TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 23:09
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Stołówka imienia Charliego

Stołówka imienia Charliego

Od momentu, w którym zacząłeś czytać ten wywiad, z powodu chorób wywołanych głodem na świecie umarło kilkoro dzieci. Fundacja Mary’s Meals (Posiłki Maryi) każdego dnia dożywia ponad milion dzieci z 18 krajów świata. Nie robią tego z przytupem. Są „świętymi z sąsiedztwa”. O tym, że czynią dobro, wiedzą jedynie ich najbliżsi.

Naprawianie świata wydaje się trudne. Można jednak narzekać lub systematycznie podejmować małe, ale ważne kroki, żeby czynić świat lepszym. Podejmujecie wiele takich działań.

Joanna Rabska - Mary’s Meals Polska: Wszystko zaczęło się od pielgrzymki do Medjugorje. Magnus Macfarlane-Barrow, syn szkockich katolików, odwiedził to miejsce wraz z rodzeństwem. Głęboko przeżył to duchowo i dalszą część swojej działalności nazywał owocem Medjugorje. W trakcie trwania wojny domowej w rozpadającej się Jugosławii, wstrząśnięty reportażem o cierpieniu ludzi, postanowił wraz z bratem coś zrobić, by im pomóc. Napisał list do znajomych z prośbą o koce, puszki z żywnością, leki itp. Spotkał się z tak ogromnym odzewem, że po pierwszym kursie w rejony Bośni musiał pożyczyć szopę od ojca, by móc składować nieustannie napływające dary. Pod wpływem natchnienia płynącego z modlitwy, w krótkim czasie porzucił pracę i zaczął wozić pomoc humanitarną do wielu krajów, m.in. Malawi. Tam spotkał matkę czworga dzieci umierającą na AIDS. Jej najstarszy syn Edward, zapytany o marzenia odpowiedział: „Chciałbym mieć wystarczającą ilość jedzenia i móc kiedyś pójść do szkoły”. To zdanie zainspirowało połączenie posiłków dla najuboższych dzieci ze szkołą i edukacją, dającą im szanse na wyjście z biedy.

Porozmawiajmy jeszcze o głównej inspiracji. Skąd właściwie wzięła się nazwa waszej organizacji?

Po słowach chłopca Magnus zrozumiał, że należy przerwać błędne koło biedy. Poprzez dostarczenie jednego pożywnego posiłku w szkole, najmłodsi mają możliwość zdobycia wykształcenia, które z kolei może stać się ich pomostem do wyjścia z biedy i dźwignią do podniesienia kraju z ekonomicznego upadku. Dziś dożywiamy 1 504 471 dzieci, w 18 krajach na pięciu kontynentach - w tym dzieci Edwarda! On nie zdążył się wykształcić, ale jego potomkowie mają szansę. Sama nazwa Mary’s Meals (Posiłki Maryi) została zainspirowana Maryją, Matką Jezusa, która wychowała swoje dziecko w ubóstwie. Jak mówi Magnus, w pewnym sensie oddaje hołd jej powołaniu. Ta idea łączy jednak ludzi różnych wyznań oraz tych niewierzących, którym leży na sercu los najmłodszych. Opiera się na armii miejscowych wolontariuszy. W  samym Malawi jest ich ok. 80 tysięcy.

Liczby robią duże wrażenie. Widocznie jest wielu ludzi, którzy szukają świętości w małych wielkich uczynkach, nie obnosząc się nimi. To taka odpowiedź na Franciszkowe bycie „świętym z sąsiedztwa”. To daje nadzieję. Kim są ci miejscowi wolontariusze?

Tak to prawda. Ci ludzie są to członkowie wspólnot (matki, ojcowie, krewni etc.), których dzieci uczęszczają do szkół objętych programem dożywiania. Każda nowa współpraca zaczyna się przede wszystkim od porozumienia z władzami plemion, nauczycielami i społecznościami. Nic nie zaczyna się bez ich zgody i olbrzymiego zaangażowania. Nie wysyłamy wolontariuszy do krajów, w których działamy – to zwyczajnie zbyt kosztowne. Wyjątkiem są sytuacje, w których trzeba kogoś przeszkolić. Produkty spożywcze również kupowane są od lokalnych, drobnych rolników. To jest o wiele tańsze, wzmacnia krajową ekonomię, a dzieci dostają to, co lubią jeść. W rezultacie koszt wyżywienia jednego dziecka przez cały rok szkolny jest szokująco niski i wynosi średnio zaledwie 66,20 zł. Można powiedzieć: cena jednego dobrego obiadu w restauracji.

Czyli potwierdza się to, że wystarczy naprawdę niewiele, by świat stawał się bardziej przyjazny. Tak wiele dobrego przez jeden tylko posiłek?

Tak. Sądzę, że za prostotą i skutecznością tej idei stoi sam Bóg. Na ten jeden posiłek składa się bardzo wiele, bardzo małych aktów miłości. My, ludzie zamożni ofiarujemy środki materialne, post, modlitwę lub pomoc w propagowaniu idei, ale do lokalnych mieszkańców należy cała fizyczna praca i czas potrzebny do zebrania drewna, rozpalenia ognia, ugotowania i wydania jedzenia. To jest ich część odpowiedzialności. Są tak samo zaangażowani. Każda strona robi co może i dopiero kolektywnie te wszystkie działania odnoszą wielki sukces. W dostępnym na YouTube świetnym, nagrodzonym dokumencie o historii Mary’s Meals - „Dziecko 31” (który gorąco polecam) znajduje się m.in. historia 12-letniego chłopca z Anglii o imieniu Charlie Doherty. Gdy usłyszał, jak mało potrzeba, by wyżywić dziecko, postanowił wyruszyć w podróż rowerem, 970 km z Brighton do Glasgow, a potem jeszcze przepłynąć 1,5 maratonu (ok. 65 kilometrów), by w ten sposób zbierać fundusze na posiłki. Udało mu się zebrać ponad 24 tys. funtów. Jedna ze szkolnych stołówek została potem nazwana jego imieniem. To niesamowite. Tak więc wiek nie gra roli w pomaganiu. Magnus podkreśla jednak, że nie chodziło o wielkie liczby, liczy się kolejne, pojedyncze dziecko, czekające na posiłki.

Z raportów światowych organizacji wynika, że najlepszym remedium na nierówności społeczne i ubóstwo jest edukacja. Szkoły w najbiedniejszych krajach świata czasem świecą jednak pustką.

Część dzieci jest zmuszona, by pracować, żebrać lub przegrzebywać śmieci, po to aby tylko przetrwać. Nie można myśleć o dalszych potrzebach, jeśli podstawowe nie są zapewnione. Szacuje się, że na 300 milionów głodujących dzieci ok. 64 opuszcza z tego powodu edukację. Bez niej jest dużo większe prawdopodobieństwo, że podzielą los swoich rodziców. Jeśli chodzi o nierówności społeczne Mary’s Meals wspiera także szkoły w indyjskich slumsach, gdzie dziewczynki traktowane są często jak osoby drugiej kategorii i z reguły nie mają możliwości nauki. Gdy w szkole pojawiają się posiłki, rodziny specjalnie wysyłają do niej córki, bo wiedzą, że ich dzieci będą mogły coś tam zjeść.

Głód to chyba pierwsza choroba Trzeciego Świata.

Przed nim jest raczej ubóstwo. Z tego wynika wiele innych problemów, m.in. głód. Nawet gdy pojawia się możliwość kształcenia się, głodne dzieci nie są wstanie z niej w pełni korzystać. Ciężko im się skoncentrować, cierpią na bóle brzucha, głowy, nudności. Trzeba pamiętać, że wiele z nich straciło rodziców. Posiadając rodzeństwo stają się głową rodziny i starają się zapewnić jej byt. Dlatego Mary’s Meals uruchomiło też program dożywiania dzieci poniżej wieku szkolnego.

Jak wygląda wasza praca w Polsce? Współpracujecie również z lokalnymi środowiskami?

Polska filia pomaga poprzez rozszerzanie świadomości, zbiórki finansowe, post i modlitwę. Zebrane środki są przesyłane i służą do budowania kuchni, spichlerzy oraz zakupu żywności. Przynajmniej 93 % wszystkich darowizn spływających z całego świata przeznaczana jest na cele charytatywne. Taka jest zasada organizacji. Koszty administracyjne utrzymywane są na możliwie najniższym poziomie, tak aby móc pomóc jak największej ilości dzieci. Celem Mary’s Meals nie jest uzależnienie biednych ludzi od pomocy, dlatego współpraca z lokalnymi środowiskami jest bardzo ścisła. Funkcjonowanie tego modelu dożywiania bez ich wkładu zwyczajnie nie jest możliwa. Miejscowe wspólnoty, w tym wodzowie, nauczyciele, rodzice i krewni są bardzo zaangażowani w samo dzieło. To naturalne. To są ich dzieci, chcą dla nich jak najlepiej. Dodatkowo rolnicy mają pewność skupu swoich plonów, a same dzieci odzyskują energię i siłę, nie tylko, żeby się uczyc,́ ale i bawić (śmiech).

Takie efekty codziennej konsekwentnej pracy muszą cieszyć. I dają nadzieję, że wysiłek ma jednak sens.

Zdecydowanie tak. Poczucie, że nawet nasz niewielki wysiłek ma ogromny wpływ na kogoś na innej półkuli, i to bezsilnego wobec sytuacji, jest niesamowite. Myślę, że to dopiero początek, biorąc pod uwagę ile dzieci nadal czeka na posiłki. Kilka miesięcy temu dziewczyna o imieniu Weronika – jedna z grupy pierwszych 200. dzieci dożywianych przy pomocy posiłków Maryi w 2002 roku w Malawi - ukończyła studia w zakresie ekonomii. Myślę, że skoro wykształcenie stanowi podstawę do zmian na całym świecie, to z kolejnym pokoleniem, wyedukowanych dzieci ta zmiana na pewno nadejdzie. 

Z polską koordynatorką Fundacji Mary’s Meals Joanną Rabską rozmawiała Zofia Kędzierska
Zdjęcia: Archiwum Mary’s Meals

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!