TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Maja 2020, 20:37
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Teologiczne spojrzenia na Maryję (I)

Teologiczne spojrzenia na Maryję (I)

Swoją miłość do Boga Trójjedynego i Matki Najświętszej w toku nieustającej refleksji kard. Wyszyński usiłował przekładać na słowa spostrzeżeń i wyznań. Owocem tej pracy stała się oryginalna teologia.

Stefan Wyszyński od wczesnego dzieciństwa nauczył się gorąco miłować Matkę Bożą. Z pewnością w jakiejś mierze przeniósł na Maryję uczucia dziecka, które wcześnie straciło swoją naturalną matkę. Z czasem jego miłość nabrała bardziej dojrzałego i świadomego charakteru, stała się przedmiotem autorefleksji i dialogu z Bogiem i sobą samym. Oznaczało to, że wzbogaciła swe znaczenie jako czynność umysłu i akt woli.


Istota miłości
Prymas, jako Pasterz Kościoła w Polsce, wielokrotnie zastanawiał się nad swoją miłością, tak jak choćby wtedy, gdy pisał w jednym z miejsc swej izolacji, w Stoczku Warmińskim: ,,Z lękiem walczę o tę miłość. Wydaje mi się, że miłuję: wszak nie umiem jednego dnia spędzić bez Ciebie, bez Twego imienia, bez «Zdrowaś Maryjo», bez Różańca, bez aktu oddania się Tobie. Czym byłoby życie moje, gdybym o Tobie zapomniał? Nie mogę – nawet, gdybym okazał się jeszcze słabszy niż jestem, nawet gdyby sumienie moje zarosło lasem grzechów, nawet gdybym ogłuchł z męki i bólu opuszczenia. Ale i wtedy, na tym łez padole, jeszcze bym wołał: «Witaj...» - A więc miłuję Ciebie!”. Z tych prowadzonych z największą powagą, w obliczu Boga i sądu własnego sumienia rozważań wynika, że więź z Maryją była dla Prymasa tajemnicą życia i czynnikiem stanowiącym o jego tożsamości. ,,Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony” - wyznał podczas jubileuszu 50-lecia kapłaństwa. Dlatego w imieniu tych, do których przemawiał i pisał, podejmował postanowienie: ,,Wiązać się będę coraz głębszym uczuciem ze Świętą Bożą Rodzicielką, Świętą Bożą Karmicielką, z Dziecięciem Jezus na rękach, Matką Jezusa i Matką moją”. Cieszył się jak dziecko, że został obdarzony Matką, cieszył się, ponieważ macierzyństwo Maryi względem wierzących wiąże się z przyznaną im godnością dzieci Bożych: ,,Jakież to szczęście, że «Matką moją jest Matka Boga». Jestem duchem na Kalwarii. Słyszę Chrystusowe słowa: «Niewiasto, oto syn Twój» - «Oto Matka twoja» (J 19, 27). W słowach tych dokonało się dla mnie coś niezwykle radosnego: mam Matkę!... Taką Matkę! Zgłaszam się więc do Matki mojej ze wszystkimi prawami dziecka, nadanymi mi przez Syna Bożego”.


Spoglądać w oblicze Matki
Za jedno z tych praw Prymas uważał możliwość spoglądania na Matkę, wpatrywania się w nią i zatrzymywania wzroku na jej oczach: ,,«One miłosierne oczy Twoje obróć...» pozwól dziecku skorzystać z praw swoich i pozwól spojrzeć w oczy Twoje... Wszak Matka oczu nie chowa przed dziećmi... Choćby przez łzy dojrzę je... Niech Cię to nie zraża, że tylko oczyma mogę się posłużyć, bo wolno mi patrzeć tylko w górę i w głąb...”. Przez kontemplację oblicza Maryi utrwalała się więź Prymasa z Matką. W spotkaniu oczu Matki i jej czciciela komunikowana była ich wzajemna miłość, która Prymasowi przynosiła pociechę i umocnienie: ,,Masz oczy i dostrzeżesz wszystką niedolę dziecka Twego”. Kiedy indziej Kardynał czuł się niegodny, by spoglądać na Maryję, zwłaszcza wtedy, gdy rozważał tajemnicę Niepokalanego Poczęcia, fenomen czystości, nieskalaności niebieskiej Matki: ,,Nie śmiem nawet spojrzeć na Ciebie, Niepokalana, by mój wzrok nie zniekształcił tego obrazu piękna, którym promieniejesz. Wielki mistrz barw i mistyk wypatrzył Ciebie na niebie i ukazał światu w swym arcydziele Niepokalanej. Murillo widział Ciebie podobnie jak mała Bernadetta Soubirous. A jednak wolę oglądać Cię bez pomocy pędzla i dłuta. Gdy Cię tak ujrzę, już niczego widzieć nie pragnę, wszystko milknie”.


Szlachetny realizm
Język, którym Prymas próbował wypowiedzieć swoje uczucia i stany duchowe mógłby sugerować, że wzlatuje on niezwykle wysoko i przebywa na wyżynach ciągłej zażyłości z Bogiem. Istotnie w wielu wypadkach uderza w jego wypowiedziach ton serdeczności, poufałości, typowej dla dziecka śmiałości i pewności, że w obecności Ojca i niebieskiej Matki może sobie ono pozwolić na poczucie pełnego bezpieczeństwa i beztroskiej wręcz wolności. Tak jest chociażby wówczas, gdy Prymas w ujmujący sposób nazywa Boże Narodzenie rodzinnym świętem Trójcy Świętej: ,,Ojca - Rodzica i Syna Narodzonego, i Ducha Oblubieńca”, albo, gdy prosi Maryję, by uśmiechnęła się do niego: ,,Rodzę w duszy kamienie tak ciężkie, że nie zdołam utrzymać tego owocu żywota mego. (…) Nie chciał Syn Twój zamienić kamieni na chleb. Bo łatwiej dojść do Syna po skalistej drodze, niż po wymoszczonej bochnami. Może więc i owoc żywota mojego, Matko, będzie błogosławiony. Uśmiechnij się do moich kamieni”.
Komentatorzy twórczości Kardynała nazwali tę cechę jego relacji z Bogiem szczególnego rodzaju familiarnością. A jednak Wyszyński nie uważał się wcale za mistyka: ,,Jestem zbyt realistyczny, nadmiernie trzeźwy, zbyt dobrze poinformowany, zbyt dokładnie znający sytuację (…) Właśnie grzech mój jest grzechem trzeźwości, w której brak miejsca na to «niemożliwe słowo», które Bóg jeden zawsze wypowiedzieć może. (…) Mówią o mnie komuniści, że jestem mistykiem; nie jestem nim, ale przeciwnie – jestem realistą. Moim największym grzechem jest realizm, wróg oczu nadprzyrodzonych”.
Zatem wzniosłe wypowiedzi Prymasa, także te skierowane do Matki Bożej, stanowią nie tylko wyraz prostego porywu serca, noszą one znamiona wysiłku intelektu, zaangażowania rozumu, wzmożonej pracy świadomości człowieka głęboko wierzącego, który doświadcza Boga i Jego tajemnic przede wszystkim na drodze medytacji, modlitwy na wskroś refleksyjnej. Realizm autora dochodzi do głosu, nawet jeśli wyraża swe myśli językiem bliskim poezji: ,,Jakich pochwał użyję? Pochwalę Cię słowem? Matko Słowa Wcielonego, cóż znaczy zeschły szept zeschłych liści mego słowa? Każde obciążone grzechem pierworodnym, każde nieociosane, niezgrabne, każde twarde, szorstkie, ostre, jak grad na płatkach róży! Moje słowa ranią Twoją nieskalaną świeżość, kaleczą idealną piękność pełni i harmonii, są plamą na obrazie”. Kardynała Wyszyńskiego cechuje ,,trzeźwość”, równowaga i przytomność umysłu, zdolność nieulegania łatwym emocjom (wpojona mu jeszcze w stowarzyszeniu młodych ,,Odrodzenie”, w którym uczono, że ,,trzeba mieć dyszel w głowie”), ale widać zawsze, że jego imponująca duchowa stabilność i stałość ma swoje najgłębsze podłoże w przyjaźni z Bogiem i  Niepokalaną Matką. Prymas nieustannie przebywał w pobliżu Boga, był domownikiem w mieszkaniu Ojca i umiał przestawać z Nim przy użyciu języka codziennych wyznań.
Rozpamiętując tajemnicę Maryi i sławiąc jej niezrównaną godność Prymas uprawiał siłą rzeczy oryginalną teologię. Praca intelektu i poruszenia serca, myśli przepojone miłością i miłość wyrażana przez myśli owocowały w postaci głębokich stwierdzeń, w których ukazywane bywały więzi łączące Matkę Bożą z misterium Trójcy Świętej, z jej Synem Jezusem Chrystusem, wreszcie z Eucharystią, kapłaństwem i Kościołem. Te motywy i wątki należały wręcz do ulubionych, bo wielokrotnie wracały w rozważaniach Prymasa, zwłaszcza w okresie więziennym.

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!