TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Listopada 2020, 18:29
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ślady Boga

Ślady Boga

„… i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju”. Te słowa były czytane w Kościele w dniu, w którym kaliska pielgrzymka wracała do św. Józefa. Towarzyszyły temu wydarzeniu powitania, kwiaty, śpiew i bardzo dużo radości, bo znów jesteśmy w domu. Ale była też świadomość, że coś się skończyło. Ale czy na pewno?

Późne popołudnie 19 sierpnia zmotywowało wielu ludzi do wyjścia na ulicę i oczekiwania. Zostawili telewizory, wygodne fotele czy zwykły odpoczynek po pracy na rzecz stania w słońcu. I jeszcze się uśmiechali, machali na powitanie lub klaskali. Wyszli na spotkanie pielgrzymom. My także radośni, rozśpiewani, choć często z solidnymi kontuzjami i zmęczeni. Jesteśmy witani przez bliskich, przyjaciół, znajomych czy sąsiadów. Długie wypatrywanie w kolejnych grupach znajomej twarzy nagrodzone zostaje krótką wymianą spojrzeń, uśmiechem, uściskiem prawie w locie, bo trzeba iść dalej. Jest to element wspólnego świętowania i jest w tym coś niesamowitego, bo każdy staje się członkiem wielkiej rodziny. Nawet jeśli ktoś wśród pielgrzymów nie ma nikogo znajomego, to i tak ma kogo witać, bo wracają swoi, przez swoich przyjmowani. To widać w twarzach mijanych ludzi, w ich wzruszeniu i radości.
Ostatni postój jest przy sanktuarium św. Józefa, gdzie czeka na nas ks. bp Stanisław Napierała wraz z prezydentem Januszem Pęcherzem. Ale witamy najpierw św. Józefa, bo to on jest w tym miejscu ważniejszy. Czekaliśmy na ten moment cztery dni wypełnione wędrówką i modlitwą. Dlatego kolejne grupy i kolejni pielgrzymi powierzają swój trud Opiekunowi Jezusa i Maryi z myślą, że będzie skutecznie interweniował w wielu sprawach. Gdy już wszyscy są zgromadzeni przed bazyliką, jeszcze raz oddajemy swoje sprawy w ręce Patrona naszej diecezji.
Wracamy do swoich domów, swoich bliskich, swoich środowisk. Z czym wracamy? Odpowiedź na to pytanie przyniosło piątkowe popołudnie. Wyspanych i wypoczętych pielgrzymów znów przyciągnął do siebie św. Józef. Był to czas uwielbienia Boga i dziękczynienia mu za łaskę pielgrzymowania. Ale była to również okazja do głębszej refleksji, którą poprowadził w swoim kazaniu ks. Robert Lewandowski. Pytanie „kim jest pielgrzym?”, to pytanie o to, kim staliśmy się przez ostatnie dni. Jest to także pytanie o trwałość dobra, którego byliśmy udziałem. Jak długo będziemy potrafili być tak dobrzy jak wówczas, gdy przemierzaliśmy kilometry? Bo byliśmy dobrzy, o czym przekonywał nas Ks. Kierownik pielgrzymki. Aby to potwierdzić, ks. Robert przywołał dwie sytuacje. Bohaterem pierwszej był bezdomny człowiek, którego tak bardzo zachwycili pielgrzymi, że sam zapragnął tej wędrówki. I chociaż zabrakło mu odwagi, to pozostawił cenną uwagę: „wy tutaj macie jak w rodzinie”. Tak, przez krótki czas jesteśmy rodziną. Wspólnie idziemy, jemy i śpimy, razem przeżywamy ból „giry” brata i cieszymy się, gdy mu się polepszy. Służymy sobie w prosty sposób i z uśmiechem. Bo służba to nie przymus czy umęczenie się, ale coś naturalnego. Czy tacy potrafimy być we własnych domach? Czy taką postawę będziemy potrafili zaszczepić swoim bliskim? Egzamin już trwa.
Druga sytuacja dotyczyła mieszkanki Wielunia, która pomimo wielu różnych nieszczęść, co roku wita pielgrzymów. I chociaż co roku towarzyszy jej smutek, to jednak wychodzi ze swojego domu. Po co? Przychodzi, żeby w pielgrzymach zobaczyć Boga. To umacnia jej wiarę. A przecież nic nadzwyczajnego nie robimy. My po prostu idziemy do Boga, zarówno w wymiarze fizycznym, jak i duchowym. Z każdym krokiem byliśmy bliżej sanktuarium św. Józefa czyli domu Boga. Ale każda Eucharystia, modlitwa czy konferencja przybliżała nas do samego Boga. I w niezauważalny sposób stawaliśmy się dla innych Jego śladami. Każdego dnia samą naszą obecnością mówiliśmy mijającym nas ludziom: Bóg jest. Ale czy nasza obecność w domu, szkole czy pracy będzie mówiła to samo albo nawet więcej? Czy będziemy potrafili swoim życiem mówić ludziom: „Bóg jest i kocha”? Jest to podjęcie odpowiedzialności, do której każdy jest wezwany. Bo każdy jest powołany do tego, by być śladem Boga. Pielgrzymka pozwoliła nam tego doświadczyć i pokazała, że dla każdego z nas jest to możliwe. Mimo słabości, grzechów czy problemów. Wystarczy przestać bać się kochać Boga i człowieka.
Egzamin z pielgrzymki nie jest na ocenę i można, a nawet trzeba prosić o pomoc. Tę pomoc może okazać nam drugi człowiek, zwłaszcza ten, który już przeszedł swoją drogę i wywiązał się ze swojej roli. On chętnie będzie nam towarzyszył i pomoże w trudnościach. Właśnie dlatego na koniec Mszy św. do tego człowieka zwróciliśmy się z prośbą o pomoc. Jak niezawodnie opiekował się Jezusem, tak może zaopiekować się nami. Bo św. Józef jest wzorem opiekuna.
Jako pielgrzymi zostaliśmy też szczególne zaproszenie, by 11 września powitać Matkę Bożą, która w kopii cudownego obrazu odwiedzi naszą diecezję. Jak stwierdził ks. Lewandowski: „Ona zawsze nas gości, byłoby dziwnie, gdyby zastała drzwi zamknięte”.
Po Mszy św. jeszcze przez dłuższą chwilę trwały powitania, rozmowy i radość. Trudno się rozstać, gdy nie widzieliśmy się cały dzień. Przecież przez ostatnie kilkanaście dni przebywaliśmy ze sobą cały czas.

Katarzyna Strzyż
Foto Łukasz Łuczak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!