TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 01:37
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Tajemnice kościoła na wzgórzu

Tajemnice kościoła na wzgórzu

wysocko wielkie

Kościół w Wysocku Wielkim, swoją historią sięgającą wstecz do odległych czasów średniowiecza, doczekał się kilku ciekawych legend. Pozwalają one inaczej spojrzeć na historyczny obiekt liczący sobie kilkaset lat - tym bardziej, że trudno takim folklorystycznym opowieściom odmówić uroku. 

Zanim przejdziemy do legend, warto poznać początki kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Tutejsza parafia należy do najstarszych w diecezji, istniała już w XII wieku. Powstanie świątyni przypisuje się legendarnemu Piotrowi Włostowicowi, który miał niejako ufundować liczne kościoły jako pokutę za swoje winy. Nawet jeśli tak było, to pierwsza drewniana świątynia nie zachowała się do naszych czasów. Warto wspomnieć, iż w tych odległych latach dzisiejszy Ostrów Wielkopolski należał przez pewien czas do parafii w Wysocku. W XVI wieku postanowiono wybudować nowy obiekt, gruntownie przebudowany w wieku następnym. W ogólnym zrębie posiada on charakter późnogotycki. Dzięki lokalizacji na wzgórzu, mimo swoich stosunkowo niewielkich rozmiarów, nadal robi wrażenie. Co do wzgórza... 

„Pewnego razu diabeł zbałamucił w miejscowej karczmie cieślę Michała. Popili trochę i założyli się, który z nich wybuduje większą osadę w ciągu 90 dni. Stanęło na tym, że cieśla Michał będzie budował w dzień na wzgórzu, a diabeł nocą w dolinie. Niestety, diablisko miało pecha. Dolina była podmokła i wszystko, co diabeł zwany Ostrychem zbudował, zapadło się w mokradłach. Wreszcie po wielkich trudach udało mu się usypać wyspę, nazwaną później Ostrowem. A osada Michała rosła w oczach. Żeby diabeł jej nie nachodził, w osadzie wzniesiono kościółek. Tego szatan nie przewidział! Pochwycił wielki kamień i poleciał na wioskę, ale mieszkańcy zaczęli bić w dzwony kościelne i czort rzucił kamieniem na oślep, tak, że spadł obok świątyni. Nową osadę nazwano Wysocko Wielkie. Wysocko, bo położone jest na wzgórzu, a Wielkie, bo w wielkim stylu cieśla Michał przechytrzył Ostrycha(...).” W taki oto sposób starano się wytłumaczyć etymologię nazwy miejscowości.

Jest jeszcze druga opowieść związana ze świątynią - ciekawsza o tyle, że... widoczna gołym okiem do dzisiaj. Podejdźmy bliżej pod kościół, na jego południowej ścianie, tuż w okolicach solidnej przypory, zobaczymy w cegle wiele dziwnych otworów różnej głębokości. Skąd się one wzięły? Wersji jest mnóstwo, te śmieszniejsze opowiadają o żebrakach, którzy porobili ślady opierając się o ścianę kijami..., te bardziej makabryczne opisują prastare praktyki pokutne, polegające na wierceniu palcem zagłębień w ścianie obiektu sakralnego dla odkupienia bólem grzechu cudzołóstwa. Podążając za Oskarem Kolbergiem, polskim etnografem żyjącym w XIX wieku: ,,lud twierdzi, że to są ślady dusz pokutujących, które raz w roku z grobów wstają i usiłują wejść do kościoła, znajdując zaś tam drzwi zawarte, starają dobyć się przez mur i suchemi palcami kościotrupów wiercą ściany, lecz pracy tej dokonać nie mogą, bo kur zapieje i znowu wracają na rok ciężkiej w grobie pokuty”. Pokuta - to słowo klucz pojawia się w wielu wersjach legendy. Czy jest bliskie prawdy? Cóż, za wyjaśnienie tej zagadki zabrali się uczeni już grubo ponad sto lat temu. Podobne ślady widniały nie tylko na kościele w Wysocku, występowały także w Pobiedziskach, czy Gnieźnie, musiał więc istnieć jakiś logiczny powód ich powstania. W licznych dyskusjach wyodrębniono kilka logicznych powodów - odciski wykonywane były na cegłach jeszcze przed ich wypaleniem lub są to ślady kul i pocisków, albo otwory po drewnianych świdrach ogniowych. Już wówczas ta ostatnia teoria wydała się najbardziej prawdopodobna - ich bliższe obserwacje potwierdziły, że żłobienia te noszą ślady wiercenia, są zatem związane z prastarym kultem ognia. ,,W Wysocku zachowała się jeszcze u najstarszych ludzi we wsi pamięć tego, że w Wielką Sobotę zapalano tzw. święty ogień o mur kościelny przy pomocy świdra ogniowego”. Co więcej, eksperyment przeprowadzony w Instytucie Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z użyciem średniowiecznej cegły w pełni tę hipotezę potwierdził. Rozniecanie ognia przy pomocy tego rodzaju świdra stosowano w Europie od środkowej epoki kamienia po czasy niemal współczesne. Wiertło z twardego drewna obracało się w obu kierunkach na cięciwie prostego łuku, poruszanego tam i z powrotem. Tylny koniec wiertła opierano o stabilną płaszczyznę, chociażby kościelny mur. W wyniku tarcia podłożony łatwopalny materiał zapalał się. Ot - cała tajemnica...

Tekst i foto Aleksander Liebert

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!