TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Października 2020, 23:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Opieka z nieba

Opieka z nieba

19 października 1984 roku funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa uprowadzili i w bestialski sposób zamordowali ks. Jerzego Popiełuszkę. Ze wzruszeniem o życiu i męczeństwie brata oraz jego nieustannej opiece z nieba opowiada Józef Popiełuszko, który wraz z żoną Alfredą mieszka w Dąbrowie Białostockiej. Od dziesięciu lat państwo Popiełuszkowie z relikwiami kapłana męczennika przemierzają Polskę.

Panie Józefie dzieciństwo i lata młodości spędziliście razem z bratem i rodzicami w Okopach. Jak Pan wspomina ten czas.

Józef Popiełuszko: Było nas pięciu rodzeństwa. Do dzisiaj żyje siostra i najmłodszy brat. Druga siostra zmarła jak miała rok i 10 miesięcy. Od Alfonsa – Jerzego byłem starszy dwa lata. Urodziliśmy się w Okopach. Rodzice posiadali nieduże gospodarstwo, w którym pomagaliśmy. Mama wyprawiała mnie i brata na pastwisko, gdzie wypasaliśmy krowy. Żeby czymś zająć się to robiliśmy sobie zabawki. On z kamyczków stawiał ołtarzyk, zakładał szalik jako stułę i wyobrażał sobie, że odprawia mszę. Do kościoła i szkoły chodziliśmy do Suchowoli oddalonej od Okopów ok. 5 kilometrów. Po I Komunii św. brat zapisał się do ministrantów i codziennie chodził służyć do Mszy św. Rano godzinę wcześniej wychodził, aby dotrzeć do kościoła. I tak chodził przez całą podstawówkę, potem w liceum też. W domu codziennie rano i wieczorem modliliśmy się. W maju odmawialiśmy Litanię do Matki Bożej, w czerwcu Litanię do Serca Pana Jezusa, a w październiku Różaniec. W każdą niedzielę pieszo chodziliśmy do kościoła na Mszę św. bez względu na to, jaka była pogoda, czy padał śnieg czy deszcz. Pamiętam, że mama nauczyła nas wierszyka, który odmawialiśmy przy każdym pacierzu „Prościusieńko do nieba droga, kochaj ludzi, kochaj Boga, kochaj sercem i czynami, będziesz w niebie z aniołkami”.

Jakim kapłanem był ks. Jerzy?

Jako ksiądz był spokojny, miły dla ludzi, każdy do niego przychodził, radził się, prosił o pomoc. Zawsze był zajęty, przeważnie z młodzieżą. Kiedy przyjeżdżał do Różanegostoku, gdzie czczona jest Matka Boska Powołań Kapłańskich to odwiedzał nas tutaj w Dąbrowie Białostockiej. Pamiętam, że jak byliśmy dziećmi każdego roku tato wiózł nas wozem z końmi na odpust do Matki Bożej Różanostockiej. Było to 20 kilometrów od Okopów. Ks. Jerzy żył tak jak napisał w 1972 roku na swoim obrazku prymicyjnym: „Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc”.

Pamięta Pan wasze ostatnie spotkanie?

Przed wyjazdem na trzy miesiące do pracy do Niemiec zajechałem do niego do Warszawy, aby się pożegnać. Uściskał mnie, pobłogosławił i życzył, abym szczęśliwie dojechał. (Wzrusza się pan Józef i po długiej chwili dodaje). To było ostatni raz. Po miesiącu zadzwoniła do mnie żona i powiedziała: „Porwali ks. Jerzego, przyjeżdżaj, bo jak go odnajdą to będzie potrzebował opieki”. Natychmiast spakowałem się i wróciłem do Polski. Na granicy jeden z oficerów powiedział: „Co brata zostawiłeś i sam wracasz do Polski”? Trzymali mnie ponad godzinę i wszystko sprawdzali. Kiedy przyjechałem do kościoła na Żoliborzu to nie mogłem poznać tego miejsca. Tysiące zniczy i kwiatów. Ludzie płakali.

Jak rodzice dowiedzieli się o porwaniu?

Rodzice dowiedzieli się z telewizji. Przeżyli szok. Nie da się tego opisać słowami.

Musiał Pan identyfikować zwłoki brata...

To było straszne przeżycie. Jeździłem wtedy karetką, więc mnie poproszono o rozpoznanie. Ciało było zmasakrowane, nie miał języka, oczy wydłubane, paznokcie pozdzierane, żebra połamane. Rozpoznałem go tylko dlatego, że miał znak szczególny – trzy sutki na piersiach. Zawsze śmialiśmy się, że my mamy dwa, a on trzy.

A jak rodzice przeżyli śmierć syna?

To był cios dla rodziców. W sprawie pogrzebu zadzwonili do mojej żony, ale ona odpowiedziała, że w Okopach mieszkają rodzice, mają do nich jechać i rozmawiać. Pojechali tam do nich z propozycją zorganizowania pogrzebu w Suchowoli, a mama odpowiedziała: „A ja jadę do Warszawy na pogrzeb” i był koniec dyskusji. Pamiętam, że tato bardzo płakał, a mama mówiła do niego: „Nie płacz on już jest w niebie”. Mama to była twarda kobieta. Będąc w ciąży z trzecim dzieckiem mówiła, że jak będzie dziewczynka to żeby była zakonnicą, a jak chłopak to księdzem. Takie było jej marzenie, które spełniło się, bo Jerzy został księdzem. Potem powtarzała: „Pragnęłam mieć kapłana to teraz muszę się pogodzić z męczennikiem”.

W tym roku minęło 10 lat od beatyfikacji ks. Jerzego, która miała miejsce 6 czerwca 2010 roku. Tego dnia doczekała także mama. Jak Pan wspomina tę chwilę?

„Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości”. To była wielka radość. Wtedy jeszcze bardziej dotarło do nas stwierdzenie świętych obcowanie.

Czy czuje Pan opiekę swojego brata nad rodziną?

Czujemy jego opiekę każdego dnia. Od piętnastu lat choruję na nowotwór języka. Lekarze dawali mi trzy miesiące życia, a ja żyję i codziennie proszę brata o wyproszenie dla mnie i żony u Pana Boga zdrowia. Siostra ma usuniętą pierś i żyje już 20 lat. Jeszcze przed jego śmiercią mama miała wodę w kolanie. Ks. Jerzy chciał, aby poszła do szpitala, ale nie zgodziła się, bo zawsze bała się szpitala. Po śmierci uklękła na kamyczek przy jego grobie i choroba znikła. To takie nasze rodzinne dowody cudów.

Pewnie wiele innych osób odczuwa wstawiennictwo bł. ks. Jerzego?

Ludzie dzwonią do nas i piszą prosząc o modlitwę za jego przyczyną. Modlimy się rano i wieczorem. Odmawiamy codziennie Różaniec. Wszystkie te osoby polecamy w modlitwie. Potem ludzie informują nas, że uzyskują dużo łask Bożych za przyczyną ks. Jerzego. Możemy podać wiele przykładów uzdrowień. Jedno dotyczy kobiety z Kanady, która miała na sercu guzki rakowe. Jej mąż zadzwonił do mnie i prosił o przesłanie błogosławieństwa, więc ja stanąłem przy relikwiach brata, które mam w domu i pomodliłem się w tej intencji. Okazało się potem, że operacja nie była konieczna, bo guzki znikły. Inny przykład. Pięcioletnia dziewczynka miała guzy na mózgu. Nie rozmawiałam, sama nie jadła, nie chodziła. Jej babcia prosiła o modlitwę. Sami też zaczęli modlić się do Pana Boga za przyczyną bł. ks. Jerzego. Poprawiło się, dziewczynka wypowiedziała pierwsze słowo „mama”, potem zaczęła chodzić, rozmawiać, a nawet śpiewać. Babcia uradowana zadzwoniła do nas, by podziękować za modlitwę. Codziennie polecamy Panu Bogu tych wszystkich, którzy proszą o modlitwę, a Pan Bóg wie, komu potrzebna łaska.

Odwiedza Pan z relikwiami swojego brata wiele miejscowości w Polsce i nie tylko. Czy uważa Pan to za swoją misję?

Dla mnie to wypełnienie testamentu mojego brata. Jestem pewien, że on chciałby tego. Na ile siły pozwalają jeździmy z żoną po Polsce. Wszędzie, gdzie nas zapraszają staramy się dotrzeć. Ludzie przyjmują nas bardzo serdecznie. W Polsce jest dużo kościołów i szkół noszących imię ks. Jerzego, np. obecnie w Rzeszowie budowany jest kościół pw. bł. ks. Jerzego. W lutym byliśmy z relikwiami w Anglii, a wcześniej w Norwegii, gdzie postawiono popiersie brata.

A jaka była historia relikwii ks. Jerzego?

Po wyłowieniu zwłok ks. Jerzego z Wisły w październiku 1984 roku przewieziono ciało do Białegostoku, gdzie miała zostać przeprowadzona sekcja. Przez prawie dwa lata pobrane szczątki przechowywano w tamtejszym Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej. Groziło im zniszczenie i w tej dr Jan Szrzedziński, narażając się na szykany bezpieki, postanowił przekazać je, wraz z dokumentacją lekarską, władzom kościelnym. Relikwie umieszczono w skrzynce, która została zamurowana w ścianie kaplicy sióstr Misjonarek Świętej Rodziny, w sanktuarium bł. Bolesławy Lament w Białymstoku. W związku ze zbliżającą się beatyfikacją ks. arcybiskup Edward Ozorowski podjął decyzję o wydobyciu skrzynki. Nie było to zadanie łatwe, ponieważ kaplica sióstr była przebudowywana i trudno było określić miejsce zamurowania skrzynki. W nocy przemodlono sprawę i w drugim dniu poszukiwań skrzynka została wydobyta. Obecnie wiele parafii prosi o relikwie bł. ks. Jerzego. Relikwie z serca znajdują się w parafii w Suchowoli, a także posiada je „Solidarność” w Gdańsku. Przedstawiciele „Solidarności” przyjeżdżają na różne uroczystości z relikwiarzem i zawsze ustawiają go na ołtarzu w czasie Mszy św. Parafie, które pragną mieć u siebie relikwie błogosławionego mogą napisać prośbę do Kurii w Białymstoku.

Czy miał Pan okazję spotkać się z papieżami?

Ojciec Święty Jan Paweł II był na grobie ks. Jerzego. To było ogromnie wzruszające spotkanie. A w grudniu ubiegłego roku spotkaliśmy się z papieżem Franciszkiem. Z żoną, synem i córką oraz wnukiem byliśmy w Rzymie. Nasz biskup Tadeusz (metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda) powiedział Ojcu Świętemu, że jestem bratem ks. Popiełuszki. Wtedy papież wrócił do nas i jeszcze raz przywitał, a syn wręczył mu portret ks. Jerzego.

Serdecznie dziękuję Państwu za rozmowę i proszę o modlitwę za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego.

Rozmawiała Ewa Kotowska-Rasiak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!