TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 27 Lutego 2020, 10:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Podniebne eksplozje

Podniebne eksplozje

Fajerwerki to nieodłączna część zabaw sylwestrowych i witania Nowego Roku od wielu stuleci. Robią wrażenie i budzą zachwyt, ale też zanieczyszczają atmosferę,straszą zwierzęta, wywołują przerażenie części dzieci. Czy czeka nas rezygnacja z barwnej pirotechniki?

Jak zwykle sednem problemu jest jakość fajerwerków i ich ilość. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu były trudno dostępne i nabywane niemal wyłącznie przez instytucje miejskie, czy bogatsze lokale organizujące zabawy. Dziś coraz więcej osób kupuje je prywatnie przy okazji różnych imprez (18-nastki, wesela, jubileusze, zabawy karnawałowe, Sylwester), więc nikogo już nie dziwią kolorowe parasole na niebie poza okresem sylwestrowo-noworocznym, czy powszechna dostępność tego rodzaju produktów, które - myślę, że można zaryzykować takie stwierdzenie - wymykają się spod kontroli. Dla jednych są synonimem dobrej zabawy i pięknych efektów na tle nocnego nieba, dla innych kojarzą się z przykrym hałasem, oparzeniami, innymi wypadkami czy śmieciami na posesji. Jak wszystkich dóbr, szczególnie fajerwerków, należy używać ze szczególnym rozsądkiem i ostrożnością, wtedy nikomu nie zaszkodzą.

Dźwięki bez efektów wizualnych
Gdzie zaczyna się historia fajerwerków? Pochodzą one z Chin. Już około 200 lat przed naszą erą pojawił się tam pomysł na wykorzystanie kija bambusowego, który wrzucony do ognia tlił się, a następnie wybuchał z głośnym hukiem. Oczywiście nie było przy tym, znanych dziś i lubianych, efektów wizualnych, choć jedna z legend głosi, że udział w wynalezieniu fajerwerków (czarnego prochu) miał pewien kucharz z chińskiej armii. Któregoś dnia, zmieszał przypadkiem trzy składniki: saletrę, siarkę i węgiel drzewny, i kiedy niechcący upuścił miksturę do ognia, buchnęły kolorowe płomienie. Oficjalnie jednak zjawisko to bliższe było współczesnym petardom i miało odstraszać złe duchy czy potwora Nian, który według chińskich wierzeń, miał pożerać ludzi. Strzelające pędy bambusa nazywały się pao chuk i wykorzystywane były podczas świętowania urodzin, ślubów czy koronacji władców. Kilka wieków później wykorzystywano je także podczas modlitw o pomyślność.
Przełomem okazało się wynalezienie w Chinach czarnego prochu (do połowy XIX wieku był jedyną znaną mieszanką pirotechniczną). Do tego ważnego (z punktu widzenia fajerwerków) odkrycia doszło za czasów dynastii Tang między VI a IX wiekiem naszej ery. Liczni alchemicy poszukiwali wówczas eliksiru młodości i nieśmiertelności. Przy różnych eksperymentach przypadkowo powstał właśnie czarny proch. W wyniku zmieszania siarki, azotanu potasu, miodu i arszeniku doszło do eksplozji, która obfitowała w błyski i efekty podobne do ognia. Mimo poparzeń niektórzy uczeni postanowili udoskonalić recepturę i podejmowali dalsze próby. Mikstury nie miały już takiej mocy, ale dawały efektowny błysk i odgłos. Nazwano je huo yao - ognisty lek. Wkrótce ktoś wpadł na pomysł, że „ognisty lek” włożony do kija bambusowego i rzucony w ogień spowoduje głośniejszy wybuch niż sam bambus. Tak powstała petarda hukowa. Zwiększenie zawartości azotanu potasu zwiększało siłę eksplozji. Z czasem tego rodzaju wynalazki znalazły zastosowanie militarne, w czasie walki z wrogiem. Ta droga zakończyła się stworzeniem działa miotającego ładunkami pirotechnicznymi. W tym samym czasie nie zaniedbano pokojowego wykorzystania czarnego prochu. Pierwsze znane pokazy sztucznych ogni zorganizowano na dworze cesarskim w Chinach w XII wieku.

Iskrzący się Duch Święty
Chińskie wynalazki przeniosły się na grunt europejski około XIV wieku. Tajemnica produkcji była co prawda strzeżona, w końcu jednak wiedza na ten temat przedostała się do Europy - według niektórych źródeł to podróżnik Marco Polo posiadł oraz zdradził tajniki fajerwerków i ich sporządzania. W 1379 roku przed pałacem Biskupa w Vicenza (północna Italia) podczas obchodów Zielonych Świąt, czyli uroczystości Zesłania Ducha Świętego, utworzono z zimnych ogoni gołębia symbolizującego Ducha Świętego sypiącego iskrami. Wszyscy byli pod wrażeniem tego religijnego widowiska. Spośród huku i błysków słychać było słowa chwalące Boga, który objawia swą moc w Duchu Świętym. Od tamtej pory to właśnie Włosi wnieśli spory wkład w rozwój pirotechniki, rozwijając tę gałąź przemysłu i organizując pokazy. To oni jako pierwsi pokazali kolorowe fajerwerki. Szerzej dostępna wiedza o pirotechnice rozprzestrzeniła się w Europie w XVI wieku, najprawdopodobniej także przez kraje arabskie. Włochów chcieli dogonić Francuzi i Niemcy, a w końcu XVI wieku popularność sztucznych ogni dotarła do Anglii. W 1830 roku Włosi wymyślili efekty przestrzenne, czyli wybuchające na niebie świetlne kule fajerwerków. W ten sposób uświetniano uroczystości religijne, zwycięskie bitwy, czy ważne wydarzenia na królewskich dworach (im bardziej efektowne pokazy, tym większa demonstracja potęgi władcy).
Efektowna pirotechnika okolicznościowa nierozerwalnie łączyła się niestety także z zagadnieniami militarnymi. To wojskowi byli najlepszymi specjalistami od fajerwerków. Wykorzystywano je na polu walki do oświetlania go, sygnalizacji, maskowania i wzniecania ognia. Dlatego właśnie w XVII wieku artylerzyści, którzy posiedli wiedzę na ten temat, zaczęli cieszyć się coraz większym szacunkiem, a znaczenie ich rzemiosła wojennego wzrosło. Pojawiły się pierwsze portrety słynnych kanonierów na dworach królewskich. Powstał nawet pierwszy obszerny podręcznik na temat fajerwerków „Pyrotechnia”, wydany w Anglii. Różne kolory petardy zawdzięczały domieszkom. Przed XIX wiekiem możliwe było otrzymanie jedynie różnych odcieni koloru żółtego i pomarańczowego, ponieważ używano stali i węgla drzewnego. Wynalezione pod koniec XVIII wieku chlorany pozwoliły uzyskać barwę czerwoną i zieloną. Prawdziwie czyste błękity i purpury, to już wynalazek XX wieku.

Puszkarskich przypraw ognie
Między XVI a XVII wiekiem sztuczne ognie zawitały także do Polski. W „Dziejach” Łukasza Górnickiego można znaleźć wzmiankę o tym, że narodzinom Zygmunta III Wazy w 1566 roku towarzyszyły efektowne zjawiska po górach nad Wilnem: „strzelby rozmaite, rac puszczania, insze puszkarskich przypraw ognie były zapalane”. W XVIII wieku szlachcie tak spodobały się fajerwerki, że każda okazja - państwowa czy prywatna była doskonała do zorganizowania pokazu. Fajerwerki przygotowano choćby na cześć Jana III Sobieskiego w Gdańsku, po zwycięskiej bitwie pod Wiedniem. Elekcja króla Stanisława Augusta Poniatowskiego 15 września 1781 roku również została również stała się okazją do pokazu sztucznych ogni. Podobnym pokazem uczczono odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku (pokaz trwał aż i tylko trzy minuty). Sto lat później, z tej samej okazji, na Wiśle odbył się najbardziej spektakularny i największy pokaz fajerwerków w historii Warszawy.

Anika Nawrocka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!