TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Stycznia 2020, 11:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Święty Józef w kinematografii

Święty Józef w kinematografii

Film telewizyjny pt. Chłopiec o imieniu Jezus, jest bardzo udaną próbą reżysera Franco Rossiego, zrealizowaną jeszcze w latach 80. Przeplatają się w nim epizody wymyślone z historycznymi, zgodnymi z tradycją Ewangelii. Przypatrzmy się podstawowym wątkom tego filmu.

Sny. Wiemy z Ewangelii Mateusza, że św. Józef został wtajemniczony przez Boga w jego plan macierzyństwa Maryi. Znany aktor Bekim Fehmiu, który w filmie uosabia św. Józefa, mówi wiarygodnie i pasjonująco: ,,Maryjo, weź dziecko, musimy wyjść prze świtem, pośpieszmy się; powiedziano mi… może to był sen”. Odtąd rozpoczyna się długa historia, długie wygnanie w Egipcie, przejście przez pustynię, pobyt w Aleksandrii, powrót do Nazaretu. Józef z drżeniem zwierza się: „codziennie przez długi czas myślałem o rzezi, bałem się że ludzie Heroda mogą zabić dziecko i że wszystko upadnie, a nocą się bałem, że sen mi się nie powtórzy, sen który uratował nas”. Rozszyfrować plany Boże i obrać słuszną drogę: zadanie delikatne dla każdego i misja, która św. Józef bierze na siebie z pełna odpowiedzialnością i miłością.
Droga powrotna do Palestyny jest podążaniem szlakiem przebytym przez starożytnych ojców i nabiera smaku nowego „wyjścia”, gdyż jest przejściem od niewoli w Egipcie do Ziemi Obiecanej. „,Choć nie urodziłeś się tu, Nazaret jest twoim miastem, miastem twojego przeznaczenia”, wyjaśnia Józef Jezusowi. Przybycie do domu w najdłuższą noc roku rozświetlają liczne ognie obozowisk, które pozwalają mu na okrzyk: „Nazaret, to prawda, wydaje się iż niebo zeszło na ziemię!”. Chodzi o najodważniejszy sen, jaki mieści się w sercu człowieka który Józef przyobleka w głęboką pokorę. Z jaką prostotą i pokorą może zakwitnąć na jego ustach modlitwa Psalmu: „Panie, moje serce nie ma wymagań, nie jest wyniosłe moje spojrzenie, nie pragnę rzeczy wielkich, przewyższających moje siły, ufam Tobie teraz i zawsze”. Św. Józef, mistrz humanizmu, z delikatnością umie dotrzeć do serc i pociesza Maryję: „pozwólmy aby nasz syn rósł ze swoimi snami, tajemnicami, myślami, zobacz, my nie możemy wszystkiego zrozumieć. Tak sny św. Józefa stają się stopniowo tymi samymi co sny Jezusa, sny Boga, tymi które On wysyła swym przyjaciołom.
Praca. Oczywiście wcale nie jest łatwe dla uchodźcy w obcej ziemi zmierzać się z niepewnością życia, ale Józef potrafił znaleźć pracę, był uczciwy i przez wszystkich szanowany. Są drzwi do naprawy, które się zepsuły i nie zamykają się, są ławki do zrobienia w synagodze, drewno do pozbierania w lesie: to wszystko są dobre okazje, by nauczyć Jezusa pracy oraz umiejętności przeżycia. Zapamiętaj dobrze to co ci powiem: „woda jest pierwszym wrogiem cieśli, wchłania się w drewno, a potem je rozrywa”, uczył Józef Jezusa. Wykorzystując zaś fakt, że syn będąc zbyt mały nie mógł unieść ciężkiego kawałka drewna, rzekł: „także ty musisz o tym pamiętać choć jesteś jeszcze dzieckiem, że dzieci w twoim wieku potrzebują rodziców, by ich uczyli i mówili co ich czeka w życiu”.
Jezus idzie z Józefem krok po kroku i chciałby mu pomóc w pracy, on mu wyjaśnia szczerze: „Myślałeś, że co robię? Jest właściciel, który nie jest zły; pewnie, było lepiej, gdy twój ojciec pracował samodzielnie; w sumie jesteś już wystarczająco duży, by zrozumieć, że praca to praca i kto płaci za wykonaną pracę ten chce, by było zrobione tak jak on tego chce; to jest prawo życia; pieniądze, które płaci mi ten człowiek służą żeby przeżyć, rozumiesz mnie?” Jest jasne, że Jezus to rozumie, tak jak rozumie Maryja. To raczej Józef odczuwa niepokój i chciałby, aby nie cierpieli z powodów trudności jakie ich spotykają. Zdaje on sobie sprawę, że jest biedny, jest tylko cieślą, i wie że nie zasługuje na rolę, jaka mu została powierzona w stosunku do nich. Do swej małżonki wypowiada więc słowa: „wy dwoje, Maryjo, jesteście wszystkim, a ja jestem nikim; gdybyś wiedziała ile razy pytałem się samego siebie, dlaczego zostałem wybrany, by być blisko ciebie i twojego syna; ty i on jesteście różni ode mnie, ja jestem Józef, cieśla, syn Jakuba, jestem jak inni, nawet mniej niż inni”.
Ojcostwo. Sercem misji Józefa jest jego relacja z Jezusem, synem którego anioł objawił mu we śnie jako dzieło Ducha Świętego i na którego ojca został powołany. Jego ojcostwo nie jest więc naturalne i oparte na więzach krwi, ale bez wątpienia jest autentyczne i konkretne, wyjątkowe i szczególne. Ojcostwo takie jest zaskakujące i wywołujące cierpienie, pełne jednak radości, która przewyższa wszelkie wyobrażenia.
Znajdując się w centrum historii, która go przerosła, w której Wcielony Bóg jest postacią centralną, Józef mówi do Maryi z drżeniem: „Dlaczego mnie wybrano – czasami wydaje mi się, że rozumiem – ja muszę się wami zaopiekować, muszę was chronić, to właśnie zawsze starałem się czynić, ale to co czynię nie wystarczy, czuję się winny, twój syn mógł umrzeć; musimy uciekać tej nocy”. W pełni nabiera odwagi i przystępuje natychmiast do działania. Świadomy własnej odpowiedzialności czyni z siebie tarczę, obronę i schronienie dla Jezusa i Maryi. Poświęca się całkowicie i bez wahania, gotowy stracić własne życie w zamian za życie dziecka i matki. Czasami jednak przychodzą mu inne myśli i wątpliwości, jakby pokusy czy idee, że nie będzie w stanie sprostać zadaniu; powtarza samemu sobie: „on urośnie i pomyśli, że potrzebny mu był inny ojciec, lepszy niż ja”.
Mijają lata ze wszystkimi wydarzeniami i Jezus, będąc większy, stwarza nowe niepokoje. Józef rozmyśla w swoim sercu słowa syna i zastanawia się nad ich znaczeniem. „Myślałem nad pewną sprawą, którą dziś mi powiedziało dziecko. Powiedział: „ojcze, kiedy mnie odprowadzisz do domu?” Była to jego myśl, wydawał się zmartwiony, a potem dodał coś, czego nie rozumiem: „to nie jest dom mojego ojca”, te słowa dosłownie wypowiedział. Maryjo, co chciał przez to powiedzieć Jezus? Może, że nie jestem jego ojcem?”. Na to Maryja mu pewnie i z miłością odpowiada: „Ty naprawdę myślisz, że ja nie popełniłam żadnego błędu? Ty jesteś jego ojcem, jak ja jestem jego matką, dokładnie tak, na równi, ojciec i matka dani mu na tej ziemi”.
Wspaniałe słowa, które pozwalają na zrozumienie czegoś więcej z tej cudownej relacji, jaka musiała być pomiędzy Maryją a Józefem. Kiedy dobiega końca jego misja, Józef wyraża słowa wielkiego wzruszenia: „Chciałem cię zawsze mieć blisko siebie, mój synu, tak! Bardziej mój niż jakbyś był ze mnie zrodzony. Nie proszę cię, abyś mi zbawił, wiem że wystarczy jedno twoje słowo, by oddalić śmierć, która jest już blisko, ale czemu miałoby to służyć jeśli dla wszystkich ludzi jest ustalony koniec. Mam nadzieję, że kiedy wszyscy zapomną o mnie, ty będziesz o mnie pamiętał. Jest mi smutno, ponieważ ciebie widziałem jak wzrastałeś, a nie zobaczę cię jak będziesz dorosłym mężczyzną, nie będę mógł słuchać twoich słów, mój synu, bardziej mój niż byłbyś narodzony ze mnie”.
Są to właśnie słowa, które chcielibyśmy usłyszeć i które chętnie wyobrażamy sobie jako wypływające z serca św. Józefa. Dziś jego płodność stała się w niebie tak wielka, że może objąć wszystkich tak jak obejmowała Jezusa, jako jego synów ukochanych i strzeżonych. To jest sen całego Kościoła: jeden tylko dom i jedna rodzina, z ojcem o imieniu Józef.

ojciec Arcangelo Catapano

Fragment referatu: „Św. Józef w przedstawieniach kinowych i telewizyjnych naszych czasów”,

tłum. ks. Zbigniew Cieślak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!