TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Maja 2020, 03:12
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Szlak maryjny Prymasa, cz. 1

Szlak maryjny Prymasa, cz. 1

Duchowe przewodnictwo i opiekę Matki Bożej Wyszyński odnajdował w kluczowych dla swego życia momentach i miejscach, w węzłowych punktach, w których rozstrzygała się jego osobista historia i wybrane powołanie.

,,Nazwano mnie »Prymasem maryjnym«. Gorąco pragnę życiem swoim usprawiedliwić tę nazwę. Mogę to uczynić w doskonały sposób tylko wtedy, gdy upodobnię się do Ciebie, Królowo mego życia” - wyznał kard. Stefan Wyszyński w ,,Zapiskach więziennych” pod datą 8 maja 1956 roku.
W 50. rocznicę swoich święceń kapłańskich wspominał, że urodził się pod obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, ,,i to w sobotę, żeby we wszystkich planach Bożych był ład i porządek”. Prymas uważał, że Opatrzność od zarania życia związała go z osobą i tajemnicą Maryi wyznaczając drogę, którą powinien podążać. Była to droga ,,naśladowania, czyli wstępowania w ślady Maryi, i w ten sposób realizacji tego, co jest istotą maryjnej pobożności.


Program wspinania się ku szczytom
Kiedy w trakcie Wielkiej Nowenny i Millenium Chrztu Polski wybuchały co rusz w łonie środowisk kościelnych spory i kontrowersje i wielu, zwłaszcza wykształconych katolików, zarzucało Prymasowi lansowanie powierzchownej dewocji, nie zawsze dostrzegano, że przygotowany przez niego program odnowy wiary narodu w oparciu o postać i rolę Matki Bożej jest w rzeczywistości niezwykle ambitny i trudny. Prowadzi na duchowe wyżyny i jest zdobywaniem szczytów. W zakresie swoich celów maryjny projekt Prymasa był zmaganiem się o najwyższą stawkę, o przetrwanie, o być albo nie być wiary i Kościoła, w aspekcie natomiast wewnętrznej zawartości i treści był próbą ,,upodabniania się” do Maryi, wzorowania się na niej, czyli naśladowania cnót Matki Bożej, przyjmowania w codziennym życiu jej postawy posłuszeństwa i służby. Tak Ojcowie Kościoła definiowali sens należnego Bogarodzicy kultu: ,,Niechaj w każdej duszy będzie dusza Maryi, aby wielbiła Boga; niech w każdym duchu będzie duch Maryi, aby radował się w Bogu” (św. Ambroży). Postulat tego rodzaju, nawet gdy uwzględni się oczywistą konieczność łaski, stanowi niebywałe wymaganie dla każdej z osobna ,,duszy” i ,,ducha”, tym większe jeśli założy się potrzebę jego spełniania na skalę społeczną, na skalę całego narodu. A takie zadanie i wyzwanie postawił przed Polakami Prymas! Przedstawił społeczeństwu zobowiązanie do indywidualnej, wytrwałej walki z wadami i nałogami oraz łączenia wiary z codziennością, aby podjąć za nią (i za wiarę, i za własne życie) pełną osobistą odpowiedzialność. Idea Prymasa polegała na koncepcji naśladowania Maryi także w czynach poprzez posłuszeństwo i wierność Bogu, Jego przykazaniom i Ewangelii, w postawie samoograniczenia i gotowości do wyrzeczeń ze względu na miłość.
W 1956 roku, a potem w trakcie Millenium, myśl ta przyoblekła się w kształt Jasnogórskich Ślubów Narodu i Akt oddania się Maryi w macierzyńską niewolę miłości. Stefan Wyszyński nie żądał jednak od innych tego, czego sam się nie podjął i nie doświadczył. Inspirując się dziełem św. Ludwika Marii Grignona de Montforta ,,O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, pierwszy 8 grudnia 1953 roku oddał się Matce Bożej w niewolę i pozwolił jej sobą rozporządzać. Zawsze podkreślał, że nigdy się na niej nie zawiódł i nigdy nie żałował swej maryjnej drogi odczytanej jako szczególne życiowe powołanie: ,,Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”. Prymas mógł wymagać od siebie i innych dlatego, że Maryja nieustannie go poprzedzała i wspierała w drodze. Szła przed nim jako ,,światło”, w które się wpatrywał, jako ,,gwiazda”, ,,słodkość i nadzieja”.


Maryjne wtajemniczenia
Na początku spoglądanie na Maryję było całkiem dosłowną czynnością małego dziecka. W najmłodszych swych latach Stefan Wyszyński lubił zaraz po przebudzeniu długo patrzeć na zawieszone w domu dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. Zastanawiał się, dlaczego jedna jest czarna, a druga biała. Obydwa wizerunki świadczyły o pobożności i pielgrzymich upodobaniach rodziców. Matka Stefana Julianna jeździła do Ostrej Bramy, a ojciec Stanisław ,,ciągnął zawsze na Jasną Górę”. W domu toczyli ożywione rozmowy na temat skuteczności wstawiennictwa Matki Bożej doznawanego przez wiernych w tych dwóch narodowych sanktuariach. Syn przysłuchiwał się temu i uczestniczył w modlitwie rodziców, codziennym pacierzu i odmawianym wieczorem Różańcu. W ten sposób Stefan Wyszyński od najwcześniejszych lat zżywał się z osobą Maryi, która kształtowała najpierw świat jego dziecięcych wyobrażeń, a potem wpływała na coraz dojrzalszą duchowość. Jego przyjaźń z Matką Bożą wzmogła się niewątpliwie po śmierci matki rodzonej. Julianna przez swoją osobistą maryjność przygotowała niejako syna na własne odejście. Ustąpiła miejsca Matce Chrystusa, wskazała synowi na ,,Matkę, która nie umiera”. Być może takie właśnie znaczenie miały jej wypowiedziane w dniu śmierci, 31 października 1910 roku, tajemnicze słowa: ,,Stefan, ubieraj się”. To rozstanie chłopiec przeżył jednak bardzo boleśnie. Gdy wraz z ojcem wrócił do domu po uroczystości pogrzebowej matki doznał poczucia ogromnej pustki i samotności. Jak później pisał ,,zdawało się, że ustało wszelkie życie”. Nawet w 1980 roku, 70 lat po wydarzeniu, rozpamiętywał jeszcze ze smutkiem tamtą stratę: ,,Ojcze niebieski, zabrałeś nam dzieciom, matkę Juliannę i zostawiłeś nas sierotami. Wiemy, że wszystko czynisz przez Miłość. Ale związek z matką, którą dałeś, jest tak wielki, że trudno pojąć, że miłość Boża pozbawia nas miłości macierzyńskiej”. Po śmierci matki przyszłemu Prymasowi o Matce Bożej dużo mówiła służąca Ulisia. Mocno przemawiał do chłopca posąg Maryi znajdujący się na kościelnym cmentarzu. Z kolei w trakcie nauki w gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie Stefan Wyszyński przywiązał się do figury Matki Bożej Passawskiej, na Krakowskim Przedmieściu.


Dowartościowanie wzroku
Wszystko to, poczynając od dziecięcych fascynacji wizerunkami Maryi umieszczonymi we wnętrzu rodzinnego domu, ma duże znaczenie dla zrozumienia duchowości Prymasa i jego stylu przewodzenia Kościołowi w Polsce, łącznie z ideą peregrynacji Obrazu Jasnogórskiego. Można powiedzieć, że przez swój podziw dla niektórych plastycznych przedstawień Maryi Prymas dowartościował zmysł wzroku w kulcie, co znowu jest zgodne z prastarą katolicką tradycją, tak daleką od ikonoklazmu i purytańskiej mentalności ogołacającej kościoły z dzieł sztuki.
W rozważaniach na temat macierzyństwa Maryi kardynał Wyszyński pisał: ,,świątynie nasze wypełniły się ołtarzami, obrazami, freskami przedstawiającymi nam Boga-Dziecię na ręku Matki. Maryja wiecznie daje nam Boga. W tej wielkiej prawdzie teologicznej mieści się znak chrześcijańskiej kultury. Jest to kultura ojcowska i macierzyńska. Wszystkie świątynie chrześcijańskie głoszą cześć Matki”. Kopię Ikony Jasnogórskiej, szczególnie ulubioną, Prymas chętnie zabierał ze sobą udając się w podróże po Polsce i za granicę. Pozwalał się fotografować przy wielu innych maryjnych wizerunkach i figurach. Koronował słynące łaskami przedstawienia Matki Bożej w sanktuariach.

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!