TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Kwietnia 2020, 06:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Święty Józef patron dobrej śmierci

Święty Józef patron dobrej śmierci

W różnych publikacjach można dostrzec bardzo konkretne, przyjazne powiązanie św. Józefa z tajemnicą śmierci. Wskazuje się w nich przede wszystkim na to, że jego śmierci towarzyszyli Jezus i Matka Najświętsza.

Była to śmierć bardzo piękna i w związku z tym nie powinno dziwić, że św. Józef jest patronem dobrej śmierci. Czy rzeczywiście tylko to mogłoby wystarczyć, żeby św. Józef był patronem dobrej śmierci? Oczywiście mogłoby, ale jednocześnie wydaje się, że należy poszukiwać innych aspektów, które sprawiają, iż św. Józef jest bardzo słusznie czczony jako patron dobrej śmierci.
Oswajanie się z nadchodzącą śmiercią w trakcie Józefowego życia z dorastającym Jezusem
Życie wraz z Jezusem przygotowywało św. Józefa do konfrontowania się z perspektywą jego własnego przybliżania się do śmierci.
Nie jest wykluczone, że w tym okresie podstawowe dla Józefa było doświadczenie, które zaistniało wówczas, gdy wraz z Maryją i dwunastoletnim Jezusem poszedł do świątyni jerozolimskiej. Dlaczego mogło to być dla Józefa wydarzenie kluczowe i jednocześnie przybliżające go do perspektywy innego spojrzenia na własną śmierć? Św. Józef wstępował w związek małżeński z Matką Najświętszą, gdy miał prawdopodobnie dwadzieścia kilka lat. Jeżeli do tego dodamy dwanaście albo trzynaście lat od tego momentu, gdy wstępował w związek małżeński, do czasu, gdy z dwunastoletnim Jezusem udawał się do Jerozolimy, można przypuszczać, że miał on wówczas około lat czterdziestu.
Okres około czterdziestego roku życia to czas, w którym może człowiek doświadczyć przejścia przez kryzys połowy życia. Tego typu teoria też może wywołać sprzeciw: czy rzeczywiście kryzys połowy życia, przez który przechodzi zdecydowana większość ludzi, mógł zaistnieć w życiu postaci tak świątobliwej, jak św. Józef? Jeżeli jednak uwzględni się, jak wielkie lęki przeżywał św. Józef w różnych sytuacjach swojego życia, łatwiej zrozumiemy, że był on w pełni człowiekiem w różnych aspektach, także w możliwości doświadczenia procesu przechodzenia przez kryzys połowy życia.
Jak wskazują badania specjalistów analizujących rzeczywistość połowy życia, kryzys w tym wieku jest powszechnym doświadczeniem człowieka. Gdy badani odpowiadają na pytanie: czy sami przeżyli kryzys połowy życia, to w zależności od przedziału wiekowego badanych, 60-89 % respondentów potwierdza, że przechodziło lub aktualnie przechodzi przez kryzys połowy życia. Dlaczego w niektórych wypadkach tylko 60 % badanych  potwierdza fakt przechodzenia lub przejścia przez ten kryzys? Otóż, jeżeli prowadzone są tego typu badania wśród ludzi między trzydziestym piątym, a czterdziestym rokiem życia, to wiadomo, że wtedy wielu kryzysu połowy życia jeszcze nie przechodziło. Gdyby np. ktoś zapytał mnie, gdy miałem 42 lata, czy przechodziłem przez kryzys połowy życia powiedziałbym – nie, gdyż mój kryzys pojawił się, gdy miałem trochę ponad czterdzieści trzy lata. Jeżeli rzeczywiście przechodziłem przez ten kryzys dokładnie w połowie mojego życia, to będę żył prawie 87 lat. Rysuje się więc przede mną perspektywa bardzo optymistyczna.
Co się dzieje w kryzysie połowy życia? Piotr Oleś napisał m. in., że jeden z podstawowych elementów, które wtedy dochodzi do głosu, to konieczność „akceptacji faktu skończoności życia. Jest to podstawowy dylemat wieku średniego - konieczność uświadomienia sobie skończonej perspektywy życia, odniesienie do spraw ostatecznych i na tym tle zaplanowanie przyszłości”. Podkreśla to teoria Junga i inne teorie o orientacji psychodynamicznej.
Co wtedy stara się robić człowiek? Jak pisze dalej Pan Piotr Oleś: ,,dzięki kulturowym ramom życia społecznego istnieje realna możliwość pozostawienia po sobie śladu w postaci niekonwencjonalnie zaprojektowanego domu, napisanej książki, zbudowanego jachtu, założonej organizacji albo wychowania dzieci. Działania takie redukują lęk przed śmiercią, a w zasadzie wypierają go ze świadomości”.
Jak w rzeczywistość ludzką wpisuje się śmierć pośród kryzysu połowy życia? W okolicach tego kryzysu śmierć daje o sobie znać w podwójnym wymiarze. Wymiar  pierwszy: wtedy, gdy umierają moi rodzice, ja sam przesuwam się niejako na pierwszą linię frontu. Jeżeli umarli już moi rodzice, to wiem, że teraz już kolej na mnie. U wielu fakt odejścia z tego świata własnych rodziców zmienia sposób patrzenia na życie. Wymiar drugi: u wielu natomiast może to być powiązane z tym czasem, w którym pośród najbardziej ostrych pytań dotyczących celu i sensu życia oraz sensu tego wszystkiego, co stanowi przedmiot człowieczych działań, człowiek musi się oswajać z perspektywą przybliżania się po swoistej równi pochyłej ku śmierci.
W jakim znaczeniu doświadczenie z dwunastoletnim Jezusem obecnym w Jerozolimie mogło być dla św. Józefa kluczowym doświadczeniem jego kryzysu połowy życia? Mógł on uświadomić sobie, że jego Syn nie Syn, Jezus – do takiej terminologii odwołuje się Roman Brandstatter  - wchodzi w inną perspektywę swojego życia. Gdy Matka Najświętsza mówi Jezusowi: ,,Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie” (Łk 2, 48), Jezus odpowiada: ,,Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49). Ukazuje, że na plan pierwszy wysuwa się inny Ojciec i że Józef jako ziemski ojciec może powoli odchodzić z tego życia lub przynajmniej ze spokojem akceptować perspektywę własnej, zbliżającej się śmierci, pośród świadomości, że w ziemskim życiu dorastającego Jezusa coraz bardziej na plan pierwszy wysuwa się Ojciec niebieski. W odniesieniu do tego wydarzenia i tego procesu św. Józef może być patronem dobrej śmierci dla tych wszystkich, którzy przeżywają kryzys połowy życia i którzy czynią niesamowite wysiłki, żeby zagłuszyć, zanegować, zakrzyczeć w sobie myśl o przybliżaniu się do własnej śmierci. Jeśli zaś tak czynią, przedłużają jedynie swoją walkę, która i tak prędzej, czy później skazana jest na przegraną; przegraną w tym sensie, że człowiek nie uniknie procesu przybliżania się do śmierci, nawet jeśli stara się  zagłuszyć go poprzez zaangażowanie w kolejne studia, poszukiwanie nowej miłości, czy też troskę o utrzymanie swego ciała w stanie niekończącej się młodości.

Józefowe przechodzenie przez misterium własnej śmierci
Nie wiemy dokładnie, kiedy umarł św. Józef. Św. Ambroży i św. Cezary z Arles uważali, że św. Józef żył jeszcze w trakcie publicznej działalności Jezusa. Św. Hipolit Rzymski i św. Jan Chryzostom utrzymywali tezę, że zarówno towarzyszył wniebowstąpieniu Jezusa, jak i wyborowi Macieja na apostoła. Kazimierz Wójtowicz snuje natomiast refleksję na temat odchodzenia
św. Józefa z tego świata w dniach poprzedzających Jezusową mękę i śmierć na krzyżu.
Dość powszechnie przyjmuje się jednak, że stało się to przed rozpoczęciem publicznej działalności przez Jezusa. Co na to wskazuje? Podczas ofiarowania w świątyni jerozolimskiej nowonarodzonego Jezusa, Symeon wypowiada słowa proroctwa: ,,A twoją duszę przeniknie miecz” (Łk 2, 35). Gdyby Józef w tym czasie miał jeszcze żyć, Symeon powiedziałby: „a wasze dusze przeniknie miecz”. Na godach w Kanie Galilejskiej nie ma już Józefa, a gdyby żył, prawdopodobnie znajdowałby się tam wraz z Maryją (por. J 2, 1-11). W zakończeniu opisu tego wydarzenia zanotowano: „Następnie On (Jezus), Jego Matka, bracia i uczniowie udali się do Kafarnaum” (J 2, 12). Gdyby św. Józef żył, byłby prawdopodobnie wymieniony. Gdyby też św. Józef żył wtedy, gdy Jezus głosił Dobrą Nowinę i mówił o swoim Ojcu, a słuchał tego Jego ziemski ojciec Józef, ludzie zaczęliby pytać, o którym ojcu On mówi. Natomiast słuchacze takiej wątpliwości nie mieli. Gdy Jezus wchodzi do synagogi w Nazarecie, jego ziomkowie nie nazywają go – jak przedtem - synem cieśli, synem Józefa, lecz cieślą i synem Maryi: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi” (Mk 6, 3). To kolejny znak, że Józef już nie żyje. Kiedy Izraelici chcieli odrzucić autorytet Jezusa, wyliczając Jego żyjących krewnych, nie wymienili pośród nich jego ziemskiego ojca (por. Mt 13, 55).
Koronny argument przemawiający za wersją o śmierci św. Józefa przynajmniej przed męką Jezusa znajdujemy w opisie wydarzenia pod krzyżem, na którym wisiał Jezus. Gdyby Józef żył, nie taki byłby testament Jezusa, odnoszący się do Maryi i Jana. Kwestia dalszego utrzymania Maryi byłaby nadal w sposób naturalny powierzona Józefowi, „nie byłoby żadnej potrzeby, żeby na Jana spadły prawa i obowiązki, które należały do męża Marii”. Śmierć Józefa była więc doświadczeniem, które przeżył Jezus, nim rozpoczął swą publiczną działalność. Powszechnie panuje przekonanie, że była to śmierć bardzo piękna, łagodna, do pozazdroszczenia, gdyż Jezus i Matka Najświętsza byli w pobliżu.
Czy rzeczywiście taką była śmierć św. Józefa? Św. Franciszek Salezy w Traktacie o Bożej Miłości uważa inaczej: ,,Śmierć sprawiedliwych jest zazwyczaj powodem do radości, nie do cierpienia, jest ona raczej triumfem niż zmaganiem, raczej pocieszeniem niż niepokojem, ale ośmielę się stwierdzić (…), że śmierć św. Józefa, o której mówię, była raczej niepokojem niż pocieszeniem, raczej zmaganiem niż triumfem i w dużo większym stopniu powodem do cierpienia niż do radości. Oczywiste jest, że prawdziwie wierzący cieszą się, kiedy umierają, ponieważ śmierć zrywa więzi, które przeszkadzają oglądać Boga, znajdują upodobanie w śmierci i nie mogą się powstrzymać od oczekiwania na nią, ponieważ dzięki niej są wezwani do powrotu z wygnania i do zebrania na tamtym świecie owoców tego wszystkiego, co zasiali na tym, dlatego w nadziei zobaczenia Boga i cieszenia się wiecznie Jego obecnością, opuszczają wszelkie stworzenie bez żalu. Inna była sytuacja świętego Józefa, bo umierając, cierpiał on, gdyż musiał się wyrzec cielesnego obcowania z Synem Bożym, oddalić się od Osoby, która była mu tak miła, udać się do miejsca niewoli, gdzie sprawiedliwość Boska pozbawiła go na jakiś czas tak wspaniałego widoku, i krótko mówiąc, opuścić Tego, który jest chwałą aniołów, szczęściem ludzi i błogosławieństwem nieba i rajem ziemi (..). Jeśli Mojżesz umarł z imieniem Boga na ustach, to dlaczego nie mielibyśmy uwierzyć, że św. Józef, który był znamienitszy niż Mojżesz, umarł z imieniem Syna Bożego na ustach, że umarł całując Go z czułością, obejmując Go z wiarą i oddając się w Jego władanie.  I nie bójmy się dodać, że zakończenie ofiary świętego Józefa tutaj na ziemi było podobne do zakończenia ofiary krzyża, a nawet do zakończenia tej nieustannej ofiary, jaką jest ofiara Mszy. Nie jest trudno dostrzec to podobieństwo, ponieważ jest ono dość oczywiste”.
W jakim znaczeniu w tym zakresie św. Józef może być patronem dobrej śmierci? Nie tylko dlatego, że przechodzeniu przez jego własną śmierć towarzyszyli mu fizycznie i duchowo, że byli przy nim Jezus i Maryja, ale także dlatego, że św. Józef po przekroczeniu granicy śmierci, poszedł jeszcze do otchłani i milionom zgromadzonych tam ludzi, począwszy od pierwszych rodziców, mógł powiedzieć: Słuchajcie, wasze zbawienie już się rozpoczyna. Mesjasz jest już na tym świecie. Pozostało nam bardzo niewiele oczekiwania. Nie traćcie nadziei. W odniesieniu do tego św. Józef może być patronem dobrej śmierci dla tych wszystkich, którzy tracą nadzieję pośród dramatu przechodzenia przez tajemnicę śmierci. Przechodzenie przez tajemnicę śmierci jest czasem nowych narodzin. Śmierć ma w sobie coś z narodzin. Jest procesem bolesnym, ale prowadzącym do życia nowego i może być czasem nowych narodzin także dla tych, którzy odchodzą z tego świata w stanie bardzo wielkiej grzeszności. Jak już wspomniano powyżej, najpóźniej w trakcie przechodzenia przez śmierć człowiek uświadamia sobie, że nie jest Bogiem lub prawie Bogiem. Bóg bowiem nie umiera, a człowiek umiera. Przez całe swe życie człowiek może łudzić się, że jest Bogiem albo prawie Bogiem. Jeżeli w trakcie przechodzenia przez śmierć uświadamia on sobie, jak wielką iluzją było w jego życiu to wszystko, co nie służyło Bogu, jeżeli Bóg znajdzie minimum otwarcia na niego, pośród człowieczego przechodzenia przez śmierć, znajdzie sposób, żeby takiego człowieka pomimo wszystko przyciągnąć do Siebie. Nieustannie pomagającym w tym procesie jest św. Józef, który oby towarzyszył także nam, w naszym przechodzeniu przez śmierć.

o. Aleksander Jacyniak SJ
Materiał (fragment) został przygotowany na X Kongres Józefologiczny, jednak ostatecznie o. Jacyniak wygłosił inny referat

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!