TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 22:37
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Starożytni hutnicy z Gór Świętokrzyskich

Starożytni hutnicy z Gór Świętokrzyskich

W czasach zwanych przez archeologów okresem wpływów rzymskich (I-IV w. po Chr.) na ziemiach polskich funkcjonowały dwa wielkie centra hutnictwa żelaza - na zachodnim Mazowszu i w Górach Świętokrzyskich. Ten drugi należał do największych tego typu centrów produkcyjnych w Europie.

Ośrodek ten był położony pomiędzy pasem górskim Łysogór i dorzeczem rzeki Iłżanki. Na tym obszarze archeologom udało się znaleźć ponad 3000 stanowisk związanych ze starożytnym hutnictwem. Najczęściej spotykanymi pozostałościami działalności starożytnych metalurgów są odkrywane na polach uprawnych i w lasach żużle dymarskie, stanowiące odpad produkcyjny. Te zawierające sporą ilość żelaza odpady były od dawna skupywane przez miejscowe huty, poszukujące dodatkowych źródeł surowca.


Z pierwszych wieków po narodzeniu Chrystusa
Już w latach 30. XX wieku żużlami zainteresował się znany krajoznawca, inżynier metalurg i historyk przemysłu prof. Mieczysław Radwan. Udało mu się odróżnić żużle starożytne (nazywane przez niego pierwotnymi), od średniowiecznych i nowożytnych, które stanowiły pozostałość po działalności hutników Zagłębia Staropolskiego. Wskazywał, że rozwinięte centrum metalurgii żelaza musiało tu istnieć już w bardzo dawnych, przedpiastowskich czasach.
Jednak dopiero dzięki badaniom prowadzonym po II wojnie światowej pod kierownictwem prof. Radwana i Bielenina udało się stwierdzić z jakiego okresu pochodzi starożytne zagłębie metalurgiczne i jaki obszar zajmuje. Archeolodzy stwierdzili, że mają do czynienia z wielkim ośrodkiem przemysłowym pochodzącym z pierwszych wieków po narodzeniu Chrystusa i zajmującym obszar około 800 kilometrów kwadratowych.
Badania archeologiczne, geofizyczne, lotnicze i powierzchniowe prowadzone intensywnie na jego obszarze od 1955 roku pozwoliły poznać tajniki działalności starożytnych hutników związanych z funkcjonującą wtedy na części obszaru dzisiejszych ziem polskich kulturą przeworską. Wykorzystywali oni lokalne rudy żelaza, występujące w Górach Świętokrzyskich. Wydobywano je niekiedy metodami górniczymi, o czym świadczą odkryte na terenie kopalni „Staszic” w Rudkach koło Starachowic sztolnie i szyby z drewnianą obudową, sięgające na głębokość 20 metrów w głąb ziemi. Dzięki nim można było dostać się do rudy charakteryzującej się najwyższą jakością, choć częściej używano łatwo dostępnej rudy darniowej. Wydobyta ruda po oczyszczeniu, rozdrobnieniu, przemyciu i wyprażeniu stanowiła gotowy surowiec do wytopu żelaza.


W piecu dymarskim
Proces uzyskiwania metalu odbywał się w tzw. piecu dymarskim typu zagłębionego (kotlinkowego). Było to bardzo proste urządzenie składające się z pionowego szybu o wysokości do 120 cm, podobnego do komina, wzniesionego z glinianych cegieł oraz kotlinki, czyli jamy wykopanej w ziemi pod szybem, o głębokości dochodzącej do 50 cm. Szyb posiadał w dolnej części otwory dmuchowe, którymi dostarczano do środka powietrze. Hutnicy wypełniali szyb pieca warstwami rudy i węgla drzewnego, stanowiącego paliwo.
Po zapaleniu pieca rozpoczynał się tzw. proces redukcji, polegający na oddzieleniu zawartego w rudzie żelaza od tlenu. Metaliczne żelazo gromadziło się w pobliżu otworów dmuchowych, formując gąbczastą masę. Pozostałości skały płonnej i zanieczyszczenia spływały do dolnej kotlinki, w której tworzył się kloc bogatego w żelazo żużla dymarskiego.
W trwającym około 24 godziny procesie wytopu można było uzyskać najwyżej 20 kg żelaza nadającego się do dalszej obróbki. Aby uzyskać taki efekt należało zużyć 200 kg rudy i 300 kg węgla drzewnego. Był to więc bardzo pracochłonny i materiałochłonny proces produkcyjny. Na wielu stanowiskach archeolodzy odkryli regularne rzędy pieców dymarskich ustawione obok siebie, co wskazuje na systematyczne metody produkcji i organizację pracy wdrażaną przez ówczesną społeczną i techniczną elitę.
Początki działalności zagłębia sięgają I w. przed Chr. Szczyt możliwości produkcyjnych świętokrzyskiego centrum metalurgicznego przypadł na drugą połowę II w. i początki III w. Tutejsi hutnicy mogli przez kilkaset lat wyprodukować nawet 8-11 tysięcy ton surowca żelaznego.


Zbrojownia
Zagłębia świętokrzyskie i mazowieckie w pełni zaspokajały zapotrzebowanie ludności kultury przeworskiej na żelazo, surowiec, z którego wytwarzano tak potrzebną broń i niezbędne w gospodarce narzędzia. Zapotrzebowanie na żelazną broń wśród barbarzyńskich plemion zamieszkujących obszary na północ od rzymskich granic w przededniu wojen markomańskich był ogromne. Wskazują na to znaleziska grobów wojowników, których spalone szczątki były grzebane wraz z żelazną bronią.
Świętokrzyskie centrum metalurgiczne stało się zbrojownią dla plemion germańskich, które w II w. po Chr. ruszyły w kierunku granic Cesarstwa Rzymskiego i toczyły ciężkie boje z legionami nad Dunajem. Napór uzbrojonych w żelazną broń plemion nazywanych przez Rzymian „wewnętrznymi barbarzyńcami” (superiores Barbari) był ogromnym zagrożeniem dla stabilności państwa rzymskiego. Hutnicy z Gór Świętokrzyskich należeli najprawdopodobniej do wspomnianego przez rzymskiego historyka Tacyta ludu Lugiów. Była to swego rodzaju konfederacja plemienna, w skład której wchodziły grupy germańskie i być może celtyckie. To właśnie Celtom zawdzięczamy rozpowszechnienie technologii obróbki żelaza w Europie Środkowej.


Z Rzymu do Starachowic
Produkcja metalurgiczna w zagłębiu była najwyraźniej czynnością sezonową, która angażowała hutników tylko przez część roku. Mimo to na obszarze zagłębia istniało osadnictwo, o czym świadczą m.in. cmentarzyska odkryte przez archeologów w Chmielowie Piaskowym, Wąchocku i Starachowicach, a także skarby monet rzymskich z Nietuliska Małego, Ostrowca Świętokrzyskiego, Kunowa, czy Chmielowa Piaskowego.
Na cmentarzysku w Starachowicach odnaleziono nawet rzymski miecz ze stemplem z literami IMP na głowni. Są one najprawdopodobniej skrótem łacińskiego słowa imperatoris, tzn. „należący do cesarza”. Mógł on pochodzić z cesarskich warsztatów produkujących uzbrojenie dla rzymskiej armii. „Dostał się” na północ najprawdopodobniej na skutek działań wojennych prowadzonych w czasie wojen markomańskich, kiedy wojska rzymskie działały na obszarze dzisiejszych Czech i Słowacji.
Hutnicy wykorzystujący świętokrzyskie złoża rud żelaza zamieszkiwali na Wyżynie Sandomierskiej, w dolinach rzek Iłżanki, Kamiennej, Koprzywianki i Opatówki. Z osad istniejących na tych obszarach wywodzili się metalurgowie, górnicy, kowale i węglarze pracujący w zagłębiu. Do pracy mobilizowali ich przedstawiciele plemiennych elit, organizujące produkcję metalurgiczną na wielką skalę. Dzięki niej można było wyposażać w broń drużyny atakujące rzymskie granice.
Świętokrzyskie centrum metalurgiczne przestało funkcjonować w IV w. przed Chr., to znaczy w początkach okresu wędrówek ludów, kiedy ludność zamieszkująca dotychczas ziemie polskie wzięła udział w wielkich wędrówkach i gwałtownych wydarzeniach politycznych i militarnych na obszarze Cesarstwa Rzymskiego. Wraz z odejściem ludności kultury przeworskiej zostało przerwane funkcjonowanie bogatych tradycji hutnictwa żelaza w Górach Świętokrzyskich, na Mazowszu i w innych ośrodkach dymarskich.

Szymon Modzelewski

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!