TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 14 Czerwca 2021, 01:22
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Szóstego grudnia w niebie

Szóstego grudnia w niebie
Opowiadanie adwentowe z Kaliszem w tle

Jest w niebie taras, z którego świetnie widać Ziemię. Przychodzą więc na niego ci mieszkańcy nieba, którzy chcieliby zerknąć jak dorastają ich praprawnuki, których nie mieli okazji jeszcze osobiście poznać albo anioły, które przygotowują się do misji w jakimś konkretnym punkcie naszej planety albo po prostu święci, których wstawiennictwa wzywają Ziemianie.

Szóstego dnia grudnia, przez cudowne balustrady z najczystszego szafiru, wychylał się św. Mikołaj spoglądając ku Kaliszowi. W tamtejszej katedrze bowiem obchodzono odpust ku jego czci i tak głośno śpiewano „Święty Mikołaju, patronie nasz”, że Święty nie mógł nie wyjść na taras zwany „Ziemskim”. Przy okazji podążyła za nim św. Łucja, bo pomyślała, że popatrzy jak idą Szwedom przygotowania do obchodów jej imienin przypadających 13 grudnia. Stanęła obok Mikołaja, a ten wskazał jej palcem Polskę. A ściślej rzecz ujmując Wielkopolskę i Kalisz. - To ten kościół, z którego skradziono obraz Rubensa, prawda? – zapytała dla pewności, bo kiedyś Mikołaj z Miry już jej ten kościół pokazywał. - Tak! 14 grudnia minie 47 lat od tamtej kradzieży – odparł tonem biskupa, którym bądź co bądź kiedyś był. – Rozmawiałem jakiś czas temu, na tym tarasie zresztą, z artystą malarzem, który namalował obraz Świętego Józefa Kaliskiego. Opowiedział mi swoją niezwykłą historię. Oczy Łucji patrzyły na Mikołaja i mówiły: „Słucham uważnie, mów dalej”. - Otóż, tenże malarz – kontynuował Mikołaj - który nie zostawił na kaliskim cudownym obrazie nawet swoich inicjałów, bo wtedy, jak pewnie wiesz, malowano wyłącznie na chwałę Bożą, całe niemal życie pragnął być wielki jak Rubens. I wszystko co namalował, uważał za nieistotne, nijakie. Miał pretensje do Boga, że nie dał mu takiego talentu, jaki dał Rubensowi. Tuż przed śmiercią jednak dowiedział się, że obraz Józefa Kaliskiego jego pędzla, zaczyna słynąć niezwykłymi cudami. I wtedy zawstydził się strasznie. Zaczął przepraszać Boga za swe wcześniejsze pretensje, za niewdzięczność. Umierał z przeświadczeniem, że Bóg obdarował go stokroć bardziej niż Rubensa. Ten artysta przychodzi tu często i ogląda kolejne cuda, które ludzie wymadlają przed namalowanym przez niego obrazem. Przychodzi, patrzy i powtarza, że nie zasłużył na takie wyróżnienie jako artysta - mówił. Piękna opowieść! – westchnęła z niekłamanym zachwytem Łucja. - A ja – ciągnął dawny biskup Miry – przychodzę tu w grudniu i patrzę z bólem na to, co na Ziemi zrobili ze mną. Co ja mam wspólnego, Łucjo, z tym dziadkiem w czerwonych portkach, których nogawki są obszyte u dołu białym futrem? I z tą czapką skrzata? Ty myślisz, że ja bym to kiedykolwiek włożył? – Mikołaj trochę się zdenerwował. A Łucja chyba wyobraziła go sobie w takim stroju, bo zaczęła chichotać. - I z reniferami? – mówił dalej. - Przecież według dzisiejszej geopolityki to ja jestem Turkiem. Gdzie Turcja, gdzie Laponia? No i te prezenty, które razem z tymi reniferami rozwożę! Tak, jasne, ja uwielbiałem za życia obdarowywać ludzi, zwłaszcza tych, którzy naprawdę potrzebowali pomocy, ale na miłość Boską, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by moje prezenty miały przysłonić Chrystusa, czy pamiątkę Jego narodzin! A tymczasem ten niby ja, jako ten w czerwonych portkach z białym futrem, stałem się głównym symbolem Bożego Narodzenia! A gdzie jest Dzieciątko?! Gdzie żłóbki? W zasadzie głównie w kościołach!- denerwował się Mikołaj. - I w tym momencie nie wiadomo skąd przy Łucji i Mikołaju pojawił się uśmiechnięty Franciszek z Asyżu i rzekł: „Ja też boleję nad tym zanikiem żłóbków i szopek! Również z tego powodu, że jako pierwszy w historii, we Wigilię 1223 roku, taką zorganizowałem!” Tu Łucja rozmarzyła się. - Zachwycająca była ta szopka w Greccio, Franciszku! Patrzyliśmy tu na nią z tego tarasu i patrzyliśmy! Prawda Mikołaju? Ja, Ty, święci Mędrcy ze Wschodu, św. Józef. - To była szopka z żywymi zwierzętami! Poza tym – przerwał gwałtownie wątek szopki Franciszka biskup z Miry, – ja swoje prezenty robiłem w ukryciu. Nie chciałem, żeby obdarowani wiedzieli, od kogo je mają. Lewica nie wie, co czyni prawica. No i poza tym, nikt już dziś chyba nie pamięta, że największym darem, największym prezentem jaki możemy zrobić innymi to dar z nas samych! Tak… – zamyślił się Franciszek. – Inne prezenty czy tam, dary, są dobre, ale mogą być i może ich nie być i na pewno nie mogą być istotą świąt. A zwłaszcza Bożego Narodzenia. W refleksyjny nastrój popadła też Łucja. - Tym biednym ludziom wszystko się kompletnie pokręciło – westchnęła smutno. – I dlatego tylu z nich nie lubi dziś Bożego Narodzenia? Tylu jest w Wigilię samotnych, tylu skłóconych i koniec końców tylu cierpiących. Gdyby tylko się otrząsnęli i przypomnieli sobie, że Chrystus tej nocy rodzi się dla nich, rodzi się, by zniszczyć to, co niszczy ich, że daje zdolność przebaczenia… - Że – Mikołaj znów się wtrącił – daje moc, by móc być darem dla innych i w niewłaściwy sposób nie skupiać się tylko na sobie… - Dziś Mikołaju, mówi się na Ziemi „w toksyczny sposób”, nie „niewłaściwy” – zauważył Franciszek i dodał – Wystarczyłoby skupić się tylko na maleńkim Chrystusie, na tym, że On może dać nam nowe życie, sprawić, że sami narodzimy się jakby na nowo i to nie dopiero w niebie, ale już na Ziemi. - Gdyby zechcieli otworzyć przed Dzieciątkiem gospody swoich serc – rozmarzył się Mikołaj. – Gdyby tylko zechcieli i powiedzieli: zapraszam Cię do mojej gospody, przyjdź i zacznijmy nowe życie… I wtedy też – kontynuowała myśl Mikołaja Łucja – Mikołajki przypominałyby, że w drodze do nas jest największy dar, Chrystus, a moje skromne wspomnienie, że jeśli widzisz w życiu same cienie, to znak, że stoisz tyłem do światła. I, że Adwent to czas, by się po prostu odwrócić przodem do największego Światła. Franciszek wychylił się wtedy przez szafirową balustradę, nadstawił ucha w kierunku Ziemi, spojrzał na biskupa i poinformował go, że w bardzo wielu miejscach śpiewają „Święty Mikołaju, patronie nasz, módl się za nami”. - Modlę się modlę, już od lat – zapewnił Świętego z Asyżu Święty z Miry – żeby w grudniu zapomnieli o mnie i z całą mocą przypomnieli sobie o nowo narodzonym Jezusie. I będę się tak modlił do skutku!

Aleksandra Polewska – Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!