TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Marca 2020, 18:29
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Radość końca świata - cz. II

Radość końca świata
- czyli Dobra Nowina o nowym początku cz. II


adwent

Czekając na koniec świata, razem ze wspólnotą, do której pisze ewangelista Mateusz, szukamy Dobrej Nowiny, która opromieniłaby naszą codzienność i podtrzymała nas na duchu. W pierwszej części mowy eschatologicznej (Mt 24) Jezus przypomniał swoim uczniom, że nie jest ważne wiedzieć, kiedy to nastąpi, ważniejsze jest zawsze być gotowym, czyli czuwać. W drugiej części mowy (Mt 25) Jezus wyjaśnia, na czym owo czuwanie ma konkretnie polegać. Czyni to w sposób obrazowy, opowiadając trzy z życia wzięte przypowieści: o dziesięciu pannach, o talentach i o sądzie.

Sytuacja przedstawiona w przypowieści o dziesięciu pannach (Mt 25, 1-13) odwołuje się do żydowskich obrzędów weselnych. Zadaniem panien - druhen było tworzyć uroczysty orszak panny młodej podczas przeprowadzania do domu oblubieńca oraz następnego dnia wieczorem asystować z zapalonymi lampami podczas ceremonii zaślubin. Po tej uroczystości następowała uczta weselna i trwające siedem dni świętowanie. Pięć panien uczestniczy w weselu, natomiast drugie pięć stało przed zamkniętymi drzwiami weselnego domu. Pierwsze były rozsądne, a drugie głupie. Jedne i drugie posiadały lampy konieczne do wypełnienia ich weselnej roli. Rozsądne zaopatrzyły się w zapas oliwy, głupie zaczęły szukać oliwy dopiero wówczas, gdy oblubieniec już nadchodził. Zajęte gorączkowym zdobywaniem paliwa przyszły za późno, przegapiły najważniejszy moment, straciły okazję wejścia na ucztę, ominęła je radość, pozostało im dobijać się do zamkniętych drzwi. Na czym polegała ich głupota? Na krótkowzroczności i bezmyślności. Przyjęły zaproszenie na wesele, wiedziały, że ich zadaniem będzie nieść płonącą lampę, a nie przygotowały koniecznej do tego oliwy. Nie pomyślały, że pan młody może się spóźnić, że trzeba będzie dłużej czekać, że potrzeba będzie więcej oliwy. Pewnie uspokajały się myśląc, że  „jakoś to będzie” i „jakoś się uda”. Wyszły na spotkanie pana młodego, ale się z nim rozminęły.
Ich historia jest przestrogą dla wszystkich uczniów Jezusa. Przestrogą przed krótkowzrocznością, która sprawia, że traci się z oczu cel życia, czyli zbawienie. Przestrogą przed bezmyślnością, która usypia wiarę, przed rutyną, która gasi zaangażowanie. Przykładem takiego zachowania są przywołani wcześniej ludzie żyjący w czasach Noego, tuż przed potopem (por. Mt 24, 37-39; Rdz 7, 11-23). Jedli, pili, zakładali rodziny, poświęcali się zwyczajnym i codziennym zajęciom, ale nie spostrzegli nadchodzącego potopu – Bożego sądu. Niebezpieczeństwo niedostrzegania tego, co istotne i decydujące grozi każdemu z nas. Szczególnie, gdy za bardzo dajemy się wciągnąć w wir codziennej aktywności i bieganiny. Pośpiech oraz wynikające z niego powierzchowność i banalność w podejściu do życia i ludzi, ciągłe zajmowanie się gromadzeniem i liczeniem, sprawiają, że nasze wewnętrzne spojrzenie staje się krótkowzroczne, a serce ociężałe. Zajęci tzw. ważnymi sprawami, tracimy z oczu to, co najważniejsze – Boga i ofiarowane nam przez Niego zbawienie. Trwonimy czas na rzeczy błahe, a nie możemy zdążyć z tym, co zasadnicze. Niby wychodzimy na spotkanie Pana, ale Go nie spotykamy, z głupimi pannami pozostajemy na zewnątrz, za zamkniętymi drzwiami bezmyślnie i powierzchownie przeżywanej religijności. Jak możemy uleczyć się z tej duchowej głupoty? Jak nauczyć się mądrości i roztropności? Jezus mówi, iż mądrym człowiekiem jest ten, kto słucha słowa Bożego, wprowadza je w czyn i na nim buduje dom swego życia (por. Mt 7, 24).

Talenty –  kreatywność w wierze
Przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30) przykuwa uwagę zawrotnością sum, którymi operuje. Talent to jednostka wagi odpowiadająca około 34 kg szlachetnego kruszcu (złota lub srebra) albo jednostka monetarna równa 6 tysiącom denarów. Zważywszy, iż jeden denar stanowił wynagrodzenie za dzień pracy, słudzy otrzymali kolejno równowartość wynagrodzenia za 100, 40 i 20 lat pracy. Wszyscy otrzymali więc ogromny kapitał, będący wyrazem niesamowitego zaufania, jakim obdarzył ich oddalający się gospodarz.
Przyzwyczailiśmy się łączyć słowo talent ze szczególnymi zdolnościami, umiejętnościami i naturalnymi predyspozycjami. Takie rozumienie nie pokrywa się jednak z tekstem przypowieści. Jezus bowiem wyraźnie stwierdza, iż słudzy otrzymali talenty stosownie do swoich zdolności. Zdolności są zatem czymś wcześniejszym i to one decydują o liczbie otrzymanych talentów. Talent w alegorycznej logice przypowieści jest specyficznym kapitałem, który Jezus przekazał uczniom przed swoim odejściem, kapitałem danym na czas do Jego powrotu. Kapitałem tym jest przede wszystkim wiara i moc Ducha Świętego. Głównym przesłaniem przypowieści jest więc wezwanie do większego zaangażowania w wierze. Wezwanie to skierowane było przede wszystkim do mateuszowej wspólnoty, która podobnie jak trzeci sługa stała się pasywna, zachowawcza i zalękniona w wierze. Ów sługa nie uczynił nic złego, nie roztrwonił, nie przepił, ani nie przehulał otrzymanego kapitału. Zakopał go głęboko w ziemi, aby oddać dokładnie tyle, ile otrzymał. Za co więc został potępiony? Za minimalizm, wyrachowanie i gnuśność. Za to, że z kapitału, który ma moc ładunku wybuchowego uczynił martwy depozyt. Przypowieść o talentach mobilizuje nas do zastanowienia nad stylem przeżywania wiary. Kogo bardziej przypominamy: zakompleksionego i sparaliżowanego strachem trzeciego sługę, przejętego jedynie tym, aby „być w porządku”, czy kreatywnego i pełnego entuzjazmu pierwszego sługę, który rozumie, że spotkało go wielkie szczęście, bo kapitał, który otrzymał daje niesamowite możliwości. Przypowieść każe nam zapytać siebie, czy kreatywność, pasja, zaangażowanie towarzyszą naszej wierze, tak jak towarzyszą codziennej pracy, zdobywaniu pieniędzy, czy robieniu kariery? Bóg zaryzykował i dał nam talent wiary. Otwórzmy oczy i zobaczmy, jak wielki potencjał w nas drzemie. Zaryzykujmy i my i zróbmy dobry interes!

Kryterium sądu - miłosierdzie
Mateuszową wersję mowy eschatologicznej zamyka przypowieść o sądzie ostatecznym (Mt 25, 31 - 46). Intencją przypowieści nie jest jednak nakreślenie scenariusza tego wydarzenia, ale ukazanie kryteriów, które będą podstawą sądzenia każdego człowieka. To miłość względem bliźnich, wyrażająca się w konkretnych uczynkach miłosierdzia (kubek wody i chleb podany głodnym, współczucie okazane cierpiącym, schronienie udzielone potrzebującym) stanowi miarę oceny postępowania człowieka. Rozdzielenie błogosławionych od przeklętych, które dokona się w momencie sądu na podstawie spełnionych, bądź zaniechanych uczynków miłości, uświadamia nam, iż  to dziś decydujemy o życiu wiecznym w bliskości albo oddaleniu od Boga. Przypowieść o sądzie, umieszczona  jako punkt kulminacyjny i zwieńczenie długiej mowy o czasach ostatecznych podpowiada, jak należy przeżywać czas obecnego oczekiwania. Nie wiemy, kiedy Jezus przyjdzie po raz ostatni. Wiemy natomiast z całą pewnością, że przychodzi do nas dzisiaj w swoich cierpiących i potrzebujących braciach i siostrach.


ks. Piotr Bałoniak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!