TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 23:01
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Rysio, Róża i Tusia ...o miłosierdziu

Rysio, Róża i Tusia ...o miłosierdziu

Róża i jej bliscy przez cały tydzień odliczali dni do soboty. Już od dawna razem z mamą planowała wspólne „babskie” wyjście. Niby nic wielkiego, ale Róża cieszyła się, że będzie mogła spędzić czas tylko z mamą, bez Rysia i Tusi. No tak, przecież Rysio kompletnie nie nadaje się na dłuższe chodzenie po sklepach.

Nie lubi przymierzać ubrań i męczy go stanie w kolejkach. A Tusia? Na razie bardziej interesują ją sklepy z zabawkami. W piątek wieczorem Róża nie mogła zasnąć. Ciekawe, jaką bluzkę wybierze. Mama obiecała nieco odświeżyć jej szafę, czyli kupić kilka nowych ubrań na wiosnę. Te, w które Róża już się nie mieści, będą czekać na Tusię. Gdy dziewczynka leżała w łóżku i czuła, że już prawie zasypia, nagle usłyszała głośne pukanie do drzwi. Goście? O tej porze? Rodzice chyba nikogo nie zapraszali. Zanim tata zdążył sprawdzić, kto to, wszyscy już wiedzieli. Pan Szymański wyraźnie wołał o pomoc. Po chwili w drzwiach stanął roztrzęsiony i przerażony sąsiad, który razem z żoną mieszka naprzeciwko. Z trudem łapał oddech i pewnie chciał powiedzieć dużo więcej, ale powtarzał tylko imię swojej małżonki.
- Bronia! Bronia! - krzyczał ze łzami.
Róża, Rysio wyskoczyli z łóżek. Co się stało? Czy pani Bronisława zachorowała? Mama natychmiast zawróciła ich do pokoju i zabroniła budzić Tusię.
- Marsz do łóżek! Trzeba zobaczyć co się dzieje - powiedziała.
Rodzice zostawili uchylone drzwi i szybko pobiegli do mieszkania sąsiadów. Pan Mietek wciąż cały dygotał. Mama, gdy tylko zobaczyła jego żonę, wiedziała, że musi szybko zawieźć ją do lekarza. Pani Bronisława leżała na podłodze, a obok leżał przewrócony stołek i zwinięta w kłębek firanka. Kobieta płakała cichutko, jakby nie chciała nikogo zajmować swoją osobą.
- Pani Paulinko – zaczęła niepewnie.
– Ja przepraszam, tyle kłopotu…
- Proszę nic nie mówić, domyślam się, co się stało – powiedziała.
Okazało się, że starsza pani nie może wstać, a ból w klatce piersiowej jest tak duży, że rodzice Róży zadzwonili na pogotowie. Na oddziale ratunkowym po badaniu nikt już nie miał wątpliwości, że pani Bronia ma pęknięte żebro. Niestety nie był to koniec nieszczęść, bo lekarze stwierdzili też liczne stłuczenia i wybicie palca prawej ręki, co oznacza konieczność pozostania w szpitalu.
Po powrocie do domu pani Paulina zaprosiła sąsiada na herbatę. Dzieci już spały i można było spokojnie porozmawiać.
- Panie Mietku, proszę się nie denerwować. Jutro kupię wszystkie potrzebne rzeczy i oczywiście będę pamiętać o koszuli nocnej – tłumaczyła.
Rankiem rodzice powiedzieli dzieciom, co się wydarzyło. Wszyscy bardzo współczuli pani Broni, a Tusia od razu obiecała zrobić dla niej laurkę. Róża spuściła głowę. A tak się cieszyła na to wspólne wyjście z mamą! Przecież nie będzie na to czasu! Mama nie miała jednak zamiaru rezygnować z planów.
- Różyczko, będziemy mogły wybrać coś ładnego dla pani Broni. Ona teraz potrzebuje naszej pomocy, pan Mietek zresztą też, przynajmniej na razie, bo myślę, że ich córka przyjedzie, by się nimi zaopiekować – powiedziała.
Róża, choć nie tak wyobrażała sobie ten dzień, to jednak wieczorem przyznała, że dobrze jest nie tylko współczuć, ale też okazać miłosierdzie.

No właśnie! Jeśli tylko jest to możliwe, warto nie zatrzymywać się na współczuciu. Ono pociesza, daje nadzieję, wspiera i pokazuje, że cierpiący człowiek nie jest sam. A jeśli nie jest sam, bo tuż obok jest ktoś, to znaczy, że ten ktoś może zrobić coś więcej niż tylko współczuć. Może przecież połączyć swoje siły z innym „ktosiem” i okaże się, że współczucie zamieni się w miłosierdzie, a potrzebujący otrzyma konkretną pomoc. Pamiętacie, co jest największym przymiotem Pana Boga? No jasne, że pamiętacie!


E.M.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!