TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 27 Lutego 2020, 08:07
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ojcowskie przekleństwo

Ojcowskie przekleństwo

Izaak miał, zgodnie ze zwyczajem, błogosławić najstarszego ze swoich synów. Jednak jego młodszy syn - Jakub - razem z matką użył podstępu, wskutek czego Izaak pobłogosławił właśnie jego. Gdy dowiedział się o tym Ezaw, czyli pierworodny, „podniósł głośny lament” (Rdz 27, 34) i namawiał ojca, żeby błogosławił też jego. 

Kiedy ten jednak wytłumaczył mu, że to już niemożliwe, po czym nawet go przeklął mówiąc „Siedziba twoja będzie pozbawiona żyzności ziemi”, ten rozpłakał się i mówił sobie w duchu „Niech tylko miną dni żałoby po moim ojcu, a zabiję mego brata Jakuba!” (Rdz 27, 41). Jak widać, błogosławieństwo od ojca miało w tamtych czasach wielką wartość.


Błogosławiony przez swojego ojca Jakub kontynuował potem tę tradycję błogosławiąc w Egipcie swoich dwunastu synów, tych, którzy dali początek dwunastu pokoleniom Izraela. Tak przynajmniej mówi tytuł 49. rozdziału Księgi Rodzaju w mojej Biblii: „Jakub błogosławi swoich synów”, bo mówiąc bardziej dokładnie - Jakub błogosławił ośmiu z nich, a czterech jakby przeklął.

Nie trzeba chyba mówić, że wszystkie te błogosławieństwa i przekleństwa spełniały się w zupełności. Inaczej nie budziłyby takich emocji w Ezawie, ani takich starań w Jakubie. Dla przykładu, jeden z dwunastu synów Izraela, Juda, usłyszał takie słowa: „Nie będzie berło zabrane Judzie” (Rdz 49, 10), i rzeczywiście, najwięksi znani nam królowie opisywani w Starym Testamencie, tacy jak Dawid czy Salomon, pochodzą właśnie z rodu Judy. Po tych słowach Jakub zaczął mówić naprawdę dziwne rzeczy: „W winie wypierze swe odzienie, swą suknię w krwi winogron” (Rdz 49, 11). Wina w moim domu prawie w ogóle nie było, ale chociażby z oglądania reklam telewizyjnych wiem, że raczej tworzy ono najgorsze plamy, z którymi „zwykły proszek” sobie nie poradzi, niż nadaje się do prania w nim ubrań. 

Dlatego też pewnie Juda szeroko otworzył oczy na te słowa, bo wyrażały jakiś kompletny paradoks. Po wielu latach okazało się jednak, że Jakub wyprorokował tego dnia największy paradoks chrześcijańskiej teologii: oczyszczenie całej ludzkości z grzechów przyszło do nas przez Krew Syna Bożego, a przecież krew (podobnie jak wino) nie jest dobrym środkiem czyszczącym, wręcz przeciwnie. Wracając jednak do wątku: także tu błogosławieństwo ojca wypowiadane nad synem stało się rzeczywistością.

Czy jednak dzieje się tak do dzisiaj? Czy błogosławieństwo i przekleństwo ojca mają nadal taką samą moc? Wygląda na to, że tak. Współczesna psychiatria zdaje się być głównym źródłem informacji na ten temat. To ona przeważnie zaczyna proces leczenia od zagłębiania się w dzieciństwo pacjenta, wierząc, że ma ono ogromny wpływ na całe jego życie. Ma zatem dużo racji, kiedy określa problem, ale rozwiązanie, które proponuje, wcale nie jest najskuteczniejsze. Szczerze mówiąc, z moich doświadczeń wynika, że daje ono więcej szkody niż pożytku, a grzebanie w dzieciństwie okazuje się tylko niepotrzebnym rozdrapywaniem ran.

Ale to przecież straszne, że inny człowiek może mieć tak negatywny wpływ na nasze życie. Czy można jakoś uwolnić się spod mocy błogosławieństwa albo przekleństwa, które padły pod naszym adresem? Tu mam dla was dobrą nowinę. Chociaż te dobre czy złe słowa zawsze stawały się rzeczywistością w życiach ludzi Starego Testamentu, to my, żyjący już w Nowym Testamencie mamy wielkie szczęście, że dzięki Jezusowi Chrystusowi naszym ojcem stał się przede wszystkim Jahwe, czyli Bóg Ojciec. 

Tę ojcowską relację między Bogiem a ludźmi umacnia nie tylko Jezus, ale i Duch Święty, o którym tak pisze św. Paweł w Liście do Galatów: „Aby zaś udowodnić, że jesteście synami, Bóg zesłał do naszych serc Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. A jeśli jesteś synem, to i spadkobiercą - z łaski Boga” (Ga 4, 6-7).

Ale czy ten Ojciec cię na pewno pobłogosławi? Niektórzy przecież pójdą do piekła, więc oni są raczej przeklęci, prawda? Sytuacja wygląda tak: Bóg już wypowiedział zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo. Jedno i drugie teraz jakby wisi nad nami, i wyłącznie od nas zależy, które z nich na nas spadnie w czasie naszej śmierci. Można je znaleźć np. w 28. rozdziale Księgi Powtórzonego Prawa. Błogosławieństwo zaczyna się od słów: „Jeżeli będziesz całkowicie posłuszny głosowi Jahwe, twego Boga, wiernie wypełniając wszystkie Jego przykazania...” (Pwt 28, 1), a przekleństwo zaczyna się w analogiczny sposób, mówiąc, co się stanie, jeśli jednak nie będziemy tych praw przestrzegać. 

Możemy oczekiwać Bożego błogosławieństwa, kiedy będziemy żyli według Jego przykazań. Jeśli jednak zawiedziemy, nie jesteśmy jeszcze straceni, bo możemy naszą zabrudzoną duszę wyprać we krwi Chrystusa idąc do spowiedzi, uczestnicząc w Eucharystii, i zaczynając w tym momencie jakby na nowo, bo „z czystym kontem”.

Nie interesuje mnie zatem co powiedział o tobie twój ojciec. Mogłoby to mieć dla ciebie jakieś znaczenie, gdybyś żył w czasach Starego Testamentu, ale dzisiaj, kiedy masz możliwość stania się jednym z uczniów Chrystusa, możesz także każdemu przekleństwu - bez względu na to, z jakich pada ust - dosłownie śmiać się w twarz. Któż może cię przekląć, jeśli sam Bóg cię błogosławi? Jeśli Bóg z tobą, któż przeciwko tobie? Zbuduj dobrą relację z Panem, pamiętaj, że to przede wszystkim On jest twoim ojcem, przestrzegaj Jego przykazań i obmywaj swe szaty we Krwi Baranka, a On postawi twoje stopy na skale i sprawi, że już nigdy się nie zachwiejesz.

Tekst Mikołaj Kapusta

www.DobraNowina.net

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!