TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 07 Kwietnia 2020, 02:28
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Uwierz

Uwierz

Razem z mężem dysponujemy dość dużym ładunkiem poczucia humoru, chociaż zdarza się, że żarty mojego męża niekiedy przerastają moje wyobrażenia. Robię wówczas zbolałą minę i teatralnym jękiem oświadczam: „za kogo ja wyszłam”, co mój wybranek komentuje tekstem: „widziały gały, co brały”.

Oczywiście wszystko odbywa się w żartach i nikt do nikogo nie ma pretensji. Tym bardziej, że co do prawdziwości powiedzenia „widziały gały, co brały” nie mam najmniejszych wątpliwości. Zostawmy na marginesie sytuacje patologiczne, jednostki chorobowe, gdzie ktoś świadomie zatajał prawdę i manipulował drugą stroną - te sytuacje stanowią podstawę do stwierdzenia nieważności małżeństwa. Ten tekst jest o zwykłych ludziach, którzy pewnego dnia świadomie, dobrowolnie i bez przymusu zawarli związek małżeński. Dlatego stwierdzenie, że „trafił mi się” dobry lub kiepski mąż jest totalną bzdurą. Trafić się może wygrana w jakimś konkursie, ale nie mąż lub żona. To my wybieramy, podejmujemy decyzję o związaniu się z kimś na całe życie i za ten wybór jesteśmy odpowiedzialni na ziemi, a po śmierci staniemy z tym przed Bogiem. I to jest piękne. Bo wspólnie odpowiadamy za nasze szczęście w doczesności i wieczności.
Nasz wybór czasem może być zaciemniony z różnych powodów. Pierwszą rzeczą są tzw. różowe okulary i totalne zaślepienie. Można naiwnie wierzyć, że jakoś to będzie, chociaż widzi się, że coś nie gra. Można mieć przekonanie, że po ślubie wszystko się zmieni i ktoś nagle z nieodpowiedzialnego i nadużywającego alkoholu Piotrusia Pana przemieni się w przykładnego męża, a rozrzutna czy rozhisteryzowana panna stanie się stabilną pod każdym względem żoną. Trach. Często problemy się wręcz pogłębiają. W grę wchodzi jeszcze desperacja wynikająca z samotności, która staje się tak dotkliwa, że bierze się pierwszego lepszego, który błyśnie stalowym spojrzeniem. Tak się dzieje, ale wiele osób w odpowiednim momencie potrafi dostrzec czerwone światło w głowie i nie pchać się w małżeństwo z nieodpowiednią osobą. Jesteśmy dorośli i jako tacy ponosimy konsekwencje. Czasem te konsekwencje są realne, a czasem… nie do końca. Tak, ten tekst skierowany jest przede wszystkim do kobiet. Mamy niekiedy dziwne oczekiwania i wyobrażenia. Nawet najlepszy mąż wydaje nam się nie taki najlepszy, bo nie jest według naszego pomysłu, schematów, które ktoś nam przekazał czy obrazów żywcem wziętych z romansideł lub telenowel. A prawda jest taka, że „mąż przede wszystkim najbardziej ma podobać się Panu Bogu”, jak zauważa br. Piotr Zajączkowski OFMCap (terapeuta małżeński, organizator Weekendów Małżeńskich). „Głównym zadaniem żony wobec męża jest zatem pomoc w dojściu do świętości, do zbawienia” - stwierdza Jacek Pulikowski w „Krokodylu dla ukochanej”. W dużej mierze droga do zbawienia realizuje się w domu, w codziennych obowiązkach, pomocy, w odnoszeniu się do siebie poprzez słowa i gesty. Każda kobieta ma swoje własne oczekiwania i na czym innym jej zależy, ale każda chce być kochana przez swojego męża czy wcześniej - chłopaka lub narzeczonego. Chce także tej miłości doświadczać. I naprawdę możemy być kochane w taki sposób, w jaki tego potrzebujemy. Kobiety często nie wierzą, że to one mają „przeogromną możliwość wpływania na swojego męża, na mężczyznę, ale nie przez manipulację, nie przez to, że mu rozkazuje, tylko w taki, jaki nam mężczyznom jest potrzebny, rozwojowy, ale też taki, jakiego oczekujemy od kobiety. Proponowałbym, żeby zacząć od tego, aby przestać zmieniać swojego męża. Po prostu. Przestać to robić” - jak stwierdził br. Piotr. Nie chodzi zatem o zmianę, ale o wyzwolenie potencjału, który w mężczyźnie się znajduje. Nawet jeśli przywaliły go tony gruzu w postaci ciągłego narzekania, niezadowolenia, krytyki i wszelkich „zostaw, ja zrobię to lepiej”. Oczywiście im szybciej, tym lepiej. Łatwiej zdecydowanie zacząć wspierać faceta, póki ten potencjał znajduje się w stanie gotowości. Poza tym, naprawdę nie potrzeba wielkich i arcytrudnych przedsięwzięć, które nas przerastają. Wystarczy przestać narzekać i zacząć chwalić męża - o czym otwarcie mówią Małgorzata i Tomasz Terlikowscy w konferencji „Radość życia w małżeństwie”. Narzekanie do niczego nie prowadzi, a wręcz odnosi odwrotny skutek. A jeśli dany mąż należy do naprawdę beznadziejnych przypadków, trzeba było za niego nie wychodzić. Nierozerwalnie wiążą się z powyższym także podziw i szacunek dla pracy, jaką wykonuje. Pulikowski pisze: „Tak, jak żony powinny odwoływać się do męskiej odpowiedzialności, aby małżonek stawał się coraz bardziej odpowiedzialny, tak samo winny odwoływać się do mądrości męża, by mobilizować go do wzrastania w niej. Zwykłe powiedzenie w trudnej sytuacji: Ty jesteś taki mądry, że na pewno coś wymyślisz, potrafisz temu zaradzić; często powoduje, że on wznosi się na szczyty swoich możliwości, swej mądrości i rzeczywiście potrafi!”. Niekiedy potrzeba jedynie uwierzyć w mężczyznę i zmienić nastawienie do niego i w ogóle do świata. Br. Piotr przytoczył ankietę, w której zapytano 500 chrześcijańskich mężów, jaką cechę najbardziej chcieliby widzieć u swojej żony. Mężczyźni odpowiedzieli, że pozytywne nastawienie do życia. Jeden z mężów napisał: „Ona cały czas ma chandrę i negatywne nastawienie, cały czas na mnie narzeka. Pewnego dnia w sklepie złapałem się na tym, że chodzę za uroczą, śmiejącą się dziewczyną. Zrobiło mi się głupio, ale tak przyjemnie posłuchać było szczęśliwie, pozytywnie nastawionej kobiety”. Szczęście większości mężczyzn wypływa z faktu, iż u ich boku znajduje się uśmiechnięta kobieta. Darujmy sobie sytuacje szczególne, kiedy nikt nie ma ochoty się szczerzyć i rozsiewać wokół pokładów hurraoptymizmu. Chodzi o codzienność, rezygnację z zrzędzenia i dostrzeżenie, że mamy fajnego faceta za męża. Nawet jeśli nie wypełnia w idealny sposób listy naszych mniejszych czy większych roszczeń. Dobre nastawienie motywuje mężczyznę do zaangażowania się w funkcjonowanie rodziny. Doceniony za to, co robi, z wdzięczną i szczęśliwą żoną chętniej będzie realizował zadania męża. Działa to też w drugą stronę, bo kobieta także potrzebuje uznania wartości jej pracy, a nie ciągłej krytyki. Nic też nie działa z automatu, ale warto zacząć od tego, by przestać narzekać, a zacząć zachwycać się tym, z kim związaliśmy się na całe życie. Bez względu na to, czy przed nami wiele czy niewiele lat wspólnego życia, lepiej by nie była to droga przez mękę.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!