TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Lipca 2020, 05:43
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Strzelamy w stopę czy do celu?

Strzelamy w stopę czy do celu?

Po dłuższej przerwie widzimy się w tej rubryce i od razu sprawdzamy co w mediach piszczy, a najważniejsze tematy, które od miesięcy tam dominują to koronawirus i wybory, a ostatnio również filmy o pedofilii i perturbacje Programu III Polskiego Radia.


Koronawirusem nie będę się szerzej zajmował, a to z tego powodu, że nie chciałbym w Czytelnikach wywołać odruchu wymiotnego. Wiem, wszyscy mamy tego dosyć. Nadmienię więc tylko, że ostatnio mignął mi przed oczami tytuł, że prawdziwi eksperci mają dość wygłupów celebrytów, którzy rozgłaszają bzdury na temat wirusa, więc oni będą teraz stawiać temu tamę. No super po prostu. Tyle tylko, że niestety, również od ekspertów możemy usłyszeć wzajemnie się wykluczające informacje, co niestety sprawia, że nawet wkładając sporo wysiłku w pozyskanie wiadomości z wiarygodnych źródeł i tak na koniec pozostajemy z najbardziej znaną sentencją ateńskiego filozofa Socratesa.
Jeszcze mniejszą ochotę mam na pisanie o wyborach i o medialnym szumie wokół nich. Jaką strategię ma w tym wszystkim rząd nie mam pojęcia, choć rozumiem, że celem jest przeprowadzenie wyborów w takim terminie, aby nowy prezydent mógł być wybrany zanim zakończy się kadencja poprzedniego. I w pełni się z tym celem zgadzam, choć jak wspomniałem strategii nie rozumiem. Natomiast bardzo mnie ubawiła narracja głównej partii opozycyjnej, która dziękowała swojej kandydatce, obecnie już byłej kandydatce, za jej wielki sukces polegający na niedopuszczeniu do odbycia się „morderczych” (koperty miały mordować) wyborów 10 maja, przypłacony spadkiem notowań do około 2%, a jednocześnie oskarża rząd za... nieprzeprowadzenie wyborów. Rządowi też powinni pogratulować. Albo oskarżyć swoją kandydatkę. Tutaj muszę się jednak przyznać, że nieszczególnie interesuję się polityką, w związku z czym mogłem nie zauważyć, że była kandydatka KO na prezydenta przeszła do obozu władzy, bo wtedy wszystko by się zgadzało...
Nie mówię, że sprawy, o których wyżej nie są poważne, choć potraktowałem je dość rozrywkowo, ale teraz przechodzimy do tematu trzeciego, bardzo poważnego i bolesnego. Mam na myśli straszną i obrzydliwą kwestię pedofilii. I w tym miejscu pragnę wyrazić szczere współczucie i ból, który odczuwam na myśl o ofiarach i ich rodzinach. Apeluję do wszystkich, którzy wiedzą cokolwiek w tych sprawach, aby bez cienia skrupułów kierowali się z tym na policję albo do prokuratury. Ufam, że pedofile skończą w więzieniu, a kto ich kryje zostanie ukarany. Zacytuję tu ks. Węgrzyniaka, z którym łączę się w nadziei, „że może wreszcie dotrze do każdego z nas, że sprawy pedofilii należy zgłaszać do prokuratora, a nie do biskupa. Jak ksiądz zderzy się samochodem z kimś innym, to nikt nie dzwoni do biskupa, ale na policję. Jak na wyjeździe w góry z księdzem dziecko złamie nogę, to nikt go nie wiezie do kurii, tylko do szpitala. Organami zajmującymi się przestępstwami są przede wszystkim policja i sądy. Nawet w najlepiej działającej kurii i przy najlepszym biskupie takich spraw nie da się załatwić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni”. Natomiast jeśli chodzi o filmy braci Sekielskich i Latkowskiego, to z przykrością podejrzewam, że one nic nie zmienią. Nie chcę się tutaj czepiać pewnych manipulacji w filmie Sekielskich (który widziałem), ani naskórkowości filmu Latkowskiego (który znam tylko z recenzji), aby nikt nie pomyślał, że bagatelizuję problem. Problem jest wielki, ale te filmy wyglądają mi bardziej na próby pogrożenia komuś palcem niż na autentyczną i prawdziwą walkę z pedofilią w całej jej rozciągłości bez względu na purpury czy miejsce w telewizyjnej ramówce. Obym się mylił.
I ostatni temat, sytuacja w radiowej „Trójce”. Uczciwie muszę się przyznać, że wychowałem się na tym radiu, no bo gdzieś człowiek tej muzyki musiał słuchać, a do poważnej dojrzewam, i to powoli, dopiero teraz. I tak, słuchałem listy przebojów programu trzeciego. Ale to było dawno temu. Odkąd zacząłem nieco bardziej świadomie podchodzić do przekazów medialnych i historii zaczął mnie denerwować pretensjonalny przekaz „elitarnej i ukochanej, a nawet kultowej Trójki”, choć w dalszym ciągu kilka audycji pozwalało mi zrelaksować się choćby jadąc samochodem. Z całą pewnością jednak to Radio nigdy nie było otwartą i pluralistyczną stacją, ale wyraźnie opowiadało się za konkretną opcją polityczną. Nie będę drążył tematu, można sobie wygooglać. Piosenkę Kazika, o którą poszło, uważam za upadek tego artysty, bez względu na jej treść. Chodzi mi o formę. Jeżeli prawdą jest, że ktoś z ekipy rządzącej próbował ingerować w układ listy przebojów, to wystawia sobie świadectwo jak najgorsze. Stworzyli sobie kolejnego „męczennika”. Choć żadne Radio Publiczne nie powinno być udzielnym dominium jakiejś grupy dziennikarzy, bo to nie jest „ich radio” (rzeczywiście, część z nich zakłada sobie teraz swoje, i słusznie), ale publiczne, to jednak absurd sytuacji uderza w obóz rządzący. A piszę o tym dzisiaj, tylko z jednego powodu. Przez półtora roku mieszkałem w Nowym Jorku i regularnie przeglądałem New York Times szukając w nim wiadomości z Polski, niemal zawsze na próżno. A tymczasem kilka dni temu na pierwszej stronie wydania międzynarodowego umieszczony został tekst zatytułowany: „Polskie Radio wycisza antyrządowy hit”. Pogratulować...

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!