TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 03 Marca 2021, 08:50
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Prymasi Orędzie do biskupów niemieckich (II)

Prymasi Orędzie do biskupów niemieckich (II)

Po ogłoszeniu Orędzia wielu Polaków nie chciało zaakceptować zawartej w nim prośby o przebaczenie. Z kolei Episkopat Niemiec zareagował chłodno, a wręcz nie zamierzał za nic przepraszać ani niczego przebaczać.

Wrogie nastawienie rządzących w Polsce komunistów to jedno, drugi cios nadszedł ze strony adresatów listu. Biskupi niemieccy w odróżnieniu od polskich, którzy nie mieli za sobą suwerennego rządu własnego państwa, odpowiedź skonsultowali z rodzimym MSZ. Wpływ polityków liczących się z opinią milionów niezadowolonych z wojennych rozstrzygnięć Niemców na stanowisko biskupów był widoczny.


Niespodziewany niemiecki chłód
Odpowiedź była sformułowana pośpiesznie, w duchu dyplomatyczna i nad wyraz chłodna. Biskupi zza Odry podejmowali z szacunkiem dłonie Polaków, ale nie zamierzali za nic przepraszać ani niczego przebaczać. Zaprzeczyli istnieniu ducha odwetu i agresywnych zamiarów po stronie swych rodaków, podkreślili natomiast prawa ,,wypędzonych” do ,,rodzinnych stron”. Nie zdobyli się na uznanie granicy z Polską na Odrze i Nysie i praw Polaków do ziem zachodnich. Nawet entuzjasta polsko-niemieckiego pojednania abp Kominek musiał być zmrożony tego rodzaju enuncjacją, nie mówiąc o Prymasie Wyszyńskim, który mocno rozczarowany jeszcze bardziej zraził się do Niemców.
Wziąwszy pod uwagę, że list Polaków był długo konsultowany ze stroną niemiecką i nie zawierał niczego, co nie byłoby wspólnie uzgodnione, Prymas Polski mógł liczyć na przyjazną reakcję zachodnich braci w biskupstwie. Nie doczekał się jej. Niemieckiej wolty nie da się wytłumaczyć i nazwać inaczej jak nielojalnością i złamaniem porozumień ze stroną polską. Niestety, potwierdziło się, że nawet na gruncie kościelnym trudno jest okazywać zaufanie Niemcom i liczyć na wzajemność w konstruktywnych kontaktach. Prymas Polski w przyszłości nie wahał się wypominać niemieckim konfratrom wiarołomność zademonstrowaną w związku z Orędziem. Swoją drogą, na widoczną w polsko-niemieckich relacjach asymetrię także w dziedzinie, o której mowa, wskazuje fakt, że list biskupów polskich był rzetelnie i drobiazgowo konsultowany z Niemcami (a i tak nie zapobiegło to niemiłej odpowiedzi i innym nieprzyjemnym reperkusjom), natomiast Niemcy swój dokument układali sami (między innymi z tego względu był on tak surowy). Powstało wskutek tego wrażenie, że inicjatywa i zabiegi strony polskiej nie spotykają się z wzajemnością, że pozycje uczestników dialogu nie są równe i równoważne, że Polakom zależy bardziej, Niemcom zaś niekoniecznie i z wieloma zastrzeżeniami. Pomijając czysto duchową wymowę wymiany listów, trudno oprzeć się obserwacji, że w przebiegu tej operacji po stronie polskiej zabrakło dyplomatycznego profesjonalizmu.
Poza tym wreszcie, nie da się nie zauważyć obecności w postawie strony niemieckiej swoistej hipokryzji i podwójnych standardów. Biskupi niemieccy uchylili się przed zajęciem stanowiska w sprawie granic, motywując to niechęcią do wikłania się w politykę, podczas gdy ich przesłanie zarówno co do motywów jak i treści, w istocie w całości było polityczne. Ściśle polityczna była nawet metoda jego tworzenia, bo przecież w fazie powstawania uzgadniano je z niemieckim resortem spraw zagranicznych. Polityczną perspektywę i zaangażowanie zwykło się przypisywać Prymasowi Polski, tymczasem to polskie Orędzie w porównaniu z niemieckim było aktem niemalże czysto religijnym, odwołującym się do ducha chrześcijańskiego, postulującym bezwarunkowe właściwie wzajemne przebaczenie, którego nie można zrozumieć i zaakceptować bez obecności krzyża.


Jako biskup domagam się szacunku
W Polsce kard. Wyszyński z całym spokojem i godnością postanowił wziąć na siebie odpowiedzialność za przekaz i losy Orędzia. Oznaczało to nie tylko obronę sensu i wymowy dokumentu, ale i stawienie czoła zaciekłym atakom na własną osobę. Przede wszystkim Prymas Polski odpierał zarzut wtrącania się biskupów do uprawnień zastrzeżonych dla rządu. Mówił, że biskupi i kapłani też należą do narodu, mają więc prawo i obowiązek wypowiadać się w sprawach ojczystych. Pasterze Kościoła nie przykładali ręki do uszczuplania terytorium Ojczyzny i nie handlowali jej ziemiami. Pisząc Orędzie zwracali się jako biskupi do biskupów. Nie zajmowali pozycji ministrów i nie szukali takowych po drugiej stronie. Co do własnej osoby Prymas wyrażał przekonanie, że na to, co przeżył po powrocie do Polski z Soboru Watykańskiego II,
na ostrą kampanię dyskredytacji, sobie nie zasłużył. Jednocześnie ,,wszystkim swoim oszczercom”, jak mówił, w imię Boże przebaczał, i spodziewał się, że ,,ktoś mocniejszy”, sam Bóg, upomni się o swojego oczernianego sługę.
Prymas nie mógł nawet liczyć na pełną lojalność nominalnie katolickiego koła poselskiego ,,Znak”. W przeddzień debaty sejmowej poświęconej Orędziu przyjął przedstawicieli ,,Znaku” Jerzego Zawieyskiego i Stanisława Stommę. Ten drugi poprosił o tekst listu, Prymas spodziewając się manipulacji odmówił. Oświadczył, że w aktualnej sytuacji, jaką mu zgotowano, liczy się nawet z aresztowaniem. Gdy Stomma próbował mu perswadować: ,,Eminencja mówi takie rzeczy tragiczne i patetyczne”, Kardynał oburzył się: ,,Ja sobie wypraszam, mówię prawdę, a nie uprawiam patosu. Pan może w ten sposób wyrażać się do artystek, a nie do swego biskupa, którym jestem. Jako biskup domagam się szacunku, tymczasem pan każdym wystąpieniem daje mi policzek”.


Wychowawca od przebaczenia
Wielkość Prymasa Polski polegała jednak również na tym, iż rozumiał, że Polacy w obliczu Orędzia autentycznie mogą być rozżaleni. Naród ofiar, czy może raczej jego kościelni reprezentanci, wbrew własnym zamierzeniom, zostali ustawieni w sytuacji petenta względem sprawców. Niemcom przebaczono i zwrócono się do nich o przebaczenie, a ci odwrócili się tyłem. Czy to nie oni powinni prosić, czy nie powinni pierwsi przynajmniej się odezwać?
Przy całej wzniosłości, a nawet heroizmie gestu wyciągnięcia ręki w stronę narodu winowajców (bo to on, czyli naród niemiecki znajdował się w tle biskupów jako ostateczny adresat woli dialogu), nie należało przechodzić do porządku nad tego rodzaju argumentacją. W Niemczech Zachodnich (RFN - jak wówczas nazywano to państwo) kompletnie lekceważono Polaków i okazywano pogardę Polsce Ludowej. Nawet w inicjatywie polskich biskupów z 1965 roku dopatrywano się machinacji komunistów, którzy usiłowali jakoby za ich pośrednictwem wyłudzić od rządu bońskiego zgodę na polską granicę zachodnią. Prymas Polski to pojmował i podzielał też przeświadczenie, że w pracy nad Orędziem zapomniano po prostu o milionach wiernych polskich katolików. Powiedział w rozmowie z bp. Bronisławem Dąbrowskim: ,,Tak, to był błąd. My byliśmy tak zajęci soborem i samą koncepcją listu, że nie pomyśleliśmy o tym, żeby przygotować duszpastersko ludzi do jego odbioru. Był to nasz błąd”. Ta wypowiedź Ks. Kardynała potwierdzała realizm spojrzenia męża stanu, osoby, którą cechuje zdolność korygowania przyjętych priorytetów, wydobywania wniosków z przebytych doświadczeń. Wielu nazywało to elastycznością Prymasa Polski, jego cennym i cenionym zmysłem politycznym. Zapewne liczyło się również to, ale za jeszcze bardziej istotną należy uważać umiejętność bycia pokornym, którą Ks. Prymas niewątpliwie się odznaczał.
Na początku 1966 roku Episkopat Polski pod jego przewodnictwem zaczął nadrabiać zaniedbania w duszpasterskim kształtowaniu recepcji Orędzia. W liście do wiernych z 10 lutego biskupi pisali: ,,Czy naród polski ma prawo do tego, by prosić swych sąsiadów o wybaczenie? Zapewne nie!”. Nie mniej wymagania, jakie biskupi stawiali rodakom dalej były wysokie: nawet gdyby tylko jeden Polak w ciągu historii popełnił czyn niegodny, dawałoby to powód do składania przeprosin. Ostatecznie w zmaganiach o akceptację duchowego sensu Orędzia Ks. Prymas odniósł w roku milenijnym zwycięstwo. Podczas centralnej uroczystości na Jasnej Górze 3 maja w obliczu rzesz uczestników powtórzył z mocą: ,,Przebaczamy”. Odpowiedziano mu z równym zdecydowaniem: ,,Przebaczamy”. W ten sposób Prymas Tysiąclecia wbrew wszystkiemu, wszelkim zawodom i rozgoryczeniu, a nawet potknięciom we własnych szeregach, pociągał innych, dalej wychowywał, wiódł naród za sobą – do wielkości.

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!