TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Lipca 2020, 12:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ocalona z piekła (2)

Ocalona z piekła (2)

ania goledzinowska

Ania Golędzinowska zamieniła bogactwo i piękno materialne na piękno i bogactwo duchowe

 

- Twoja książka jest bardzo poruszająca, wydam ją – usłyszała kilka lat temu Ania Golędzinowska od jednego z włoskich wydawców. – Mam jednak jeden warunek. Zrobisz coś, o co cię poproszę. Młoda pisarka spojrzała na niego pytająco. – Pojedziesz do Medjugorie, a kiedy stamtąd wrócisz, ja od razu rozpoczynam proces wydawniczy. – Nie ma sprawy – odparła bez namysłu autorka przyszłego bestsellera. Nie miała pojęcia po co ma tam jechać, ale jeśli miała to być cena za wydanie książki, nie widziała najmniejszego problemu. 

Wydawca opowiedział jej, że Medjugorie to wioska, w której od 1981 roku grupce mieszkańców regularnie objawia się Maryja. Cel pielgrzymek milionów wiernych. Miejsce niekończących się cudów. - W czasie wojny w byłej Jugosławii, w latach dziewięćdziesiątych – opowiadał Ani wydawca – której wybuch notabene Maryja przepowiedziała już kilka lat wcześniej, kilkakrotnie próbowano Medjugorie zbombardować. Bomby, owszem spadały, ale nie wybuchały. Saperzy później odnajdywali je i rozbrajali. Nic nikomu się nie stało, wyobrażasz sobie? Objawienia w Medjugorie wciąż co prawda są badane przez Watykan, ale bardzo wiele wskazuje na to, że to wielka sprawa Boża. 

Ania nie była związana z Kościołem. Była ochrzczona, ale nie potrafiła odmówić nawet modlitwy „Ojcze nasz”. – Kiedy miałam przejść obok kościoła, przechodziłam na drugą stronę ulicy
– opowiadała swoim czytelnikom. – Nie znosiłam chronicznie księży. Nie wiedziałam o Kościele praktycznie nic. Do Medjugorie sama z siebie nie pojechałabym, bo kto szuka Boga kiedy jest mu dobrze? Jeśli Go szukamy to tylko wtedy gdy dzieje się coś złego. Kiedy dojechałam do Medjugorie, wspięłam się na tę słynną górę, na której wizjonerzy rozmawiają z Maryją. Stałam tam trzy godziny, w czasie objawienia. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam. Ludzie opowiadali, że zdarza się, iż nad Medjugorie wiruje słońce i dzieją się niezwykłe rzeczy, ale tamtego dnia kompletnie nic się nie działo. Nie było nawet żadnej szczególnej atmosfery. Nie poczułam niczego nawet w swoim wnętrzu. Totalnie nic. Byłam zirytowana. Uznałam, że mój wydawca to kompletny czubek. Że całe to Medjugorie to jedno wielkie oszustwo, kolejny sposób na wyciąganie z naiwnych ludzi pieniędzy. Ale skoro wydawca od mojego przyjazdu do Medjugorie uzależnił wydanie książki, to byłam gotowa to wszystko wytrzymać. Kiedy objawienie się zakończyło, znajomi z którymi tam przyjechałam, chcieli bym poszła razem z nimi odbyć nabożeństwo Drogi krzyżowej. Ta Droga krzyżowa też wiodła pod górę. Tamtego dnia, nie wiedziałam nawet, że coś takiego jak Droga krzyżowa istnieje. Postanowiłam zejść na dół, kupić sobie w barze piwo i poczekać na nich. I ruszyłam w dół. Po drodze mijałam mnóstwo starszych kobiet, które mimo swojego wieku, chorób i innych niedomagań, bardzo energicznie wchodziły na wzgórze, na zboczach którego odprawiano to nabożeństwo. Zrobiło mi się wtedy głupio, bo pomyślałam, że one, schorowane, stare, tak zasuwają, a ja młoda i zdrowa nie mam sił wejść. I poszłam za nimi. Tylko, że szybko się zmęczyłam i znów pomyślałam o barze i zimnym piwie. I wtedy usłyszałam w swoim sercu tajemniczy głos: „Ania, jeśli nie dojdziesz do ostatniej stacji, która jest na szczycie tego wzgórza, to nigdy się nie dowiesz co tam na ciebie czekało”. Ten głoś był bardzo delikatny, a jednocześnie bardzo silny. Nie sposób było mu się oprzeć. Ruszyłam do góry, patrzyłam na tłum pielgrzymów i po raz pierwszy pomyślałam, że to jednak nie może być oszustwo, że takie masy ludzi, jakie do Medjugorie przyjeżdżają z całego świata, nie mogą się tak po prostu mylić. Szłam i wydawało mi się, że góra się obniżyła, przestałam czuć zmęczenie. 

Kiedy już dotarłam do celu, położyłam się na trawie, na szczycie góry by trochę odpocząć. Zamknęłam oczy. Ogarnął mnie wielki pokój, który mnie odradzał, przywracał mnie światu. Okres minionych miesięcy pełnych szarpaniny i różnych problemów nagle zatarł się w mojej pamięci. Słyszałam wewnętrzny głos… - zapisała później na stronach „Ocalonej z piekła”. - Głos, który zachęcał mnie abym przebaczyła wszystkim, którzy wyrządzili mi krzywdę. Czułam wielką harmonię ze światem. Kiedy człowiek odczuwa coś takiego, rozumie, że przebaczenie nie jest wyborem, jest jedyną możliwością. Moja usta otworzyły się i wydobył się z nich głos, który mówił: „Wybaczam wam”, a na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.

Wtedy wszystko zaczęło się odmieniać – kontynuowała Ania wspominając to zdarzenie na jednym ze spotkań z polskimi czytelnikami. - Tamtego dnia nie rozumiałam jeszcze co się ze mną dzieje, nie zdawałam sobie sprawy, że przebaczenie, nie jest naszym prawem, z którego skorzystamy lub nie, tylko jedyną możliwością. Jedyną drogą do wyjścia z więzienia, którym jest nasze cierpienie. Że przebaczając nie robię żadnej łaski tym, którzy mnie skrzywdzili. Przebaczając im robię prezent sobie samej, robię przysługę samej sobie, bo ten akt odmieni przede wszystkim moje życie. Tam, na tej górze przebaczyłam i zaczęłam widzieć wszystko w zupełnie innym świetle. Całe moje życie ujrzałam wówczas z zupełnie nieznanej mi perspektywy. Byłam wolna. Pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę szczęśliwa. Szukałam szczęścia w tylu rzeczach: w bogactwie, w aktorstwie, w modelingu, karierze, sławie, imprezach, alkoholu, narkotykach, mężczyznach i nie znajdowałam. Często mówię, że kiedy miałam z kimś pójść do łóżka musiałam się najpierw upić. Często również opowiadam, że wyskrobywałam resztki kokainy ze szpar w podłodze, by móc je zażyć kiedy byłam na głodzie. Tak wyglądało moje życie od środka, to życie, którego inni mi zazdrościli, o którym rozpisywały się gazety ilustrowane. Tamtego dnia po raz pierwszy w życiu poczułam się spełniona. Poczułam, że jestem na  swoim miejscu, że dotarłam do celu. A skoro już o przebaczeniu mowa… Z czasem przebaczyłam też moim najbliższym, pojednałam się z nimi. Z tatą symbolicznie, bo już nie żył, ale z mamą i siostrą mam dziś wspaniałą więź. Przebaczyłam mamie, że mnie zaniedbywała, że pozwalała swojemu przyjacielowi mnie molestować, przebaczyłam, że nie kochała mnie tak jak tego oczekiwałam. 

Wróciłam do Włoch, zadzwoniłam do wydawcy i powiedziałam, że muszę książkę przerobić, napisać od początku, bo po Medjugorie nie ma ona już sensu. Roześmiał się. O to mu chodziło. CDN

Aleksandra Polewska


Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!