TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 22:58
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Św. Józef w lesie

Św. Józef w lesie

Z sanktuarium w Prudniku łączy nas patron naszej diecezji, czyli św. Józef. Jego wizerunek znajduje się w przyklasztornym kościele ukrytym wśród drzew.

O Prudniku pisałam w związku z historią Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego w jednym z wakacyjnych numerów „Opiekuna”. Ale tym razem chciałam, byśmy zajrzeli do miejscowego sanktuarium, gdzie czczony jest św. Józef. Dodam tylko, że klasztor i kościół w Prudniku tuż przy granicy Polski otoczone są lasem i położone w dość dużym oddaleniu od miejscowych domów.

Obraz dla klasztoru

Jak opowiadają na swojej stronie internetowej gospodarze tego miejsca, początki franciszkańskiej obecności w prudnickim lesie wiążą się z postaciami ojców Lotara Oebbecke i Dezyderiusza Ernsta, którzy na Śląsku odwiedzili ówczesnego arcybiskupa wrocławskiego kard. Melchiora Diepenbrocka. To on zaproponował zakonnikom, by osiedli się na terenie jego diecezji. Ojcowie udali się więc na Górę św. Anny, ale chcieli założyć klasztor w bardziej ustronnym miejscu i właśnie dlatego wybrali Prudnik, gdzie przybyli w marcu 1852 roku. Od mistrza rzeźnickiego i radnego Franciszka Schneidera otrzymali kawałek ziemi, który położony był w lesie, na południe od miasta. Od razu rozpoczęto budowę klasztoru z kaplicą. Wśród braci zakonnych do Prudnika przybył duński malarz brat Piotr Küchler, który po nawróceniu na katolicyzm wstąpił do franciszkanów. Dla kaplicy klasztornej w Prudniku namalował obraz św. Józefa, który w jednej ręce trzyma lilię, a na drugiej ręce trzyma Dzieciątko Jezus. Jednak już w 1855 roku alkantaryni musieli opuścić Śląsk. Po czterech latach ich nieobecności zamieszkał w ich klasztorze pustelnik Wilhelm Weber. Z kolei w 1861 roku fundator Franciszek Schneider zwrócił się z prośbą do Ks. Biskupa, by klasztor przekazać franciszkanom. Dlatego dwa lata później zakonnicy przybyli tam z Góry św. Anny, a ich pierwszym przełożonym został o. Wiktor Albers.
Następnie w uroczystość św. Józefa 1866 roku położono kamień węgielny pod budowę kościoła noszącego imię Opiekuna Jezusa. Nową świątynię poświęcił ks. proboszcz Karol Nippel.
Niestety, władze pruskie wydały zarządzenie nakazujące usunięcie z granic państwa wszystkich zakonników, dlatego bracia z klasztoru św. Józefa musieli opuścić Prudnik. Dopiero w 1887 roku cesarz Wilhelm I zezwolił na ich powrót. Przybyli na miejsce franciszkanie, w pobliżu klasztoru wybudowali Drogę krzyżową na kształt murowanych kapliczek. Kiedy do klasztoru przyjechał kard. Jerzy Kopp klasztor wydawał mu się tak mały, że nazwał go gołębnikiem, a nie siedzibą zakonników, dlatego zdecydowano o budowie murowanego klasztoru. Przy nim umieszczono Grotę Lurdzką ze skały przywiezionej z Nadrenii. Z pozostałych kamieni zbudowano XIV stację Drogi krzyżowej w kształcie groty. Widać ją jak na dłoni, kiedy wyjdzie się z klasztoru. Gdy przedzie się kawałek dalej w las można trafić na klasztorny cmentarz założony w 1918 roku.

Zawiłe dzieje
Czas II wojny światowej zakonnicy przetrwali w klasztorze. Od marca do maja 1945 roku znajdował się on na linii frontu, więc coraz liczniej przebywali w nim uciekinierzy i żołnierze niemieccy. Na wzgórzu w ogrodzie klasztornym ustawili oni nawet działo, z którego ostrzeliwali okolicę. Kiedy 22 marca Niemcy wycofali się z klasztoru, 10 minut po nich zjawili się już Rosjanie. Ograbili ludność i splądrowali klasztor.
Dodam, że podczas działań wojennych zginęło dwóch zakonników, a klasztor i kościół zostały trafione pociskami artyleryjskimi. W 1945 roku franciszkanie przystąpili do odbudowy klasztoru. Niestety w 1954 roku zajęli go funkcjonariusze UB, nakazując zakonnikom w ciągu dwóch godzin go opuścić. Franciszkanie nie wiedzieli, że jest on przygotowywany na więzienie dla Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. O tych wydarzeniach można było przeczytać w wakacyjnym numerze „Opiekuna”. Prymas Polski przebywał w Prudniku od 28 października 1955 roku. Po wywiezieniu kard. Wyszyńskiego, klasztor zaczęto zmieniać na prewentorium dla dzieci wojskowych. Przypomnę tylko, że „adaptacje” polegały na niszczeniu śladów kultu religijnego. Usunięto przedmioty kościelne: witraże, organy, ołtarze, ambonę, ławki, konfesjonały, Drogę krzyżową, figury świętych, wieczne lampki, figury z grobu Pana Jezusa i stajenki, obrazy, szafy z zakrystii i około 30 lichtarzy. Zostały zdewastowane stacje Drogi krzyżowej w lesie, rozbito trzy postacie z XII stacji, wykonane z mosiądzu i zniszczono ołtarz w Grocie Lurdzkiej. Zburzono przedsionek kościoła i wieżę kościelną. Dzięki działaniom komitetu katolickiego na czele z państwem Nabzdykami, wstrzymano dewastację i klasztor z kościołem zwrócono jego prawowitym właścicielom. W związku z tymi wydarzeniami kronikarz klasztorny zapisał: „W tym oddaniu tkwiło naprawdę wstawiennictwo św. Józefa, bo wystarczyłoby zaledwie kilka dni zwłoki, a nie byłoby najmniejszego śladu po klasztorze franciszkańskim, bo w marcu 1957 roku wyszła ustawa o następującej treści: obiekty kościelne i zakonne będące w posiadaniu państwa trwają nadal w jego posiadaniu”. Po latach wytężonej pracy odnowiono klasztor i kościół. Przed klasztorem postawiono m.in. pomnik Prymasa Tysiąclecia. W 1996 roku biskup opolski Alfons Nossol podniósł świątynię św. Józefa do godności sanktuarium.

Renata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!