TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Lipca 2020, 06:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Panie, nie dowierzaj Filipowi! czyli o pokusach cz. III

Panie, nie dowierzaj Filipowi!  

czyli o pokusach cz. III

Pokusą, jakiej doświadczała epoka Renesansu, ale i nie mniej doświadczają nasze czasy, to pokusa „naturalizowania” łaski, aby sprowadzać wszystko do tego, co ludzkie. Nie trzeba wcale negować Boga, wystarczy wszystko opierać na człowieku.


Dowodem tego jest pewna współczesna „anty-modlitwa”: „Tak, Boże, zgrzeszyłam... Zgrzeszyłam świadomie. Chciałam tego. Smakował mi ten grzech. I jadłam do syta. Delektowałam się każdym kęsem tego grzechu, każdy z nich był rozkoszny. Nie, Boże, nie chcę przebaczenia... Bo wiem, że jeśli ktoś poczęstuje mnie jeszcze raz, nie odmówię. Chętnie skosztuję ponownie...” Te słowa pokazują dramat duszy, która utraciła poczucie śmiertelnej mocy grzechu.

Rodzaje grzechów

Filip Neri „prorok radości”, na tę destruktywną pokusę odpowiada stanowiskiem chrześcijańskim, przypominając, że prawdziwym szczęściem człowieka jest być świadomym dziecięctwa Bożego, znajdować się w objęciach Ojca, trwać przy Chrystusie, który to, co ludzkie doprowadza do doskonałości.

Dlaczego więc zło jest takie atrakcyjne? Przypomnijmy sobie najpierw z katechizmu, jakie są rodzaje grzechu: Grzech śmiertelny - niszczy miłość w sercu człowieka wskutek poważnego wykroczenia przeciw prawu Bożemu; podsuwając człowiekowi dobra niższe, odwraca go od Boga, który jest jego celem ostatecznym i szczęściem; Grzech powszedni - pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani; Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: musi dotyczyć poważnej materii (przykazania), musi zostać popełniony z pełną świadomością (wiedza) i za całkowitą naszą zgodą (w wolności).

Widzimy więc, że grzechu nie można popełnić przez przypadek, mimochodem. Ale też i wiemy, że zakazany owoc smakuje lepiej. Jak w dowcipie: „Szkoda, że nie jest grzechem pić wodę - powiedziała kobieta. - Tak, świetnie by smakowała - odpowiedział mężczyzna”.

Dlaczego grzech wydaje się tak atrakcyjny? Ponieważ opiera się na pozorach! Później pozostawia tylko rozczarowanie. Problemem jest to, że grzech ogłupia człowieka. Jest jak wirus, który atakuje rozum. Czy mogą być atrakcyjne grzechy, takie jak: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo i lenistwo? Kto chciałby się pochwalić taką osobowością. Normalnie wstyd. I to jest właściwa postawa. Grzechu należy się wstydzić, ale nie ukrywać przed Bogiem.

Grzech jest czynem osobistym, ale nie możemy zapomnieć też o tzw. grzechach cudzych. Co to znaczy? Ano to, że ponosimy odpowiedzialność za grzechy popełniane przez innych, gdy w nich współdziałamy: uczestnicząc w nich bezpośrednio i dobrowolnie, nakazując je, zalecając, pochwalając lub aprobując, nie przeszkadzając im, mimo że jesteśmy do tego zobowiązani, chroniąc tych, którzy popełniają zło.

W czasach, kiedy nie każdemu sumienie starcza do pierwszego, Święty Filip pokazuje nam, jak sobie poradzić ze złem, nie poddając się przygnębieniu. Znów widzimy ten jego naturalny realizm, gdy uparcie przypomina się Bogu: „Panie mój, nie oczekuj ode mnie niczego innego, jak tylko zła”. Umieć pokornie przyznać się do tego, jaki jestem - to pierwszy etap duchowej przemiany. Ksiądz Józef Tichner napisał kiedyś, że „bycie sobą nie może być zbudowane tylko na aktach bohaterstwa. Jestem sobą także w moim grzechu, w mojej skończoności, w mojej winie!” I to jest niezwykłe! Żyjemy w świecie takim, jaki jest, ale mamy być w nim światłem i solą. Pan Jezus modlił się za nas, nie o to, byśmy uciekali od świata, ale pokonywali zło: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego” (J 17, 15).

Przygoda radosnej duchowości, jaką proponuje nam św. Filip, nie jest przeznaczona do realizowania „poza światem”, ale właśnie w nim. Gdy pewnego dnia Filipa zapytała pani ambasadorowa Hiszpanii, jak dawno temu opuścił świat, odpowiedział, że nie przypomina sobie, by go kiedyś opuścił. Filip nie bał się świata, w którym żył, bo bał się Boga, czyli kochał Go całym sercem.

Jak się spowiadać? 

Filip Neri - Apostoł Rzymu i Prorok Radości miał prosty sposób prowadzenia ludzi do Chrystusa. Jeden z pierwszych biografów Świętego napisał o nim, iż po święceniach kapłańskich „objął funkcję słuchania spowiedzi”. Dla kapłaństwa Filipa było to charakterystyczne do końca jego życia. Do konfesjonału schodził z mieszkania wczesnym rankiem i czekał na penitentów. Zawsze był do dyspozycji. To sprawiło, iż miał coraz więcej ludzi do spowiedzi. Gdy niektórzy martwili się jego niestrudzonym trwaniem w konfesjonale, on odpowiadał: „słuchanie spowiedzi jest dla mnie odpoczynkiem”.

Aby zrozumieć szczególność tego apostolatu, trzeba przypomnieć, iż w odrodzeniu wraz z humanizmem propagowano coraz bardziej pogaństwo. Życie sakramentalne było zaniedbane. Człowiek renesansu uświadamiał sobie własną indywidualność. To odczytał i wykorzystał Filip - indywidualne spotkanie w spowiedzi, jako nawrócenie jednostki. Traktowanie każdego na jego własny sposób było metodą Świętego, który mawiał: „nie wszystko, co samo w sobie jest lepsze, jest dla każdego lepsze”.

Filip do tego apostolatu miał specjalne charyzmaty, zdolność czytania w duszy, nie znużoną i cierpliwą dobroć, nie surowość, lecz miłosierdzie, bo „okazywanie miłosierdzia tym, którzy zgrzeszyli, jest najlepszym sposobem na to, by samemu nie upaść”. Dla niego spowiedź była przede wszystkim spotkaniem z miłością Chrystusa. Uparcie wpatrywał się w grzesznika, by nakłonić go do spowiedzi, gdyż jest to pierwszy krok do poprawy życia. Podczas gdy dla siebie był surowy, to dla innych miał tylko miłość, pociechę i zrozumienie. Nie ukazywał drogi duchowej jako jednorazowego, całkowitego opowiedzenia się za Chrystusem, lecz stopniowego postępowania naprzód, natychmiastowego powrotu, gdy się zbłądziło, ciągłego zawierzania Bogu wyrażonego słowami: „Panie, nie ufaj mi, bo na pewno upadnę, jeśli Ty mi nie pomożesz”.

Filip uważał, że systematyczną spowiedź najlepiej połączyć ze stałym spowiednikiem i kierownictwem duchowym. Dziś mówimy: towarzyszeniem duchowym. Swoim uczniom zalecał, aby przed wyborem spowiednika dobrze się zastanowić. Do wszystkich decyzji wskazywał drogę, którą już znamy: czas, rada i modlitwa. Wybrany spowiednik powinien być roztropny, doświadczony, cierpliwy, zawsze gotowy przyjąć penitenta i taki, przed którym można szczerze i otwarcie ujawnić stan swojej duszy. Zalecał, aby przy wyborze spowiednika kierować się tym, iż chce się zostać „naprawdę świętym człowiekiem”. Gdy penitent wybierze kapłana, z reguły nie powinien go zmieniać. Należy pozostać przy nim i być mu posłusznym, otwarcie i szczerze przedstawiać grzechy i drogę prowadzącą do nich oraz obdarzyć go głębokim zaufaniem. Filip nalegał, aby nie zaniedbywać ustalonych dni na spowiedź. Nawet wtedy, gdyby były pilne zajęcia, to najpierw pójść do spowiedzi, a potem wykonać zamierzone zadania.

Unikanie spowiedzi, nieufność do spowiednika oraz zatajanie grzechów uważał za podstępy szatana. Mówił: „kto zataja na spowiedzi ciężkie grzechy, jest całkowicie w rękach diabła”, natomiast „szatan jest pokonany przez jasne, szczere i proste wyznanie grzechów i pokus na spowiedzi”. W jej czasie należy „najpierw oskarżać się z grzechów ciężkich i tych, których się wstydzimy, bo to jest bardzo owocne”. Powtarzał często, by nigdy nie ukrywać czegoś z ludzkiej bojaźni, choćby było błahe. Podczas spowiedzi nie ufać sobie, lecz przyjmować rady spowiednika, a szczególnie przy skrupułach kierować się zawsze i we wszystkich sprawach osądem swojego spowiednika.

Filip wskazywał na korzyści poddania się kierownictwu ojca duchownego, którymi są: nauka modlitwy, poprawne badanie sumienia, pozbycie się złych przyzwyczajeń, rozeznawanie natchnień, osiąganie pokory, radości, wolności, miłosierdzia i wytrwałości w dobrym. Częsta spowiedź przy stałym spowiedniku jest „wielkim dobrem dla duszy, albowiem przez nią dusza się oczyszcza, uświęca i umacnia”. Ojciec Filip był zdolny budzić w osobach uczucie raczej radowania się z siebie, niż smucenia się z czegoś, co w nich zasługiwało na odrzucenie. Twarda prawda o grzechu siedzi często głęboko w sercu. Filip to widział wyraźniej niż ludzie, których to dotyczyło. Ale przez jego serdeczny uścisk, z sercem przepełnionym Duchem Świętym, który jest Duchem Prawdy, przynosił ukojenie i pragnienie pojednania. Dlatego Filip mówił prawdę uderzając we właściwy punkt, ale tak, aby nie ranić. Jeden z jego uczniów wspomina: „Doświadczałem bardzo wiele razy, osobiście, kiedy byłem udręczony lub kuszony, idąc do błogosławionego Filipa, ujmował mi głowę i mocno przyciskał do swojej piersi, i trzymał mnie tak przez chwilę, a ja czułem bicie jego serca, i wszystko drżało: po tym pozostawiał mnie całkiem pocieszonym; słyszałem, że czynił to samo z wielu innymi”.

Święty Filip był spowiednikiem wszystkich stanów w Rzymie: prostych ludzi, kupców, artystów, duchownych, a nawet spowiednikiem i doradcą papieży. Gdy dzisiaj wielu ludzi absolutyzuje swoje sumienie i uważa się za samowystarczalnych może warto na nowo odkryć wartość sakramentu pojednania, tak jak nam to ukazuje jeden z najwybitniejszych spowiedników w historii Kościoła. Filip pokazuje nam wyraźnie: Nie czekaj ze spowiedzią, aż będziesz lepszy, bez spowiedzi nie będziesz lepszy.

tekst ks. Dariusz Dąbrowski

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!