się i naszym udziałem. Również w naszej pogmatwanej codzienności, pełnej rozczarowań i porażek pojawia się Pan, który mówi: „Nie bój się! Wypłyń na głębię!” Zaufajmy Jego słowu, a doświdczymy jego mocy.

ks. Piotr Bałoniak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!