TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 08 Kwietnia 2020, 16:07
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Opowiadanie świąteczne dla dzieci

HISTORIA NIEZWYKŁEJ SOSENKI

Opowiadanie świąteczne

 

Dawno temu wyrosła sobie w Nazarecie mała Sosenka. W słoneczne i upalne dni – bo musicie wiedzieć, że takie zdarzają się w Nazarecie niemal przez cały rok – powoli pięła się ku niebu w cieniu swych starszych, sosnowych sióstr i pośród gwaru bawiących się między sosnową rodzinką nazaretańskich dzieci. Zresztą Sosenka, jako najmłodsza i najmniejsza spośród swych sióstr była ulubienicą miejscowych urwisów. Zwłaszcza jednego z nich, który każdego dnia przychodził do niej z glinianym dzbankiem wody. I ją podlewał.
- Jesteś najmniejsza i twoje siostry pewnie ci dokuczają z tego powodu – mówił chłopiec o oczach jak ciemne oliwki i czarnych, lśniących lokach. – Ale nie martw się, będę codziennie przynosił ci dzbanek wody i szybko przerośniesz je wszystkie! Będziesz jeszcze najwyższą sosną w Nazarecie!
- Też coś! – oburzały się słuchając słów chłopca starsze siostry Sosenki. - Nasza najmłodsza siostra zostanie ścięta jak tylko odrośnie wystarczająco od ziemi i przerobiona na skrzynki na pomarańcze! Z nas natomiast, wspaniali rzemieślnicy zrobią przepiękne rzeźbione ławy dla dostojników z synagog!
Sosence oczywiście przykro było słuchać tych słów, zwłaszcza, że padały z ust jej rodzonych sióstr. Na szczęście jednak nie musiała słuchać ich na okrągło. A wszystko dlatego, że jej mały przyjaciel, który jak się okazało miał na imię Józef, coraz częściej siadał tuż obok jej pnia i opowiadał jej o sobie. I o swoich marzeniach. Mały Józio oczywiście nie miał pojęcia, że młode drzewko nie tylko go słyszy i rozumie, ale także bardzo lubi. Mimo tego jednak czuł, że między Sosenką a nim nawiązała się jakaś tajemnicza więź.
- Wiesz Sosenko, chciałbym kiedyś zostać stolarzem. I robić sosnowe meble. Ludzie mówią, że sosnowe meble szybko się niszczą, ale mnie to nie przeszkadza. Macie taki pogodny i jasny kolor. Piękny zapach. A kiedy tak czasem patrzę na słoje na sosnowych deskach, to mam wrażenie, że to rysunki promieni słońca… – I tu Józio się zamyślił. Bo kiedy wypowiadał
słowo „Słońce” zawsze, ale to zawsze przychodziło mu do głowy określenie „Słońce Sprawiedliwości”.  Wydaje Wam się to dziwne? Wyobraźcie więc sobie, że takiego właśnie określenia używali od wieków izraelscy prorocy. A Józio też był Izraelitą.
Małym, bo małym, ale jednak. „Słońcem Sprawiedliwości” zaś prorocy nazywali Syna Bożego, którego sam Pan Bóg obiecał przysłać ludowi Izraela. Ale póki co, nie przysyłał. Pomimo tego, że Izraelici czekali już na Niego długie setki lat. No i Józio rzecz jasna, też czekał. I jak większość jego rodaków, był pewien, że Syn Boży będzie królem Izraela.
- Tak sobie czasem marzę Sosenko – kontynuował chłopiec bawiąc się mięciutkimi igłami młodego drzewka – że doczekam czasów, w których Pan Bóg ześle swojego Syna. Że będę wtedy dorosły i, że zrobię dla niego jakiś mały mebelek. Oczywiście najbardziej chciałbym wyrzeźbić dla niego cudowny tron, ale to się pewnie nie uda, bo w samej Jerozolimie będzie mieszkało ze stu, ze sto razy lepszych ode mnie stolarzy. I pewnie Syn Boży będzie wolał ich trony. Ale na przykład może udałoby mi się wykonać jakiś mały podnóżek pod jego tron? Albo piękny kufer na kosztowności? I wiesz co? Obiecuję ci, że jeśli będę mógł to marzenie spełnić, wrócę tu po ciebie i zrobię ten mebelek właśnie z ciebie!
Sosenka aż zapiszczała z radości, ale Józio oczywiście tego nie słyszał. Nie słyszał też, jak starsze siostry jej przyjaciółki zasyczały z zazdrości. Nie dość, że chłopiec dbał o Sosenkę tak jakby nie istniało żadne inne drzewo na świecie, to w dodatku teraz obiecywał jej takie rzeczy! Przyszedł jednak dzień, w którym Józio się nie zjawił z pełnym wody dzbanem. Potem przyszedł następny i sosny uznały, że z pewnością zapomniał o ich młodziutkiej siostrzyczce. I prawdę mówiąc były z tego bardzo rade. Sosenka tymczasem zaczęła usychać nie tylko z braku wody, bo Nazaret nawiedziła właśnie fala strasznych upałów, ale i z tęsknoty za małym przyjacielem. Któregoś popołudnia jednak do Sosenki przyszła śliczna dziewczynka z glinianym dzbanem. I odtąd to ona codziennie przychodziła podlewać młode drzewko. Nigdy jednak z nim nie rozmawiała. Starsze, sosnowe siostry bardzo się temu dziwiły, ale pewnego poranka wszystko się wyjaśniło, bo w tym samym momencie u stóp Sosenki stanął Józio z dzbankiem wody i owa mała ślicznotka, która jak się okazało miała na imię Miriam, czyli po polsku Maria.
- Kiedyś zobaczyłam jak ta mała sosenka usycha od upału i postanowiłam przynieść jej wody – tłumaczyła Miriam Józiowi, który chwilę wcześniej opowiedział jej o tym jak postanowił dbać o młode drzewko, by w przyszłości zrobić z niego jakiś mały mebel dla Syna Bożego, którego być może pozna w przyszłości. Wyjaśnił też, że ostatnio bardzo się rozchorował i nie mógł przez jakiś czas w ogóle wstać z łóżka. I podlewać Sosenki.
- Zostanę stolarzem, wiesz? – bardziej stwierdził niż zapytał patrząc w niebieskie oczy Miriam.
- To świetnie się składa! – uśmiechnęła się. – Bo ja pomyślałam sobie, że chciałabym by kiedyś, ktoś z tej ślicznej sosenki zrobił kołyskę dla mojego synka. Również z tego powodu postanowiłam się nią zaopiekować.
- Hmmm – pomyślał przez chwilę Józio. – Jeśli będziemy dbać o drzewko wyrośnie wielkie, piękne i zdrowe. A wtedy może uda się zrobić i kołyskę i mebelek dla Syna Bożego?
Odtąd Józio i Miriam każdego upalnego popołudnia przychodzili podlewać Sosenkę, która faktycznie rosła jak na drożdżach. Niestety jej piękno dostrzegli miejscowi kupcy i pewnej nocy ścięli ją i sprzedali stolarzom z Jerozolimy, którzy odsprzedali je później rzemieślnikowi z Betlejem. Ten zaś zrobił z nich żłoby, z których mogły jeść słomę jego zwierzęta. Mijały lata. Miriam i Józef zakochali się w sobie i wzięli ślub, i wiecie co jeszcze? Okazało się, że Pan Bóg wybrał ich oboje na rodziców swojego Syna! Jak wiecie mały Jezusek nie przyszedł na świat w pałacu, tylko w betlejemskiej stajni. A tam Jego Mama ułożyła Go na sianku w drewnianym żłobie, który zrobiono z desek jej ulubionej, małej Sosenki. Sosenka – która od lat była już żłobem – rozpoznała swoich dawnych przyjaciół natychmiast, a gdy wkrótce dowiedziała się też, że stała się pierwszym łóżeczkiem samego Bożego Syna, była najszczęśliwszym drzewem na świecie. 

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!