TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Maja 2020, 04:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Rekolekcje wielkopostne z Opiekunem cz. II

Z Bogiem można dokonać wszystkiego

Podczas Świąt Bożego Narodzenia cieszyliśmy się z przyjścia na świat Mesjasza. Okres Wielkiego Postu ukazuje nam w jaki sposób obiecany Mesjasz dokonuje naszego odkupienia, a Święta Wielkanocne odsłonią nam, jak to odkupienie stanie się naszym zbawieniem i szczęściem.

Najważniejszym przesłaniem, jakie przyniósł nam Pan Jezus jest to, że Bóg jest naszym Ojcem i kocha nas ponad wszystko, dlatego stworzył człowieka i umieścił go w raju, aby ten mógł żyć pełnią szczęścia, w całkowitej harmonii z Bogiem i całym stworzeniem. I wszystko, czym żył i czego pragnął człowiek w raju zgadzało się całkowicie z wolą Bożą. Wtedy pojawił się zły - diabeł (ten, który dzieli, ojciec wszelkiego kłamstwa), który nienawidząc Boga, stał się zazdrosny o człowieka i postanowił zburzyć harmonię, jaka istniała pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Zwiódł on, człowieka insynuując, że Bóg tak naprawdę go nie kocha i nie chce jego dobra. Człowiek w to uwierzył i do dzisiaj nosi w sobie tę ranę nieufności do Boga. Ale Bóg nie zrezygnował z człowieka i na nowo postanowił go przekonać, że On naprawdę chce jego szczęścia. A ponieważ to On go stworzył i jest jego Ojcem, nie może spokojnie patrzeć, gdy jego dzieci idą na zatracenie. Albowiem Bóg, stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, tzn. rozumnego i wolnego, świadomego swego istnienia, na dodatek z nieśmiertelną duszą, tj. z perspektywą życia bez końca, podobnie jak sam Bóg, którego istnienie nie ma kresu. Dlatego, gdy jego dzieci się pogubią, to On ich nie zmienia, nie szuka innych, lepszych dzieci. Walczy o każdego z nich, bo każdy z nich jest dla Niego tym jedynym i niepowtarzalnym, jest Jego własnym obrazem, każdy z nich jest stworzony przez Niego do szczęścia.


Kochani przez Boga
Bóg jako Ojciec, w swej nieskończonej miłości do człowieka, gotów był zapłacić za jego szczęście każdą cenę, nawet cenę własnego życia, żeby tylko odbudować tę pierwotną harmonię i przyjaźń. Lecz, gdyby umarł jako Ojciec, byłoby wątpliwe, czy człowiek osiągnie pełnię tej utraconej harmonii, tzn. doskonałej miłości, miłości wolnej i odwzajemnionej, tak by człowiek kochał dobrowolnie i jednocześnie sam czuł się kochanym.
Uczenie się miłości w słabej i poranionej naturze wymaga wielkiej cierpliwości i wytrwałości oraz wsparcia jakąś nadprzyrodzoną siłą. Tak więc istnieje jedna rzecz, której Ojciec nie może nauczyć swych dzieci w ich poranionej relacji do Ojca i przy braku zaufania do Niego. Nie może ich nauczyć, jak być prawdziwie jego dziećmi, synami i córkami, zdolnymi doskonale odwzajemnić miłość Ojca. A to jest przecież warunkiem poszukiwanej przez człowieka harmonii i szczęścia, gdyż prawdziwym szczęściem jest miłość odwzajemniona, kiedy się kocha i jest się kochanym. Człowiek żyje naprawdę, całą swoją pełnią, tylko tam, gdzie czuje się kochanym. Łatwo jest sprawdzić jak bardzo czujemy się kochani przez Boga; wystarczy zobaczyć jakie miejsce zajmuje Bóg w naszym życiu, na ile się nam podoba, ile poświęcamy Mu czasu, co jesteśmy gotowi dla Niego uczynić?


Nie potrafimy naprawiać?
Dzisiejsza kultura jest prowizoryczna, doraźna albo czasowa, to kultura jednorazówek: brać, użyć i wyrzucić. Nikt dzisiaj już nie naprawia popsutych rzeczy, jak nasze babcie, które z cierpliwością wszystko cerowały: swetry, skarpety, itd. Dzisiaj, jak coś się popsuje, to od razu idziemy po nowe do sklepu. Dlatego nie potrafimy naprawiać popsutych relacji, nie mamy cierpliwości… Jak się pokłócimy, to od razu się rozstajemy… i szukamy nowego męża, czy żony. W ten sposób nie dajemy sobie szansy do dojrzewania w budowaniu relacji. I stajemy się podobni do dzieci, które nie nauczyły się matematyki, bo nie chciało im się rozwiązywać zadań albo nie umieją polskiego, bo nie chciały nigdy się ćwiczyć w pisaniu wypracowań. Jakkolwiek, nie uciekniemy przed popsutymi relacjami, bo one są zranioną miłością i brakiem harmonii, i nie wejdziemy do królestwa niebieskiego, jeśli nie ponaprawiamy tych krzywd i popsutych relacji. I możemy przed nimi uciekać nawet przez całe życie. Możemy wręcz odebrać sobie życie. Ale taka ucieczka i tak nic nie załatwi i nie naprawi popsutych relacji, pozostalibyśmy wtedy na wieczność z olbrzymią świadomością niezałatwionych spraw i poranionych serc. Na tym polega właśnie piekło, że człowiek skazuje się na wieczną samotność, odizolowany w swym egoizmie od ludzi i od Boga, cierpiąc z powodu świadomości całego zła, jakie wyrządził i nigdy nie naprawił, i pozostaje jednocześnie w tej swojej postawie tak zatwardziały, że jest wręcz niezdolny do podjęcia choćby najmniejszej inicjatywy, aby to zmienić.
Kiedy rozchodzisz się z mężem (lub żoną), to czy zastanawiasz się nad tym, jaką wyrwę czynisz w sercu swego dziecka, które jest związane ze swym ojcem (matką) więzami krwi i prostych dziecięcych i najgłębszych uczuć? Dla niego ten ojciec (matka), choćby był najgorszy(a), będzie zawsze jego ojcem (matką)! Ta wyrwa pozostanie mu już na całe życie. Może z czasem uda się ją kiedyś trochę zaleczyć. Może dokonam tutaj olbrzymiego uproszczenia, ale ograniczoność artykułu nie pozwala na więcej: dziecko wychowujące się bez autorytetu ojca będzie miało bardzo trudno zdobyć w życiu pewność siebie; a gdy brakuje mu miłości matczynej, będzie nosić w sobie wielki deficyt uczuć, o które będzie później zabiegać u innych, nawet za cenę bycia poniżanym, byle tylko choć trochę poczuć się kochanym. Czy przypadkiem, nie to jest jedną z przyczyn zadawania sobie gwałtów, po to, aby wymusić choć krótką chwilę „szczęścia”, której i tak nie uda się zatrzymać? Samogwałt… najtańsza przyjemność, która i tak nie ma nic wspólnego z prawdziwym szczęściem. To tak, jakby pomylić łaskotki ze szczęściem. Moglibyśmy kogoś załaskotać na śmierć, człowiek mógłby nawet umrzeć ze śmiechu, ale czy przez to możemy o nim powiedzieć, że jest szczęśliwy?


Zacząć od samych siebie
Zatem, aby nauczyć ludzi miłości do Ojca, Bóg postanowił posłać swojego Syna w ludzkim ciele, aby poprzez jego ludzką naturę ludzie stali się dziećmi Bożymi, to w Synu Bożym stajemy się synami i córkami Boga. Stajemy się zdolni kochać siebie tą samą miłością, jaką kocha nas Pan Bóg. W ten sposób, w Synu Bożym, odkrywamy to kim naprawdę jesteśmy, jesteśmy synami i córkami Boga, odkrywamy naszą prawdziwą tożsamość. W Chrystusie człowiek po raz pierwszy poczuł w sobie bezgraniczną miłość Boga do człowieka i stał się zdolny ukochać Boga tą samą bezwarunkową miłością, jaką kocha go Pan Bóg, odpowiadając w ten sposób na miłość Boga miłością doskonałą. W Chrystusie wola Boża zgadza się całkowicie z wolą ludzką, a wola ludzka z wolą Bożą. To w Nim człowiek odzyskał swój pierwotny pokój i harmonię, które utracił w raju. Zatem na ile będziemy trwać w Chrystusie, na tyle będziemy zdolni trwać w tej harmonii z Bogiem, bo w Nim wola ludzka Boże zgadza się w sposób doskonały z wolą Bożą.
Chyba wszyscy gdzieś w głębi serca nosimy takie pragnienie, aby żyć w harmonii, sprawiedliwości i pokoju. Pewien chasydzki rabin wyznał na łożu śmierci, że kiedy był młody, chciał zmienić świat, gdy dorósł i mu się to nie udało, pomyślał że może uda mu się zmienić chociaż swój kraj. Ale i to było zbyt ambitne, więc zapragnął zmienić przynajmniej swoje miasto. Ale gdy i to go przerosło, próbował zmienić swoją rodzinę. Gdy stał się starcem, wyznał, że teraz już wie, że powinien był zacząć od zmieniania samego siebie, bo gdyby zaczął od siebie, może udałoby mu się zmienić swoją rodzinę, miasto albo nawet kraj, a - kto wie - może nawet świat. Pamiętam, jak kiedyś dyskutowaliśmy z kolegami o tym, jak sprawić by się zmienił nasz przełożony. Długo rozważaliśmy i nie znaleźliśmy skutecznego rozwiązania. Po latach dotarło do mnie, że nikogo nie da się zmienić na siłę, bo człowiek zmieni się dopiero wtedy, kiedy on sam o tym zadecyduje. On sam może zadecydować, czy chce się zmienić, kiedy i jak.
Tak więc wszyscy pragniemy szczęścia i harmonii, ale musimy pamiętać, że pierwszym i najważniejszym krokiem do ich osiągnięcia jest zacząć od samych siebie. Znamy przysłowie, które mówi, że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Powiem, że istnieje również i taka sentencja, która mówi, że „są ludzie, którzy są zawsze nieszczęśliwi, bo dokądkolwiek idą, niosą samych siebie”. Jan Paweł II napisał kiedyś w swoim orędziu na Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 1998 roku), że pokój dla wszystkich rodzi się ze sprawiedliwości każdego człowieka.
Codzienna rzeczywistość uświadamia nam, że potrzeba zmian w naszym życiu, a Wielki Post jest okazją do zrozumienia, że zmiany, aby były skuteczne i trwałe, nie mogą się dokonywać byle jak i nie można zaczynać od końca. Trzeba zacząć tak, aby wszystko wróciło na swoje miejsce, zgodnie z planem, jaki ułożył dla nas Pan Bóg. Z jego pomocą możemy zmienić wiele.

 Ks. Sylwester Sowizdrzał, orionista

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!