TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Czerwca 2020, 21:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Proszę się zająć symbolizowaniem

Proszę się zająć symbolizowaniem

Od kiedy kilkanaście lat temu na zajęciach z komunikacji społecznej usłyszałem od profesora, że telewizja bynajmniej nie jest po to, aby informować i zabawiać swoich widzów, jak mi się wcześniej wydawało, ale służy do „sprzedawania” nas, czyli publiczności (czytaj słupków oglądalności) nabywcom czasu reklamowego, zupełnie straciłem jakiekolwiek zainteresowanie reklamami. Niestety nie da się całkowicie od nich uwolnić, więc czasami coś mi „wpadnie” w oko, a nawet wywoła mój uśmiech, by nie powiedzieć zachwyt.
Ostatnio taki właśnie uśmiech wywołała u mnie reklama wedlowskiego „Ptasiego Mleczka”. Żeby było jasne, ten artykuł nie zawiera lokowania produktu, nikt mi za przywołanie tej reklamy nie zapłaci, a osobiście nigdy za „Ptasim Mleczkiem” nie przepadałem, ale filmik reklamowy z gadającą zebrą jest przesympatyczny. Właśnie się zorientowałem, że jest ich cała seria, więc pokrótce opiszę, o który mi chodzi. Oto zebra z chłopcem na grzbiecie majestatycznie przechadza się przez fabrykę, w której na taśmie produkcyjnej przesuwają się rzeczone praliny, a pewna pracownica z rozkoszą i bez pośpiechu degustuje czekoladki sprawdzając, jak nam tłumaczy gadająca zebra, czy czekolada we właściwy sposób przylega do znajdującego się w środku kremu. Zebra widzi jednak, że pani czyni to zbyt wolno i nieco za bardzo delektuje się swoją czynnością, więc udziela jej reprymendy i zaleca, żeby jednak trochę się pospieszyła, tłumacząc jednocześnie, że ona zebra, jako zasłużony symbol firmy ma prawo się tego domagać. I wówczas pada świetna riposta owej pracownicy, która nie ma najmniejszego zamiaru dostosować się do rady i ze swej strony zachęca zebrę, aby ta nie wtrącała się w jej pracę i, skoro jest symbolem, zajęła się „symbolizowaniem”.
Od tej zachęty pójdziemy dalej, ponieważ nie reklamami chciałem się dzisiaj zająć, a raczej różnymi przypadkami osób i grup obecnych w naszej przestrzeni publicznej, a co za tym idzie również medialnej (chociaż tak naprawdę to tutaj też trzeba się zastanowić, czy rzeczywiście pewne osoby najpierw zaczynają funkcjonować i wyróżniać się w jakiejś społeczności i w konsekwencji pojawiają się w mediach, czy tutaj również, to ogon merda psem i najpierw kogoś się „wybiera i namaszcza” wielką kampanią medialną, aby uczynić z niego „zjawisko społeczne”), które podobnie jak zebra, zamiast symbolizować, biorą się za coś innego.
Pierwszą taką grupą, która mi przychodzi do głowy są aktorzy, albo szerzej celebryci, czy też ludzie showbiznesu, którzy zabierają się za publiczne komentowanie rzeczywistości. Nie wiem, kto im wmawia, że są oni głosem narodu, albo jego autorytetami moralnymi, ale kiedy w mediach pojawia się nazwisko pana Zbigniewa Hołdysa (notabene kiedy ten pan ostatnio w swojej branży wyprodukował coś, co warte byłoby zauważenia, oprócz zmieniających się i nieodłącznych nakryć głowy, a przecież on zdaje się nie był kapelusznikiem, ale kompozytorem i muzykiem?) albo pani Krystyny Jandy, osobiście „uciekam” gdzie pieprz rośnie, żeby sobie nie podnieść ciśnienia słuchając czy czytając bzdury, które wypowiadają odnośnie polskiej rzeczywistości, polityki a przede wszystkim społeczeństwa. Wydaje się, że oni zupełnie „odjechali”. Jaka szkoda, że tam nie ma tej pani z reklamy Wedla, która mogłaby powiedzieć: „Panie Hołdys, zajmij się pan muzyką, bo minęły wieki odkąd zrobił pan coś sensownego.” A do pani Jandy: „Pani Krystyno, nawet jeśli przykręcili pani kurek z dotacjami na pani teatry, to niech się pani zajmie graniem i reżyserowaniem, ale takich rzeczy, na które ludzie będą walili drzwiami i oknami, bo są ciekawe i może wtedy okaże się, że dobrą sztukę można robić bez dotacji”.
Ale zostawmy aktorów i muzyków, bo jeśli oni nie zajmują się właściwym im „symbolizowaniem” to jeszcze nie ma dramatu. A już na pewno nie ma takiego dramatu, jak w sytuacji sędziów i innych przedstawicieli palestry, którzy zamiast orzekać i robić to, do czego są powołani zajmują się politykowaniem. To co się obecnie wyprawia przechodzi ludzkie pojęcie i nawet próbując analizować wnikliwie sytuację nie da się tego zrozumieć. To znaczy da się zrozumieć, ma być tak, jak było, kasta sędziowska (sami siebie tak określają) ma być nietykalna i nic komu do tego, że w którymś tam sądzie na 25 sędziów 15 jest spokrewnionych. Jedyne co można z nimi zrobić, to „wstać, bo sąd idzie”? Może jednak państwo zajęliby się symb..., przepraszam, sędziowaniem? Orzekaniem?
Wiem, że ostatnim przypadkiem, który wymienię uczynię sobie wielu wrogów, ale nie mogę przepuścić takiej „świeżynki”. Ponieważ przygasa gwiazda pewnego muzyka, który chciał być prezydentem (a nie mógł zająć się śpiewaniem?), więc świeżości naszej scenie politycznej ma przysporzyć kolejny kandydat spoza „partyjnej jatki” i tym razem padło na dziennikarza i pisarza Szymona Hołownię. Ciekaw jestem, czy sam chciał, czy jednak za lata obecności w różnych ramówkach wystawiono mu rachunek, ale myślę, że pani z reklamy Wedla też mogłaby mieć dla niego dobrą radę. Teraz ktoś pewnie myśli: a może ks. Klimek zamiast krytykować fajnych ludzi, takich jak pan Szymon, powinien się zająć celebrowaniem liturgii i sakramentów? OK, idę.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!