TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Października 2019, 01:42
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Tajemnicza śmierć pilota

Tajemnicza śmierć pilota

Na temat śmierci znanego pisarza Antoine de Saint-Exupéry’ego, autora „Małego Księcia”, krążyło wiele mitów. Większość z nich nie była prawdziwa. Padały choćby absurdalne zarzuty o dezercję czy samobójstwo. Dopiero po niemal 70 latach ta tajemnica wyjaśniła się do końca.

Życie autora „Małego Księcia” czy książki „Ziemia, planeta ludzi” było niezwykle burzliwe, szczególnie od momentu, kiedy zaczęła się II wojna światowa. Pisarz miał wówczas 39 lat (29 czerwca minęła kolejna rocznica jego urodzin) i był już zasłużonym pilotem po kilku katastrofach lotniczych. Nie powinien już latać. Ale chęć służenia Ojczyźnie i walki w wojnie po stronie napadniętej Polski była silniejsza. Niedługo później Antoni wystartował w końcu francuskim samolotem zwiadowczym. Był jednak rozczarowany postawą swojego kraju. Najpierw małym zaangażowaniem w działania wojenne, potem bratobójczą walką z Brytyjczykami. Na jakiś czas przeniósł się nawet do USA, żeby spotkaniami, wywiadami i artykułami walczyć z izolacjonizmem mocarstwa.

Ostatnia misja

Kiedy wrócił do swojego kraju znowu zmagał się z różnymi poglądami politycznymi swoich rodaków. Raz na jakiś czas zabraniano mu lotów, ale uparcie prosił, naciskał, używał swoich znajomości, żeby znowu wzbić się w przestworza. Niektórzy widzieli w tym tylko obywatelski obowiązek i bohaterskie oddanie, inni dodawali, że to mogło być coś więcej. Pisarz, który w znakomitej „Ziemi, planecie ludzi” pokazał, jak wspaniałym jest filozofem i jak głęboko patrzy na ludzkie istnienie, był zmęczony ciągłymi potyczkami polityków, sprzecznymi interesami wielkich tego świata, a w końcu zupełnie niesłusznymi oskarżeniami o sprzyjanie Niemcom. Były osoby, które podejrzewały, że Antoine chce być bliżej nieba, a może nawet w taki sposób prosi Boga o zakończenie wędrówki po tym świecie. Po kolejnych bataliach z przełożonymi, 31 lipca 1944 roku około 8.45 F-5B Lightning nr 223 (nazwa samolotu pochodzi z języka angielskiego i oznacza „świecący” lub „świetlisty”), w którym za sterami siedział Exupery, wzbił się w powietrze. Lot odbywał się w ramach ósmej (jak się potem okazało - ostatniej) wojskowej misji Antoniego pod kryptonimem „SODA” nr 33 S 176. Miał przeprowadzić rozpoznanie nad Grenoble i Chambery, które leżą w południowo-wschodniej Francji, niedaleko Lyonu i Genewy. W samolocie znajdowało się paliwo mające wystarczyć na około pięć godzin lotu, dlatego powrót Antoniego planowano na godzinę 14.00. Czas jednak mijał, a samolot z pilotem nie wracał. Półtorej godziny później trzeba było wypełnić formularz dotyczący działań z udziałem znanego pisarza. W raporcie znalazła się notka, że „Pilot nie wrócił i został uznany za zaginionego”. Nikt jednak nie wierzył w śmierć pilota. Spekulacje z początku dotyczyły raczej awaryjnego lądowania, ucieczki lub trafienia do niemieckiej niewoli. To była najgorsza wówczas opcja. Miłośnicy teorii spiskowych snuli fantazje, że major w ukryciu organizuje ruch oporu i niedługo się ujawni. Realiści natomiast musieli rozważyć także zestrzelenie przez nieprzyjaciela. Choć zdaniem strony francuskiej żaden z niemieckich zapisów dotyczących trafionych samolotów wroga nie zgadzał się z przypadkiem majora Saint-Exupéry’ego. Pojawiły się jednocześnie myśli, że przecież ostatnie lata bardzo wyniszczyły duchowo i emocjonalnie pisarza. Wyraźnie podupadł on na duchu i często nie godził się na zastaną rzeczywistość. Nie umiał odnaleźć się w szybko zmieniającym się świecie technologii i coraz dziwniejszych idei. Miał nawet powiedzieć, że opuści ten świat bez najmniejszego żalu. Część osób z jego otoczenia dopuszczała więc możliwość samobójstwa.

Nurek, który napisał książkę

Niedaleko Marsylii, na południowym wybrzeżu Francji znajduje się malutka wysepka Riou. To właśnie tam nabierał doświadczenia w podwodnej archeologii Luc Vanrell, zawodowy płetwonurek i dyrektor firmy zajmującej się właśnie taką dziedziną archeologii. Miał on swego czasu wspominać, że jego ojciec opowiadał o swoich podwodnych wyprawach w poszukiwaniu koralowców. „Gdzieś tam znalazł też samolot. Pamiętał go mgliście; nie podpłynął blisko. Zapewniał tylko, że była to bardzo duża maszyna. Po wojnie leżało w morzu sporo wraków i nikt się nimi specjalnie nie interesował. Mną jednak owładnęła idea znalezienia go, właśnie tego” - przyznał Vanrell. Rzeczywiście postanowił on zrealizować swoje postanowienie. Znajdował jednak pojedyncze części wraku samolotu, który jak przypuszczał, mógł należeć do pisarza. Ze względu na ich tragiczny stan nie mógł jednak dokonać wiarygodnej identyfikacji. Poszukiwania utknęły, a nurek zajął się innymi wyprawami morskimi. Nie tak jednak miała zakończyć się ta historia.
Było to 7 września 1998 roku u wybrzeży Marsylii, kiedy skromny rybak wracał z połowu. Nie był to spektakularny sukces. Niemniej Jean-Claude Bianco i jego załoga musieli wydobyć z sieci to, co udało się złowić i oczyścić narzędzia pracy. W sieci zaplątywały się różne śmieci, butelki, fragmenty opon czy metalowe elementy maszyn. Tym razem jednak wśród nich miał znaleźć się skarb, symbol historii pewnego człowieka. Ktoś z załogi kutra zauważył w sieci coś błyszczącego. Po oczyszczeniu z morskich glonów i skamieliny ich oczom ukazała się bransoletka, a na niej wygrawerowane nazwisko: „Antoine de Saint-Exupéry”. Było też imię żony i adres nowojorskiego wydawcy „Małego Księcia”. W końcu nastąpił przełom, który uruchomił całą lawinę wydarzeń, o których Luc Varnell napisał książkę „Saint-Exupéry. Ostatnia tajemnica”.

Spór z rodziną

Zanim jednak w 2011 roku pojawiła się książka, o znalezisku miało być na tyle cicho, by poszukiwacze mogli spokojnie odnaleźć wrak. Ale, jak wiadomo, zawsze znajdzie się ktoś, kto nie dotrzyma słowa i poprzez dziennikarzy sprawa trafiła do rodziny pisarza. Utrudniali oni poszukiwania i domagali się natychmiastowego zwrotu bransoletki. Krewni straszyli sądem i adwokatami wszystkich związanych z poszukiwaniami. W końcu pozwał ich znalazca bransoletki, rybak Jean-Claude Bianco, który poczuł się zlekceważony i obrażony brakiem dobrej woli i choćby odrobiny wdzięczności ze strony najbliższych Antoniego. Dzięki rozgłosowi o wydarzeniach dowiedział się Luc Vanrell, który zaproponował swoją pomoc przy przeczesywaniu morskich głębin. To dzięki jego doświadczeniu i niebywałym zdolnościom, a także kontaktom w środowisku, w końcu poszukiwania ruszyły pełną parą. Znaleziono w końcu wrak Lightninga, którym 31 lipca 1944 roku leciał Saint-Exupéry. Vanrell już w maju 2000 roku dotarł do pozostałości samolotu. Trzy lata później wrak został wyłowiony, a 7 kwietnia 2004 roku Departament Podwodnych i Podmorskich Badań Archeologicznych nadał komunikat, w którym oficjalnie ogłosił, że Lightning nr 223, którym w swój ostatni lot udał się Antoine de Saint-Exupéry, po prawie 60 latach opuścił dno Morza Śródziemnego.

Żal niemieckiego pilota

Odnalezienie mocno zniszczonego przez wodę i czas wraku, nie dało jednak odpowiedzi na pytanie o to, jak wyglądał ostatni dzień z życia autora „Małego Księcia”. Wielu wciąż zastanawiało się, dlaczego samolot znalazł się pod wodą. Pewną wskazówką mógł być fakt, że obok samolotu majora znaleziono silnik od messerschmitta, czyli niemieckiego samolotu używanego podczas II wojny światowej. Vanrell przypuszczał zatem, że przyczyną katastrofy mogło być zderzenie dwóch samolotów wrogich wojsk. Wtedy właśnie do dalszych poszukiwań przyłączył się Lino von Gartzen, pasjonat archeologii podmorskiej i ekspert od niemieckich sił powietrznych czasów II wojny światowej. Dzięki niemu udało się ustalić nazwiska pilotów grup myśliwskich, którzy 31 lipca 1944 roku przebywali w pobliżu miejsca zestrzelenia Lightninga. Lino postanowił, że porozmawia ze wszystkimi byłymi niemieckimi żołnierzami, którzy jeszcze wówczas żyli. Mimo że lista się kurczyła, nadal nie było żadnych wiadomości o francuskim pilocie. Większość z niemieckich pilotów usprawiedliwiała się wiekiem i źle funkcjonującą pamięcią. Kiedy tracił już zapał i nadzieję, któryś z ostatnich Niemców wydobył z mroków pamięci nazwisko Horsta Ripperta i zaproponował von Gartzenowi skontaktowanie się z nim jako człowiekiem, który „zachował jasny umysł”. Na szczęście okazało się to prawdą. Co więcej, Lino został całkowicie zaskoczony wyznaniem Horsta: „Może pan przestać szukać; to ja zestrzeliłem Exupéry’ego!”. Podczas osobistej rozmowy Rippert opowiedział szczegółowo przebieg tamtego dnia, który tylu osobom na całym świecie nie dawał spokoju przez ponad 60 lat. Lino nagrał nawet opowieść weterana, a ten na piśmie przyznał się, że rzeczywiście jest winien śmierci pisarza. Prosił jednocześnie, żeby nie ujawniać tych materiałów przed jego śmiercią, czego von Gartzen osobiście dopilnował. Cały czas jednak powraca pytanie, dlaczego do tej pory Rippert nic nie powiedział, mimo upływu tak wielu lat? Wyznał, że cały czas przeczuwał, że samolot, który zestrzelił 31 lipca 1944 roku był pilotowany przez Saint-Exupéry’ego, ale dopiero po wydobyciu wraku z morskiego dna nabrał pewności. Przyznał, że czekał na jakiś kontakt od poszukiwaczy, spodziewał się wizyty lub telefonu. Okazało się, że niemiecki weteran bardzo żałował tego, co się stało. Tak naprawdę nigdy ani na chwilę o tym nie zapomniał. Bał się jednak komplikacji i problemów, gdyby wcześniej o tym komuś opowiedział, więc trzymał tę tajemnicę tylko dla siebie. Stale prowadzone poszukiwania zatopionego Lightninga, każda kolejna wydobyta jego część, były jak wyrzut sumienia. Bezustannie przypominały mu o tym feralnym dniu, kiedy nieświadomie przerwał życie człowieka, którego szczerze podziwiał. Wspominał, jak w młodości czytał i doceniał książki Antoniego. Urzekała go wrażliwości i piękne opisy z życia pilota. „Pod wpływem jego książek wielu z nas zostało pilotami. Tamtego dnia francuski samolot zrobił świecę. Później dowiedziałem się, że musiał to być samolot Exupéry’ego. Co za klęska! Co ty najlepszego narobiłeś! - mówiłem sobie. Ale ja go nie widziałem! Nie mierzyłem do człowieka, którego znałem. Strzeliłem do samolotu nieprzyjacielskiego, który spadł. To wszystko. Tak było” - wyjaśnił do samego końca Rippert, który zmarł w 2013 roku.

Anika Nawrocka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!