TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 09 Grudnia 2019, 15:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Skrawek nieba przy granicy

Skrawek nieba przy granicy

Prawie rok ks. kard. Stefan Wyszyński więziony był w klasztorze w Prudniku, z którego wyrzuceni zostali franciszkanie. Ukrywano go przed wszystkimi. To właśnie tam pojawiła się pierwsza myśl o napisaniu Ślubów Jasnogórskich Narodu Polskiego.

Klasztor w Prudniku Lesie był trzecim, po Rywałdzie i Stoczku Warmińskim, miejscem uwięzienia Prymasa Polski od 6 października 1954 roku do 27 października 1955 roku. Położony półtora kilometra od granicy z ówczesną Czechosłowacją, według władz PRL zapewniał maksymalną izolację ks. kard. Wyszyńskiego. Prymasa Polski przewieziono do Prudnika w tajemnicy, pod osłoną nocy. Wcześniej z Warmii leciał samolotem w nieznane, dopiero po wylądowaniu zorientował się, że jest gdzieś na Opolszczyźnie. Po zapadnięciu zmroku samochodem zawieziono go w stronę granicy z Czechosłowacją.

Klasztor na więzienie

- W zapiskach Ksiądz Prymas napisał: „Tu nas nikt nie znajdzie”, bo najbliższe domy są kilometr stąd. Z Prudnika wyrzucono franciszkanów i kościół pw. św. Józefa został zamknięty. Tam gdzie dzisiaj jest droga dojazdowa był poligon wojskowy. Do klasztoru dostępna była tylko niewygodna ścieżka z dołu przez las. Teren ogrodu zagrodzono jeszcze trzy i pół metrowym murem i drutem kolczastym. Dookoła zasadzono szpaler świerków. Nikt nie miał tu wstępu – opowiadał nam ojciec o. Wit Michał Bołd, gwardian w klasztorze i  kustosz sanktuarium św. Józefa w Prudniku Lesie. W rozmowie podkreślał też, że władza komunistyczna dała franciszkanom zaledwie dwie godziny na opuszczenie klasztoru. Funkcjonariusze UB przyjechali z dokumentem wydanym dzień wcześniej, 30 września 1954 roku przez Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Opolu. Zakonnicy ratowali co się dało, przenosząc się do klasztoru w Borkach Wielkich. Prudnicki klasztor przeszedł pod zarząd wojska. Wkrótce po wyjeździe franciszkanów podjęto pracę nad jego zmianą w więzienie dla ks. kard. Wyszyńskiego. Ludności zakazano zbliżać się do tego miejsca. Na dodatek to teren przygraniczny, więc wojsko pełniło warty, by nikogo nie dopuścić do klasztoru.

Wszystko nosi ślady cenzury

Na parterze klasztoru przy drzwiach wyjściowych wartę pełnili funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. W sumie do pilnowania trójki więźniów było około 30 osób. Klatka schodowa została wspólna - więźniowie wychodzili przez nią do przeznaczonej dla nich części ogrodu, natomiast eskorta na dziedziniec. Pierwsze piętro przeznaczone było dla Ks. Prymasa i więzionych z nim osób. Wyżsi funkcjonariusze UB zajmowali drugie piętro. Na pierwszym piętrze korytarz został oddzielony od klatki schodowej przepierzeniem, a także przegrodzony wzdłuż. Po prawej stronie przygotowano prowizoryczną kaplicę (Prymas nie miał wstępu do kościoła) i pokój stołowy, gdzie odbywały się przesłuchania. Natomiast pokoje po lewej stronie zajmowali więźniowie. Na końcu korytarza znajdowała się łazienka. Pokoje zajmowali kolejno Ksiądz Prymas, ks. Stanisław Skorodecki i s. M. Leonia Graczyk z Rodziny Maryi. Wiadomo, że współwięźniowie kard. Wyszyńskiego zmuszeni zgodzili się na współpracę z UB, donosząc na Prymasa. Jednak on traktował ich życzliwie, ale nie zdradzał swoich planów.
W „Zapiskach więziennych” Prymas Polski napisał: „Wewnątrz gmachu oddano nam do dyspozycji pierwsze piętro z oknami od ogrodu, ku północy. Nasi panowie zajęli drugie piętro. Parter jest dla kuchni i dozorców. Dom jest wybielony. Wszystko tandetne, licho pomalowane. Znać ślady świeżej roboty. Nie sposób zobaczyć żywej „normalnej” duszy. Wszystko, co nas otacza, albo chodzi skrycie pod parkanami albo snuje się po korytarzach. Oglądamy jedynie skrawek nieba”. Ze względu na stan zdrowia Prymasa Polski, w porównaniu ze Stoczkiem, klasztor w Prudniku okazał się lepszym miejscem, bo budynek był suchy i miał sprawne centralne ogrzewanie. Oczywiście wszędzie znajdowały się podsłuchy. Funkcjonariusze regularnie pisali raporty o czym rozmawiają więźniowie, co robią i wysyłali je do Warszawy. Pewnego dnia podczas przesłuchania zaproponowali Ks. Prymasowi rezygnację z pełnionej funkcji, w zamian za lepsze warunki odosobnienia. Odmówił.
W marcu 1955 roku Prymas Polski podkreślił w „Zapiskach więziennych”: „Upływa dziś półtora roku od mej „cywilnej śmierci” w tym zamaskowanym obozie koncentracyjnym, odgrodzonym wstydliwie od świata festonami drutów, kabli, zasieków kolczastych, murów, posterunków, itd. Nie mam przy sobie nic, co nie nosiłoby na sobie śladów cenzury nad moim mózgiem, czynami, życiem... Jest to niezwykle ciężka świadomość dla człowieka stworzonego do wolności... Ale każde cierpienie ma swój głęboki sens, który powoli odsłania się, jak upływają dni i przepływają bóle. To jest sens Boży, nie ludzki... Cierpienie kapłana ma zawsze Boży sens, gdyż jest on „postawiony na znak”... Jeśli więc to jest Tobie, Chryste, i Twemu Kościołowi potrzebne - nie odmawiam Ci niczego, choć wiem, jak trudno jest dać z siebie nawet niewiele. Piszę to z lękiem, czy podołałbym, gdybyś chciał korzystać z mego przyzwolenia. Ale nie mogę odmówić Ci, gdyż Bogu Ojcu, Miłości, Zbawcy, Kościołowi, Ojcu Świętemu, Duszom odkupionym, Owczarni mojej - niczego odmówić nie mogę. Może liche życie moje potrzebne jest właśnie dlatego, bym stał się argumentem Prawdzie! Może to będzie najlepszy czyn całego życia?”. Miesiąc później napisał: „jeśli Ci, Ojcze, jest potrzeba coś więcej, niż dotychczas się dzieje ze mną, to czyń. Jeśli Ci jest potrzebne moje więzienie, piwnica dla mnie, udręki śledcze, procesy, widowisko z Twego sługi, oszczerstwa i pośmiewisko, wzgarda pospólstwa i wszystko, czego tylko zapragniesz”.

Modlitwa, praca i przesłuchania

Dzień więzionych w Prudniku wypełniony był modlitwą, nabożeństwami, Mszą św., pracą nad książką, nauką języków obcych, spacerami w wyznaczonym miejscu i oczywiście przesłuchaniami. Taki program dnia ustalił kard. Wyszyński. Więźniowie nie mogli się z nikim spotykać poza funkcjonariuszami UB. Wszędzie byli śledzeni, a ich rzeczy ciągle przeglądane. Wprawdzie korespondencja i paczki były doręczane, ale listy zawsze ocenzurowane, często - szczególnie paczki umyślnie doręczano z opóźnieniem. „Odpisałem dziś na listy świąteczne z dnia 9. IV. 55 na razie Ojcu i siostrze Stanisławie. Muszę pozostawić bez odpowiedzi list małego Stasia, siostry Anastazji i Janiny – czytamy w „Zapiskach więziennych” Prymasa Polski. - Domyślając się, jak wygląda proceder „odczytywania” moich listów, nie chcę narażać innych członków rodziny na tę brutalną operację, jaką jest pokazanie listu i schowanie go do kieszeni milicjanta. Zwłaszcza rad bym uchronić przed tym szokiem małego Stasia. Jeszcze jest zbyt młody, by już miał zasługiwać na takie drastyczne ograniczenia swych praw obywatelskich”.
W lutym 1954 roku ciężko zachorował ojciec Ks. Prymasa. Kardynał skierował pismo do Rady Ministrów PRL, by uzyskać zezwolenie na widzenie się z ojcem. Odmówiono mu. Nawet nie zezwolono na to, by ojciec mógł otrzymywać od niego listy, a nie tylko by mu je odczytywano.

„Obrona Jasnej Góry” roku 1955

Jak podkreślają prudniccy franciszkanie, „Podczas pobytu w Prudniku w sercu ks. kard. Wyszyńskiego zrodziło się pragnienie Ślubów Jasnogórskich. W nawiązaniu do jubileuszu królewskich ślubów Jana Kazimierza złożonych Matce Bożej w katedrze lwowskiej w 1655 roku Prymas postanowił odnowić Akt oddania Polski Pani Jasnogórskiej, dostosowując przyrzeczenia do współczesnych czasów. - Czytając «Potop» Sienkiewicza, uświadomiłem sobie właśnie w Prudniku, że trzeba pomyśleć o tej wielkiej dacie. Byłem przecież więziony tak blisko miejsca, gdzie król Jan Kazimierz i prymas Leszczyński radzili, jak ratować Polskę z odmętów - stwierdził Ks. Prymas w homilii do górali w 1957 roku i zapisał też: „Warto myśleć o «obronie Jasnej Góry» roku 1955. Jest to obrona duszy, rodziny, Narodu, Kościoła przed zalewem nowych «czarów»”. Kardynał w wydarzeniu Ślubów Jasnogórskich widział program odnowy społecznej i moralnej Polaków”.
W tym czasie w oknie celi więziennej Prymasa Polski uwiły sobie gniazdo muchówki. „Przez miesiąc miałem wspaniałą szkołę – napisał ks. kard. Wyszyński. - Nauczyłem się więcej niż na uniwersytetach! Przyjrzałem się, jak wygląda lad w ciasnym gniazdeczku, gdzie jest pięć piskląt, ojciec i matka. Było to wzruszające i budujące. Oglądałem prawdziwe dzieło społeczne”. Tu, w miejscu, które nie było domem, Prymas Polski rozumiał, że kapłan musi się „trzymać mocno ołtarza, jak pisklęta trzymają się krawędzi gniazda! Ołtarz - to mój dom” - zauważył.

Wstawiennictwo św. Józefa

Po 13 miesiącach więzienia w Prudniku władze postanowiły o kolejnych przenosinach Prymasa Polski. Jednak po jego wyjeździe franciszkanie nie odzyskali klasztoru. Wojsko z Ministerstwem Zdrowia przystąpiło do jego zamiany na prewentorium dla dzieci wojskowych. „Adaptacje” budynków polegały przede wszystkim na niszczeniu wszelkich śladów kultu religijnego w kościele św. Józefa. Zburzono nawet przedsionek świątyni i wieżę kościelną. Przebito 23 otwory okienne, chcąc przebudować kościół na świetlicę. Zdewastowano stacje Drogi Krzyżowej w lesie i zniszczono ołtarz w Grocie Matki Bożej z Lourdes.
Na szczęście w 1956 roku w parafii św. Michała Archanioła w Prudniku powstał Komitet katolicki, na czele którego stanęli Waleria i Stanisław Nabzdykowie. Nie zwracając uwagi na możliwe prześladowania, delegacja udała się do władz wojewódzkich w Opolu i ministerstw w Warszawie z żądaniem wstrzymania przebudowy i zwrócenia obiektu prawowitym właścicielom. Ku zaskoczeniu wielu, dekretem Prezydium WRN postanowiono zwrócić obiekt franciszkanom. Zakonnicy uznali to za cud za wstawiennictwem św. Józefa, bo w marcu 1957 roku wyszła ustawa stanowiąca, że obiekty kościelne i zakonne będące w posiadaniu państwa pozostaną nadal jego własnością. 7 stycznia 1957 roku do klasztoru ponownie przybyli franciszkanie.

W celi Prymasa Polski

Obecnie w Prudniku można zwiedzać celę Ks. Prymasa. Pokazał ją nam Ojciec Gwardian w czasie naszej wizyty w klasztorze. Wchodząc do niej zobaczyliśmy proste łóżko przykryte kocem, a nad nim obraz Matki Bożej Jasnogórskiej. Tuż obok postawiono oszkloną szafę z „Zapiskami więziennymi” zaczynając od pierwszych wydań oraz z „Listem do moich kapłanów” napisanym w przez Ks. Prymasa w Prudniku i dwoma filmami o jego uwięzieniu. Naprzeciwko znajdowały się stół i klęcznik, a nad nimi krzyż i tablica z fragmentem testamentu kard. Wyszyńskiego. Na drzwiach powieszona została sutanna Prymasa Polski. Na pewno z czasów więzienia Prymasa, w celi znajdują się drzwi, obecnie zamknięte na stałe, okno, żeliwny kaloryfer i podłoga.
W klasztorze możemy też wejść do sali z pamiątkami po Prymasie Polski. W gablotach zobaczymy jego zielony ornat, skórzaną torbę podróżną i wydaną w latach 70. XX wieku w Stanach Zjednoczonych poza obiegiem cenzury biografię Ks. Kardynała, z wpisaną odręcznie dedykacją: „Drogim Ojcom Franciszkanom, wszystkim nawiedzającym ten dom składam prośbę, by dziękowali Chrystusowi i Jego Matce za wszystkie łaski i radości, których doznałem w tym domu i błogosławię. Stefan kardynał Wyszyński, Prymas Polski, więzień Prudnika 1954-1955”. Tuż obok znajdują się też zielona stuła Prymasa Polski i kielich, który otaczają druty kolczaste z płotu ustawionego wokół prudnickiego więzienia. Te osobiste pamiątki franciszkanie otrzymali z warszawskiej Kurii. Wśród śladów, które w Prudniku przypominają o więzieniu Prymasa Polski, jest jeszcze jego pomnik, ustawiony w 1983 roku tuż przy wejściu do klasztoru.

Z wizytą u św. Józefa

Na koniec trochę o miejscach, które na pewno nie można pominąć w czasie pobytu w Prudniku. To przede wszystkim wspomniany już kościół tuż przy klasztorze, czyli sanktuarium św. Józefa, który wybudowano w 1866 roku. Znajduje się w nim obraz Opiekuna Jezusa, czyli kopia wizerunku, którego oryginał umieszczono w klasztornej kaplicy. Został on namalowany przez jednego z braci przybyłych w 1852 roku do Prudnika. Brat Piotr Küchler, bo to o nim mowa, był artystą malarzem, nawróconym na katolicyzm Duńczykiem.
W pobliżu klasztoru w 1891 roku wybudowana została Droga krzyżowa w postaci dużych, murowanych kapliczek. Teraz powstaje nowa. Natomiast na początku XX wieku o. Benedykt Behr zaakceptował pomysł nauczyciela Filipa Robotty i naprzeciwko klasztoru ustawiono wspomnianą już Grotę Lurdzką. Skała potrzebna do jej budowy została sprowadzona z Nadrenii, z okolic Ardenach. Z pozostałych kamieni zbudowano XIV stację Drogi krzyżowej w kształcie groty. Nieopodal klasztoru znaleziono też miejsce na cmentarz klasztorny, który warto nawiedzić modląc się za pochowanych tam franciszkanów.
Natomiast schodząc drogą po lewej stronie klasztoru trafimy na 15-metrową wieżę widokową na wierzchołku Koziej Góry - 317 m. n.p.m. Z jej zadaszonego tarasu widokowego rozpościera się piękny widok na Prudnik i okolicę. Przy dobrej pogodzie widoczna jest Góra św. Anny. Na koniec jeszcze praktyczna rada - celę Prymasa Polski w klasztorze można zwiedzać codzienne z wyjątkiem godzin Mszy św. i nabożeństw.

Tekst i zdjęcia Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!