TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Lipca 2020, 11:52
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Sacrum i profanum

Sacrum i profanum

Ja doskonale rozumiem, że kiedy jest mowa o Nowym Jorku, to nikt się nie spodziewa opowiadań o kościołach, ale upieram się przy tej tematyce, ponieważ tak mi się marzy, aby Czytelnicy „Opiekuna” wyróżniali się pośród zwykłych turystów właśnie zamiłowaniem do tych miejsc, w których spotyka się sacrum i profanum, to co boskie z tym co ludzkie.

Nieraz to, co ludzkie, niestety, pozbywa się tego co boskie, ale o tym później. A na początek zaproszę Was do jeszcze jednej świątyni w Nowym Jorku, której nie mogłem nie odwiedzić.

Św. Józef z Greenvich Village
Chyba żaden z Czytelników nie zdziwi się, jeśli wyznam, że chodzi o kościół św. Józefa. Nie wiem, czy Wam też się tak zdarza, ale gdzie się nie ruszę tam zawsze napotykam dyskretną obecność małżonka Maryi. Niestety, w Nowym Jorku, ta obecność – chyba z winy Księdza Proboszcza – jest aż za dyskretna, ponieważ znajdujący się przy słynnej Szóstej Alei kościół pod jego wezwaniem jest zawsze zamknięty i otwiera swoje podwoje tylko pół godziny przed Mszą Świętą i zaraz po niej, pan kościelny pobrzękuje kluczami niejako dając do zrozumienia, aby nie wpadać w stan nieco dłuższej kontemplacji. Gwoli prawdy dodam, że w Nowym Jorku jest więcej kościołów pod wezwaniem naszego Patrona, ale wybrałem akurat ten ponieważ znajduje się w mojej ulubionej dzielnicy Greenwich Village, a poza tym szczyci się mianem najstarszego kościoła katolickiego w mieście, który zachował się w swojej pierwotnej formie. A był poświęcony 16 marca
1834 r. Co ciekawe, jedna trzecia zgromadzonych w świątyni podczas tej wielkiej ceremonii nie była katolikami. I co jeszcze ciekawsze, ksiądz, który miał zaszczyt wygłosić homilię mówił równo godzinę. I co wręcz nieprawdopodobne, jak donosiły gazety, był wysłuchany przez wszystkich „z głęboką uwagą”. Inną ciekawostką dotyczącą kościoła św. Józefa jest fakt, że proboszczem był tutaj również ks. John McCloskey, który w roku 1875 został wybrany pierwszym kardynałem z USA. Oczywiście stanowczo odrzucam sugestie jakoby moje zainteresowanie powyższym kościołem miało jakiekolwiek związek z moimi ambicjami.

Union Church i Rockefeller
Kiedy mamy już dość miasta, zwłaszcza tego miasta, można sobie pozwolić na krótką wizytę w uroczym miasteczku Tarrytown, które znajduje się na wschodnim wybrzeżu rzeki Hudson, w odległości 45 minut jazdy pociągiem od Grand Central (stacja kolejowa w Nowym Jorku). A stamtąd jeszcze półgodzinny spacer do Pocantico Hills i stajemy przed ślicznym kościółkiem protestanckim, który reklamuje się jako „jedyne w swoim rodzaju sanktuarium uwielbienia Boga”. Rzeczywiście kościółek jest piękny, a rozsławiły go przede wszystkim witraże, dzieła znakomitych artystów. Autorem znajdującej się w prezbiterium rozety jest sam Henri Matisse i w dodatku było to jego ostatnie dzieło, swój projekt skompletował dwa dni przed śmiercią. Witraże w pozostałych oknach są natomiast dziełem Marca Chagalla, i tu również mamy pewną ciekawostkę, ponieważ Chagall będąc Żydem nie chciał tworzyć dzieł o tematyce chrześcijańskiej, jednak dla tego kościółka, oprócz scen z prorokami i z Księgi Rodzaju, wykonał również dwa witraże ze scenami z Nowego Testamentu: ukrzyżowanie i dobrego Samarytanina. Dlaczego dał się namówić? I tu dochodzimy do sedna sprawy: bo tymi, którzy namawiali byli członkowie rodziny Rockefellerów. I choć kościółek jest piękny i pewnie w niedzielę, kiedy odbywa się tam liturgia ludzie głęboko się modlą, trudno oprzeć się wrażeniu, że najważniejsza tutaj nie jest chwała Boża, nawet Matisse i Chagall nie są tu najważniejsi. Najważniejsi i najbardziej czczeni są tu fundatorzy. Rockefellerowie. To o nich najwięcej i z największą czcią opowiada oprowadzający nas starszy pan. I tutaj widać właśnie jak sacrum ustępuje miejsca profanum. Ale nie jest to jeszcze najbardziej szokujące doświadczenie pod tym względem. Żeby się o tym przekonać wracamy do Nowego Jorku.

Głoś Ewangelię
Wracamy na Szóstą Aleję, gdzie zostawiliśmy kościół św. Józefa i maszerujemy na północ. Wystarczy kilka minut, i już w dzielnicy Chelsea napotykamy kolejny... ok, powiedzmy kolejny kościół. Kamień węgielny został wmurowany w 1844 roku i wkrótce powstała tu świątynia Komunii Świętej, w której modlili się wierni Kościoła episkopalnego. Jednak kiedy dzisiaj przekroczymy szeroko otwarte drzwi kościoła, staniemy w miejscu jak wmurowani: oto znajdujemy się w nowoczesnym centrum handlowym z 35 butikami i restauracjami. Z głośników sączy się nowoczesna muzyka pop, a z rozświetlonych witraży spoglądają na nas zadziwieni święci i aniołowie. Kiedy z mojego zażenowania zwierzam się przyjaciołom, ci wyjaśniają mi, że teraz to jeszcze nie jest tak źle, ponieważ przez długie lata w kościele tym mieścił się... jeden z najgorszych night-clubów Manhattanu, który burmistrz Giuliani zamknął w 2001 roku. A co z episkopalnymi? W 1976 odbyło się tu ostatnie nabożeństwo i kościół został sprzedany. W 1983 niejaki Peter Gatien wykupił go i otworzył club „Limelight”, na którego inauguracji gościł między innymi Andy Warhol. Kiedy ekscesy z narkotykami przekroczyły wszelkie normy „Limelight” zamknięto, choć aż do 2007 działały w budynku kościoła inne cluby. Kto zna tę ponurą historię kościoła, z ulgą przyjął otwarcie w nim centrum handlowego pod znaną nazwą „Limelight Marketplace”. Na mnie jednak robi on wciąż szokujące wrażenie. Choć widziałem różne inne kościoły przerobione na przykład na luksusowe apartamenty, to jednak w tym kościele – targowisku czuję się bardzo dziwnie. Tutaj sacrum zostało zupełnie wyparte przez profanum. Nie, doprawdy nie mógłbym się tu wybrać na zakupy. Przechodząc po rampie drugiego poziomu mijam witraż z aniołkiem i z napisem „Preach the Gospel”, co znaczy „Głoś Ewangelię”... Jakby tu dzisiaj Pan Jezus wstąpił, to by dopiero wpadł w świętą wściekłość i jak zawsze miałby świętą rację.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!