TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Września 2020, 20:36
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Risus paschalis

Risus paschalis

Graliśmy wam na flecie, a nie tańczyliście,
śpiewaliśmy wam żałobne pieśni,
a nie płakaliście (Łk 7, 32)

Myślę, że prawdopodobnie nikt z naszych drogich Czytelników nigdy się nie zetknął z pojęciem risus paschalis czyli śmiechem wielkanocnym. Co więcej, obawiam się, że wielu spośród nas nie zetknęło się nie tylko ze zwyczajem, ale nawet z normalnym śmiechem wielkanocnym. A szkoda, bo coraz częściej uważa się nas - katolików za najsmutniejszych heroldów najradośniejszej Nowiny. A przecież Jezus Chrystus przed swoją śmiercią wyraźnie pragnął, aby Jego radość w nas była i aby ta radość była pełna.
Przypomnijmy może, o co chodziło. Otóż, zwyczaj ten pojawił się w średniowieczu, mniej więcej w tym samym czasie co karnawał. Istnieje pewien związek między tymi zwyczajami: w poprzedzającym Wielki Post karnawale oddawano się różnym ziemskim uciechom i maskaradom, natomiast risus paschalis miał w pewien sposób symbolizować radosny czas Zmartwychwstania. Chodziło oczywiście o ten niesamowity wymiar radości, która przekracza głupkowatą wesołkowatość, chodziło o radość spowodowaną najważniejszym wydarzeniem w dziejach świata. Taki uśmiech i wesołość były też znakiem nadziei. W Niedzielę Wielkanocną duchowni tak wygłaszali kazania, aby pokazać, że minął czas wyrzeczenia i żałoby. Nierzadko jednak komentarze ograniczały się do rozśmieszania wiernych i żarty czy krotochwilne aluzje miały coraz mniej wspólnego z prawdziwym powodem radości paschalnej. W wyniku tych nadużyć i spłaszczenia zwyczaju, risus paschalis został zakazany pod koniec XVIII wieku.
I jeszcze wspomnienie osobiste. Pamiętam w mojej rodzinnej diecezji był taki zwyczaj, że podczas Wigilii Paschalnej przed uroczystym śpiewem „Alleluja” po raz pierwszy po całym okresie Wielkiego Postu diakon podchodził do przewodniczącego liturgii i oznajmiał: „Ojcze zwiastuję ci radość wielką: jest Alleluja!” Kiedy byłem na trzecim roku, ówczesny diakon, pewnie przestraszony swoim publicznym wystąpieniem w katedrze, wypowiedział te słowa w taki sposób, jakby opił się soku cytrynowego i dodatkowo informował biskupa o śmierci najbliższej osoby.
I chce mi się wyć i krzyczeć: Gdzie ta radość???
Bardzo bym chciał, aby w naszej rzeczywistości wróciła świadomość, że paschalne przesłanie Ewangelii jest nieodłączne od radości. Żeby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości widząc nas w domu czy na ulicy w wielkanocny poranek, że ma przed sobą człowieka, który właśnie się dowiedział, że ustrzelił główną nagrodę w najważniejszej loterii życia. Człowieka, który miał raka, a dowiedział się, że będzie żył! Święty Augustyn nawoływał, abyśmy nauczyli się śpiewać i tańczyć, bo w przeciwnym razie aniołowie pańscy w raju nie będą wiedzieli, co z nami zrobić. W raju? A bo to może w świecie jest jaki pożytek z takich smutasów?

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!