TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 22:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Prymas w Komańczy

Prymas w Komańczy

Czas w bieszczadzkiej Komańczy był dla Prymasa Polski bardzo pracowity. Siostry nazaretanki w swoich zapiskach wspominają, że kard. Wyszyński nie raz pracował do późnej nocy. Odpowiadał na listy, dbał o duchowy rozwój i dużo się modlił. Nigdy nie zapominał o codziennym spacerze.

Kiedy podejmowaliśmy decyzję o przygotowaniu wakacyjnego cyklu artykułów poświęconych Prymasowi Tysiąclecia i miejscom z nim związanych, które warto odwiedzić, natychmiast podjąłem się wyjazdu do Komańczy. Z jednej strony dlatego, że to miejsce od Kalisza najdalsze, a ja jestem jedynym mężczyzną w redakcji, z drugiej ponieważ kocham Bieszczady, a już ze dwie dekady nie udało mi się tam powrócić. Jest jeszcze i trzecia strona. Kiedy w naszej diecezji miało miejsce nawiedzenie kopii Jasnogórskiej Ikony kilku proboszczów poprosiło mnie, abym poprowadził parafialne misje przed nawiedzeniem. Zaproponowałem wówczas, obok modlitw i konferencji również projekcję filmu „Prymas w Komańczy” i za każdym razem oglądałem go wraz z wiernymi z wielkim zainteresowaniem i coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że to jest bardzo ważne miejsce dla historii naszego narodu i po prostu chciałem tam być.

Cały rok w jeden dzień

Ksiądz Prymas spędził w Komańczy dokładnie cały rok od 29 października 1955 do 28 października 1956 roku. Ja oczywiście nie mógłbym zatrzymać się tam aż tak długo (a szkoda) i początkowo miałem plany na choćby kilkudniowy wyjazd, ale proza życia sprowadza na ziemię niezwykle skutecznie. Lipiec zleciał bardzo szybko i okazało się, że na opracowanie tekstu mam maksymalnie kilka dni, a na pobyt w Komańczy zaledwie jeden. Trzeba powiedzieć, że droga z naszych stron w Bieszczady w dalszym ciągu jest poważnym wyzwaniem i trzeba się nastawić na przynajmniej sześć, siedem godzin jazdy samochodem, wykorzystując odcinki autostrad i dróg ekspresowych. Najciekawszy jest oczywiście ostatni etap podróży, kiedy teren staje się coraz bardziej pofałdowany, a widoki nabierają sielskiego, górskiego charakteru. Ponieważ wyjechałem popołudniu, wieczór zastaje mnie jeszcze w drodze, więc szukam miejsca na nocleg, aby ostatnie kilkadziesiąt kilometrów pokonać już następnego dnia. Dzień ten okazuje się bardzo przyjemny i słoneczny od samego rana, niestety, jest to klasyczna bieszczadzka „podpucha”, bo jak się okaże, aż siedem razy spadnie deszcz, co bywalców Bieszczad na pewno nie zdziwi. Kiedy docieram do Komańczy, najpierw robię samochodem rundkę po niewielkiej miejscowości. Zwracam uwagę na okazałą cerkiew grekokatolicką przy głównej drodze, następnie na znajdującą się nieco na uboczu, ale za to na wzniesieniu, piękną z zewnątrz cerkiew prawosławną i wreszcie niewielki, usytuowany przy głównej drodze, zadbany malutki kościół rzymskokatolicki. Już ten pierwszy kontakt pozwala zrozumieć, że znajdujemy się na ziemiach, gdzie te wyznania ze sobą współegzystują, no i gdzie katolicy nie są wyznaniem dominującym. Ale, co szczególnie dla nas miłe, kościół i parafia w Komańczy są pod wezwaniem Świętego Józefa.

Dopiero druga runda objazdu Komańczy sprawia, że znajduję tablice informacyjne, które prowadzą do klasztoru Sióstr Nazaretanek. Akurat natrafiam na drugą tego dnia falę deszczu, więc parkuję samochód na parkingu i w pośpiechu przechodzę słynną dróżkę Prymasa, z nastawieniem, że przyjrzę się jej uważniej, kiedy przestanie padać i wychodzę na zbocze, na którym usytuowany jest klasztor. Rzeczywiście prezentuje się pięknie również dzisiaj. 

Historia klasztoru w Komańczy

Warto w tym miejscu przypomnieć historię tego domu, który powstał w latach 30. XX wieku. Już we wrześniu 1927 roku Biskup Przemyski Anatol Nowak zaproponował Matce Generalnej Nazaretanek siostrze Marii Laurecie Lubowidzkiej otworzenie domu w jego diecezji. Wybrano leśną działkę na wzgórzu Bircza i 1 maja 1928 roku pięć sióstr zamieszkało w wynajętym nieopodal domu. Pieczę nad pracami przy jego powstaniu sprawowała wspomniana Siostra Generalna. Siostry wykonując swoją codzienną służbę były świadkami narodzin klasztoru - od budowy drogi poprzez leśne ostępy do polanki, po poświęcenie budynku 12 sierpnia 1931 roku. Budynek musiał robić wówczas niesamowite wrażenie ze względu na swoje piękne umiejscowienie, a także szwajcarski styl konstrukcji w przeważającej części drewnianej. Informację o powstaniu domu, jego poświęceniu, a także możliwości korzystania z niego zamieszczono w Piśmie Diecezjalnym „Kronika Diecezji Przemyskiej” zeszyt 1 styczeń 1932 (pisownia oryginalna):  „Podajemy do wiadomości Wielebnemu Duchowieństwu, że Zgromadzenie SS. Nazaretanek, - którego główny Dom istnieje w Rzymie (Via Macchiavelli 18), a którego Założycielki Polki, Sługi Bożej Marii Franciszki Siedliskiej proces beatyfikacyjny już został wszczęty, - założyło za Naszem pozwoleniem Dom swój z półpubliczną Kaplicą pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Komańczy, w dekanacie Sanockim, który poświeciliśmy dna 12 sierpnia 1931 r.
Połowa Domu tego, klauzurą zakonną objęta, stanowi mieszkanie SS. Nazaretanek, które tutaj z różnych Domów swoich przyjeżdżają dla ratowania zdrowia, szczególnie w niedomaganiach płucnych, a druga połowa jest przeznaczoną dla Osób do Zgromadzenia nie należących, któreby chciały korzystać ze świeżego, górskiego powietrza tej miejscowości. Dom ten leży w pobliżu lasu na górze 520 metrów nad powierzchnią morza, w nader uroczej i zdrowej okolicy, blisko stacji kolejowej; zaopatrzony jest w kaloryfery ogrzewane wodą i w światło elektryczne. Koszt całodziennego utrzymania z mieszkaniem wynosi 8 złp. dziennie. Stacja kolejowa, poczta i telegraf, są w miejscu, tudzież telefon, z którego korzystać można w samym Domu klasztornym. Chcący zamówić pokój, zwrócić się winni do Siostry Przełożonej pod adresem: Klasztor SS. Nazaretanek w Komańczy, przez Nowy Zagórz”. Do wybuchu wojny
we wrześniu 1939 roku działalność sióstr była podobna do tej z okresu przed wybudowaniem klasztoru - niesienie pomocy, w szczególności lekarskiej, chorym i ubogim. Jakkolwiek miało to być miejsce kuracji dla sióstr i wychowanków szkół prowadzonych przez siostry, których trapiły dolegliwości płucne, to jednak specyficzne trudne czasy uwypukliły inne aspekty działalności sióstr. Już we wrześniu 1939 roku hitlerowcy przesiedlili tu kilka rodzin z Poznania i sami zaczęli tam kwaterować, co znacznie uszczupliło miejsce dla sióstr. Obecność okupanta powodowała stałe zagrożenie dla mieszkanek klasztoru, które jednak nie bacząc na niebezpieczeństwa, kontaktowały uciekinierów za granicę z kurierami, dawały kryjówkę poszukiwanym kapłanom i osobom pochodzenia żydowskiego, pomagały w ucieczce więźniom tymczasowo przebywającym w klasztorze. Jak czytamy w kronikach klasztornych, „lata 1944 - 1948 - to czas łun w Bieszczadach i grasujących band UPA, siejących wokół strach i spustoszenie. Płonęło wszystko, co polskie… I pod klasztor nocami kilkakrotnie podchodzono z zapalonymi żagwiami. Siostry - udzielające nadal pomocy lekarskiej i charytatywnej potrzebującym - okazały wówczas niezwykły hart ducha i męstwo. Boża Opatrzność ustrzegła… Pomimo wielkich niebezpieczeństw, klasztor ocalał. Z Bożej woli, w przyszłości miał stać się „błogosławioną przystanią” dla wielu. Lata powojenne - to czas zmagań z reżimem komunistycznym i czas mrówczej, codziennej pracy. Z uwagi na trudne warunki siostry musiały imać się różnych zajęć, by utrzymać klasztor: pracowały w szkółkach leśnych, prały bieliznę robotnikom leśnym i pracownikom hotelu robotniczego, którzy budowali bieszczadzkie drogi. Po zniszczeniu kościoła parafialnego na skutek działań wojennych - jego rolę przejęła klasztorna kaplica, która stała się świadkiem najważniejszych wydarzeń religijnych Komańczy. Tu odbywały się nabożeństwa, tu Ksiądz Proboszcz chrzcił dzieci, udzielał ślubu nowożeńcom; stąd wyruszały procesje świąteczne, stąd wyprowadzano zmarłych na cmentarz”.

Czas wypełniony pracą

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że Ksiądz Prymas był świetnie przyjęty przez Siostry Nazaretanki, ponieważ sam osobiście mogłem doświadczyć ich niesamowitej gościnności. Chociaż się nie zapowiedziałem, chociaż nie miałem na sobie stroju duchownego, to kiedy tylko wszedłem do klasztoru natychmiast „przejęły” mnie siostry. Kiedy powiedziałem, że jestem księdzem siostra przełożona popatrzyła na mnie podejrzliwie.

- Czy siostra mi nie wierzy? - zapytałem.

- Wierzę, tylko wygląda mi ksiądz na głodnego. Zje ksiądz obiad z naszymi gośćmi? Miejsce się znajdzie, a jedzenia wystarczy - powiedziała z uśmiechem, a ja nie mogłem takiej gościny nie przyjąć. Jak się okazało była moja ulubiona zupa ogórkowa, a na drugie, uwaga, uwaga, pyszna lasagna! Po obiedzie spaceruję po korytarzu, na którym znajduje się bogata wystawa fotograficzna, nawiedzam kaplicę pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus ze słynnym chórkiem prymasowskim, a także izbę pamięci, którą siostry przygotowały na parterze, choć Ksiądz Prymas mieszkał na pierwszym piętrze. Powoli zanurzam się w przeszłość.  

25 października 1955 roku około godziny 8 rano przyjechali do Komańczy przedstawiciele Komitetu Centralnego z Warszawy i oznajmili, że za parę godzin zostanie tam przywieziony Ksiądz Prymas, ponieważ poprzednie miejsce jego pobytu nie sprzyja jego zdrowiu i na prośbę Episkopatu przenoszą go do domu nazaretanek. Siostry musiały natychmiast wyprosić z domu wszystkich świeckich, w tym ekipę filmową, która kręciła film o generale Świerczewskim „Błękitny krzyż” i błyskawicznie przygotować miejsce dla gościa, którego nigdy by się nie spodziewały. O godzinie 15.30 rozległo się gwałtowne dzwonienie do furty, a później podniesiony głos szofera: „Dostojnik jest!”

Tak czytamy we wspomnieniach siostry Stanisławy Niemeczek: „Matka Przełożona zaprowadziła Księdza Prymasa do przygotowanego pokoju. Było to ubogie pomieszczenie, chociaż największe z tych, jakimi dysponował dom. Od czasu II wojny światowej nie było w domu światła elektrycznego, nie było dostatecznej ilości węgla na ogrzewanie, ani odpowiednich mebli, ani nowszych pozycji książkowych. Nie było radia ani telefonu. Nie miała też Komańcza - jako miejscowość - ośrodka zdrowia, apteki ani pomocy lekarskiej - oprócz naszej siostry infirmerki i zakonnej apteczki domowej. Postanowiłyśmy jednak służyć tym, co będzie w naszej mocy. Bardzo szybko okazało się, jak niewymagający jest Ksiądz Prymas i jak wewnętrznie wolny od wszelkich zbędnych potrzeb osobistych”. 

Zapewne dom nazaretanek z przebywającym w nim Prymasem stałby się szybko miejscem licznych pielgrzymek, gdyby nie fakt, który zaistniał kilkanaście dni po przywiezieniu go. Otóż władze państwowe włączyły Komańczę w pas graniczny, w pobliżu domu ustanowiły jednostkę WOP i odtąd nie można było zbliżyć się do klasztoru bez specjalnych zezwoleń komendy milicji. Pozwolenie otrzymali jedynie księża biskupi i rodzina. Jako jedni z pierwszych odwiedzili Księdza Prymasa bp Michał Klepacz i bp Zygmunt Choromański, którzy przywieźli ze sobą Stanisława Wyszyńskiego - ojca Prymasa. To właśnie wtedy siostry były świadkami niezwykłego przywitania: ojciec uklęknął przed swoim synem - dostojnikiem Kościoła, a syn również uklęknąwszy całował ręce swojego ojca. Powróćmy ponownie do wspomnień siostry Stanisławy Niemeczek: „Czas pobytu Księdza Prymasa w naszym domu wypełniony był pracą, tak, jak to było w poprzednich miejscach pobytu. Odpowiadał na korespondencję, czytał, pisał czteroczęściowe rozważania liturgiczne na tle Roku Kościelnego, opracowywał List do neoprezbiterów, który przybrał wymiary książkowe, czynił zapiski więzienne, prowadził życie duchowe. Wewnętrzne zdyscyplinowanie Księdza Prymasa i wierność ustalonemu porządkowi dnia, nie pozwalała mu na zmarnowanie bodaj jednej minuty czasu. Każda chwila była służbą Kościołowi i Polsce. Bywało, że długo w noc paliło się światło w jego narożnym pokoju. Gdy cały dom pogrążał się już w ciszy i milczeniu, Ksiądz Prymas jeszcze pracował, modlił się i czuwał (…). Ustalony przez Księdza Prymasa porządek dnia przewidywał także codzienny spacer. Było to przejawem jego ogromnej potrzeby przestrzeni i ruchu”.

Spacerując po prymasowskich dróżkach

Kiedy deszcz przestał padać mogłem spokojnie powrócić na tzw. dróżkę Prymasa Tysiąclecia. Prowadzi ona od nasypu kolejowego do klasztoru i nie jest długa. Z całą pewnością codzienne spacery Prymasa nie ograniczały się tylko do tego miejsca. Niemniej warto przejść tych kilkaset metrów w skupieniu, czemu sprzyjają specjalne kamienne tablice, jest ich piętnaście, na których widnieją fragmenty Ślubów Jasnogórskich, które właśnie w Komańczy powstały. Zwieńczeniem dróżki jest kamienno-porcelitowy pomnik przedstawiający Prymasa - Wędrowca, zawierzającego naród Bożej Rodzicielce w częstochowskiej ikonie (wyk. Magdalena Rokosa z Blachowni k/Częstochowy): „W Twoje dłonie Bogurodzico składamy naszą przeszłość i przyszłość, całe nasze życie narodowe i społeczne (…). Prowadź nas (…) do Ojczyzny Niebieskiej. Amen. + Stefan kard. Wyszyński, Prymas Polski”. Poświęcenie pomnika miało miejsce 28 października 2006 roku, w 50. rocznicę uwolnienia Prymasa i jego powrotu do Warszawy podczas uroczystej Eucharystii, której przewodniczył kard. Józef Glemp, Prymas Polski. Idąc dalej w kierunku klasztoru mijamy jeszcze Świętą Rodzinę, a przed budynkiem znajduje się pomnik Prymasa Tysiąclecia. Został on wykonany w kamieniu szydłowieckim przez prof. Andrzeja Kossa z Warszawy. Na podstawie pomnika wyryta jest łacińska sentencja SOLI DEO. W pełnej formie brzmi Soli Deo honor et gloria (Samemu Bogu cześć i chwała) i pochodzi
z 1 Listu św. Pawła do Tymoteusza. Cytat ten wybrał Stefan Wyszyński jako swoje zawołanie dodając słowo „Maryja”: Soli Deo per Mariam - „Samemu Bogu przez Maryję”. Odsłonięcia tego pomnika dokonał 21 września 1986 roku kard. Józef Glemp.

Jednak najbardziej urokliwym miejscem, które Ksiądz Prymas odwiedzał jest polanka, na której znajduje się figurka Matki Bożej Leśnej. Ma ona piękną historię, która zawiera kilka etapów. Najpierw w latach 20. ub. stulecia prowadzono tu wycinkę lasu i wspomina się drwala z dalekiej Huculszczyzny, który nocował w szałasie skleconym z jodłowych gałęzi. Pewnej nocy przyśniła mu się Piękna Pani, zstępująca ku niemu łagodnie, która wypełniła jego serce miłością i pokojem. Kolejny epizod ma miejsce latem - to już lata 30. Wędrującego po tym wzgórzu kuracjusza z pobliskiego Sanatorium PKP ukąsiła żmija. Noga puchła, a najbliższy punkt ambulatoryjny był w Sanoku - ok. 30 km. Znikąd pomocy. Nagle stanęła mu w oczach Pani w bieli z zasłyszanego kiedyś opowiadania i ją poprosił o ratunek. Poczuł się ogarnięty jej pokojem i dobrocią, opuchlizna zeszła z nogi. I pozostał tylko maleńki ślad po ukąszeniu. Pełen wdzięczności postawił na tym miejscu na niewysokim cokole figurę Niepokalanej, dziękując jej za ocalenie.
I trzeci epizod: w czasie II wojny światowej Niemcy przebywający w klasztorze przechwycili znacznej rangi akowca, starającego przedostać się na Węgry. Groziło mu rozstrzelanie. Przebywająca w klasztorze s. Bernadetta zdołała uprosić, by pozwolono nakarmić więźnia. Ze względu na to, iż był to wieczór sylwestrowy i przygotowane już było noworoczne świętowanie (a żaden z Niemców nie odważył się rozstrzelać więźnia na oczach sióstr), odłożono egzekucję na dzień następny. Więzień – z kajdankami na rękach i nogach – pozostał wśród ucztujących apotem zdołał się wydostać na zewnątrz. Z ogromnym wysiłkiem doczołgał się do figury Matki Bożej. Zdezorientowani przeciwnicy przez kilka dni poszukiwali go; psy gończe do figurki biegły za śladem i węchem i tam traciły trop. Ktoś ukrył dalszy ślad. Po kilku miesiącach siostry otrzymały kartkę z Węgier: Żyję! Dziękuję Siostrom za wieczerzę! Po zakończeniu wojny uratowany powrócił na to miejsce, by podziękować Matce Najświętszej za ratunek, odnowił figurę Niepokalanej i umieścił na wyższym cokole. 

To tę figurkę z różańcem w ręku odwiedzał często Prymas Tysiąclecia. 

Koniec internowania i powrót do Warszawy

Podczas pobytu Prymasa w Komańczy działy się w Polsce istotne rzeczy, a siostry mogły przeżywać je razem ze swoim gościem. I tak na przykład 13 marca 1956 roku Prymas powiedział: „Uwierzycie mi czy nie, ale miałem dzisiaj sen. Śnił mi się prezydent Bierut. A właśnie w tym dniu rano radio podało wiadomość o śmierci Prezydenta w nocy. (..) Wiele modliłem się za Prezydenta i dziś mi się przyśnił. Widocznie potrzebuje pomocy. Dlatego też przez najbliższe trzy dni nie będziemy wychodzić z domu. Będziemy pokutować. Niech Bóg okaże mu miłosierdzie”. 

Innym znamiennym wydarzeniem był oczywiście dzień 26 sierpnia 1956 roku, kiedy na Jasnej Górze odnowiono Śluby Narodu. Prymasa tam nie było, ale to właśnie w Komańczy został napisany w całości tekst Ślubów i Program Wielkiej Nowenny. Nadchodził październik, a to był z reguły miesiąc, w którym przenoszona Księdza Prymasa w inne miejsce odosobnienia. Rzeczywiście 26 października przyjechali przedstawiciele władz: Zenon Kliszko i Władysław Bieńkowski. Tak wspomina s. Stanisława Nemeczek:
„Gdy oznajmiłyśmy Księdzu Prymasowi ich przybycie, powiedział ze spokojem:

- Trzy lata na nich czekałem, niech teraz poczekają na mnie. I poszedł na chórek do kaplicy. Gdy po długiej modlitwie zszedł do rozmównicy, nam w dalszym ciągu polecił się modlić. Rozmowa z przedstawicielami władz trwała blisko dwie godziny. Na nasze pytanie, czy nie grozi mu nic złego, odpowiedział:

- Przyjechali prosić, bym zechciał wrócić do Warszawy. Sytuacja bowiem jest groźna. Tylko mój powrót może sytuację uratować.

- Pojedzie Ojciec? - spytałyśmy z troską.

- Moim obowiązkiem jest wracać”.

Nim zdecydował o powrocie przedłożył warunki dotyczące decyzji w sprawie obsadzania stanowisk kościelnych, powrotu biskupów na ich stanowiska, kontroli seminariów przez władze kościelne, prawa do swobodnej katechizacji młodzieży i prawa do prasy katolickiej. Zostały one zaakceptowane. Prymas powrócił do Warszawy 28 października 1956 roku w uroczystość Chrystusa Króla. Niemal natychmiast przestały w Komańczy obowiązywać zakazy władz i wycofano jednostkę WOP, a szlaban wylądował w rowie. 

Miesiąc później przyszedł do Komańczy list: „Z samotni leśnej wypadłem na środek ulicy stołecznej, przez którą krzyżują się wszystkie sprawy ludzkie, pełne bólu i męki. Wszystkie one, na swój sposób każda, ocierają się o mnie; potrzeba mi wiele siły, światła, cierpliwości i spokoju, by im zaradzać. Módlcie się za mnie, bym podołał swoim obowiązkom. Staram się być równie zebrany w spokoju wewnętrznym, jak w Komańczy. Ale to nie jest takie łatwe, jak wśród was. Zachowuję wdzięcznym sercem wszystko, czego doznałem w Domu Świętej Teresy... Przesyłam nieco fotografii, jako wyraz łączności ze mną i całym sercem błogosławię. Oddany i wdzięczny + Stefan Kardynał”.

Również ja z wdzięcznością opuszczam gościnne progi sióstr Nazaretanek. Na koniec jeszcze mam dłuższą rozmowę z siostrą Mironą, która obiecuje, że będzie się za mnie imiennie modlić każdego dnia. To ważne, pewnie nie ocieram się o tysiące spraw, które ocierały się o Prymasa Wyszyńskiego, ale modlitwy potrzebuję, jak każdy kapłan. Prymas powrócił do Komańczy jeszcze trzy razy. Też bym chciał.

Tekst i zdjęcia ks. Andrzej Antoni Klimek

 

 

Matce Bożej Leśnej

Pani w zieleni jodeł stojąca
jak biały obłok ciszy
bądź pozdrowiona!

Tyś od pożaru strzegła ścian klasztoru
modlitwą sióstr z troską go osłaniając
znasz brzęki łańcucha młodego akowca
co śladem krwi poszedł ku wolności

I słów Prymasa słuchałaś z czułością
wiodąc Go prosto aż do bram nadziei
Kapłan Męczennik stanął tu w zadumie
na czas swej śmierci szukając pomocy

Tu przybywają białych sióstr szeregi
by Ci swą młodość ochotnie darować

Lilio bez skazy
Żywiczna Pochodnio Miłości
i w zwątpień ciemnej nocy

Niepokalana Strażniczko w Komańczy
Konwalio Leśna pożarem złotych liści
otulona wśród gwiazd powodzi
Ściel nam trudną drogę czeremchy kwiatem

Gwiazdo Przewodnia do Portu Wieczności
Bądź błogosławiona…

Ciszą się kładzie czas w Komańczy
przetykany modlitwą
zapachem ziół i graniem świerszczy

Lecz nad wszystkim góruje
Postać Pielgrzyma z laską w dłoni
który idzie poprzez Polską Ziemię
budząc nas znów na Zmartwychwstanie.

ks. Zbigniew Czuchra MS

Ważne informacje

Izbę Pamięci Prymasa Polski Stefana kard. Wyszyńskiego można zwiedzać codziennie w godzinach:
8.30 - 12.00  i  14.00 - 17.00.
Zorganizowane grupy prosimy zgłosić wcześniej. Tel.: 13 467 70 56.
W poniedziałki Izba Pamięci zamknięta dla zwiedzających.
Msze św. w klasztornej kaplicy odbywają się: 
w tygodniu - o godz. 7.00, w środy o godz. 17.30; w niedziele i święta o 8.00 i 17.30.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!