TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Października 2021, 19:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Szaleni święci

Szaleni święci

Poznając żywoty świętych, nieraz dostrzegamy, że byli to ludzie mocno niepospolici, wręcz szaleni. Z tego wrażenia chętnie korzystają przeciwnicy chrześcijaństwa dowodząc, że ci, których my za świętych uważamy byli pospolitymi wariatami. Takie tezy dosyć łatwo jest obalić, co nie zmienia faktu, że choroby psychiczne istniały w najdawniejszych czasach tak samo jak istnieją dziś.

W dawnej Rosji funkcjonowała forma religijności związana z prowadzeniem mocno odbiegającego od normy trybu życia. Tzw. jurodiwi, boży szaleńcy żyli w ascezie i samotności, ubierali się w łachmany, a często wręcz chodzili nadzy niezależnie od pogody i praktykowali różnorakie nietypowe zachowania. Część z nich zapewne była faktycznie psychicznie chora, ale wielu wybierało taki sposób życia i modlitwy dobrowolnie, czerpiąc przy tym z tradycji wschodniego chrześcijaństwa. Tak radykalne formy pobożności nie miały porównywalnej tradycji w chrześcijaństwie zachodnim. Stąd pobożni ludzie świata zachodniego aż takimi oryginałami zwykle nie bywali. Jednak wielu świętych zasłynęło czynami mocno odbiegającymi od współczesnej nam normy, tyle że niekoniecznie były one szczególnie rażące w ich własnych czasach.

Szaleni, ale skuteczni
Choć dzisiaj możemy z pewną rezerwą patrzeć np. na postępowanie Jana Chrzciciela, to w jego czasach prorocy wybierający taki tryb życia jak on nie byli kuriozum. Podobnie św. Franciszek z Asyżu mimo, że słyszał głosy i porzucił dostatnie życie, co dziś pewnie zostałoby odebrane jako widoczne objawy szaleństwa, w swoich czasach zasłużył raczej na podziw współczesnych i to do tego stopnia, że część towarzyszy jego młodzieńczych hulanek przyłączyła się do niego. Wielu innych współczesnych mu, nawet jeśli nie zostali członkami nowego zgromadzenia pomagało przyszłemu świętemu w odbudowie kościołów czy budowie klasztorów.
Nikt z pewnością nie przyłączyłby się do dzieł osoby uważanej powszechnie za wariata. Inną z przedstawianych jako „szaleni” świętych była św. Teresa z Avila. Ta wielka święta mistyczka i Doktor Kościoła słynęła z nieustępliwości, wielokrotnie wchodziła w konflikt z władzami, była nawet aresztowana. Mimo burzliwych losów nie przerwała dzieła reformy zakonu, a przez wielu współczesnych była ceniona za rzeczowe i praktyczne podejście do spraw doczesnych oraz dobroć i delikatność w obejściu z ludźmi.

Nierozumiana psychika
Psychiatrzy broniący wizerunku świętych jako osób psychicznie zdrowych, choć wybierających nierzadko mocno nietypowe środki uzyskiwania zamierzonych celów czy sposoby życia podkreślają, że nikt rzeczywiście ciężko chory psychicznie nie jest w stanie z sukcesem zakładać i prowadzić klasztorów, jak robił to św. Franciszek albo św. Teresa, czy choćby wygrywać bitew jak św. Joanna. Generalnie osoba chora psychicznie nie radzi sobie w życiu, tak we współczesnym złożonym świecie jak w tym dawniejszym. Źródłem nieporozumień bywa brak świadomości różnicy między chorym psychicznie a osobą z np. zaburzoną osobowością. Nierzadkie jest przykładanie łatki osób psychicznie chorych np. psychopatom czy socjopatom. Oczywiście tacy ludzie mogą oprócz zaburzonej osobowości wykazywać objawy choroby psychicznej, ale nie jest to jednoznaczne.
Trudno zresztą sobie wyobrazić, żeby osoba poważnie zaburzona mogła zostać świętym i to nawet nie z powodów proceduralnych, ale z samej istoty zaburzeń osobowości. Większość z nich charakteryzuje się m.in. defektem empatii, a trudno oczekiwać, żeby ktoś jej pozbawiony rzeczywiście praktykował miłość bliźniego. Osoba chora psychicznie, ale bez poważniejszych zaburzeń osobowości może za to, przynajmniej w okresach remisji skutecznie leczonej choroby, funkcjonować całkowicie poprawnie w świetle norm społecznych i w emocjonalnie spójny sposób.

Choroba jak inne?
Czym zatem jest choroba psychiczna? Przede wszystkim ogromnym cierpieniem, które będąc zdrowym trudno sobie wręcz wyobrazić. Wielu chorych psychicznie ma nie tylko świadomość swej choroby, ale widzi też skutki jej negatywnego wpływu na ich życie i relacje. Jednak ich pełne odczucia i przeżycia pozostają poza zdolnościami poznawczymi osób zdrowych. O ile każdy z nas odczuwał kiedyś jakiś ból, czy fizyczną niemoc i może sobie wyobrazić jak byłoby, gdyby ten ból był większy, a niemoc silniejsza to większość z nas (i chwała Bogu!) nie przeżywała nigdy objawów ciężkiej depresji, patologicznego lęku, czy psychozy.
Choroby psychiczne atakują sam rdzeń naszego jestestwa, stąd ich życiowe konsekwencje bywają dewastujące, a sam chory ma istotne trudności z rozpoznaniem, co właściwie się z nim dzieje i zwróceniem się po fachową pomoc. Jednak zazwyczaj wie, że dzieje się coś złego i cierpi również fizycznie, bo chorobom psychicznym nierzadko towarzyszą objawy somatyczne, czyli dotyczące ciała. Jest to zresztą dosyć często przyczyna zgłaszania się chorych do lekarza. Rzadko jednak kierują oni w takiej sytuacji swoje pierwsze kroki do psychiatry. Zresztą wcale nie jest łatwo do niego trafić, bo psychiatrów jest w Polsce za mało.

Niedoceniana psychiatria
Szacuje się, że przynajmniej kilka milionów Polaków cierpi na jakiegoś rodzaju zaburzenia psychiczne. Przynajmniej 1,5 miliona systematycznie leczy się psychiatrycznie. Na psychiatrię przeznaczamy jednak jedynie nieco ponad 3% nakładów na zdrowie, a ta kwota, choć liczbowo olbrzymia nie tylko nie pokrywa bieżących potrzeb, ale i rok do roku realnie maleje. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że samobójstwa stały się drugą co do częstości przyczyną zgonów nastolatków. Jednak nie tylko finansowanie jest problemem psychiatrii w Polsce, także nie deficyty organizacyjne. Wydają się one jedynie odzwierciedleniem ogólnej społecznej postawy względem psychicznie chorych.
Choroby psychiczne to w Polsce nadal choroby wstydliwe. Takie, do których nie tylko nie wypada się przyznać przed znajomymi, ale i propozycja ze strony lekarza innej specjalności, żeby udać się po poradę do psychiatry nierzadko przyjmowana jest z oburzeniem. Z drugiej strony ci, którzy na taką poradę są gotowi napotykają liczne bariery, nie tylko organizacyjne. Chorzy nieraz wstydzą się zapytać, gdzie przyjmuje psychiatra, jak się do niego dostać. Boją się stygmatyzacji w środowisku swojego życia, trudności w pracy. Owszem, o jakiejś łagodnej depresji, czy wypaleniu zawodowym można porozmawiać, w niektórych środowiskach to nawet modne, ale poważna choroba psychiczna nadal jest tabu. Do tego dochodzą realnie złe warunki bytowe w wielu polskich szpitalach psychiatrycznych, obawa przed uzależnieniem od leków czy nieprawdziwe negatywne opinie na temat niezbędnej w wielu schorzeniach psychoterapii, ale też jej trudna dostępność w ramach świadczeń publicznych.

Kościół nikogo nie odrzuca
Nie jest łatwo żyć chorym psychicznie, nie tylko w Polsce. Ale przecież nie ma się czego wstydzić, w końcu nikt nie wybiera sobie chorób. Prawidłowo leczona choroba psychiczna w wielu wypadkach umożliwia całkowicie normalne funkcjonowanie, nie przeszkadzając w życiu wiele bardziej niż nadciśnienie tętnicze. Zresztą, skoro ktoś i tak już ma przypiętą łatkę szaleńca, może łatwiej mu będzie zostać bożym szaleńcem w pozytywnym rozumieniu? W powszechnym Kościele mamy drzwi otwarte dla wszystkich.

Dr. Jarosław

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!