TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Czerwca 2021, 22:48
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

O wrzeniu pod pokrywką

O wrzeniu pod pokrywką

Dzisiaj trochę spraw wewnątrzkościelnych, więc jeśli czyta te słowa ktoś spoza, to może sobie darować dalszą lekturę. Że co? Że tych spoza najbardziej interesują wewnętrzne sprawy Kościoła? A rzeczywiście. Może to i dobrze, zwłaszcza w sytuacjach, których sami nie potrafimy ogarnąć...
Są dwie sprawy, które szczególnie ekscytują ludzi Kościoła (i tych którzy im się z zewnątrz przyglądają) w momencie kiedy piszę ten edytorial. Pierwsza to oczywiście zapowiedziana wizyta ad limina polskich biskupów, opisywana takimi tytułami, jak choćby ten z Rzeczpospolitej „Episkopat na dywanik? Pilne wezwanie z Watykanu”. Autor tego tekstu, Tomasz Krzyżak, powołując się na swoich anonimowych oczywiście informatorów zza Spiżowej Bramy sugeruje, że biskupi zostali wezwani w trybie pilnym, a decyzja o ich wezwaniu miała zapaść po spotkaniu papieża z abp. Salvatore Pennacchio, nuncjuszem apostolskim w Polsce, do którego doszło 15 kwietnia. Nuncjusz podczas rozmowy, o którą sam poprosił, miał przedstawić papieżowi dość krytyczną ocenę sytuacji Kościoła w Polsce (chodzi o ewentualne zaniedbania polskich biskupów przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich przez część duchownych). Autor artykułu dla podkreślenia wagi sytuacji cytuje jeszcze swojego informatora, zdaniem którego „tak naprawdę mamy do czynienia z sytuacją podobną do tej z 2018 r., gdy po wizycie papieskiego przedstawiciela w Chile, który badał skandale pedofilskie w tamtejszym Kościele, Franciszek wezwał do siebie cały Episkopat. W przypadku polskich biskupów temu wezwaniu nadano nieco bardziej elegancką formę”.
Jak na to odpowiedzieli polscy biskupi? Rzecznik prasowy Episkopatu powiedział PAP, że od „ostatniej wizyty polskich biskupów w Watykanie, która odbyła się w dniach 1-8 lutego 2014 roku, minęło ponad 7 lat. Od 2019 roku biskupi polscy dopytywali w Watykanie o termin wizyty ad limina, ale ze względu na kalendarz papieża była ona przesuwana. Jesienią ubiegłego roku Nuncjatura Apostolska w Polsce poinformowała, że wizyta mogłaby się odbyć w 2021 roku. (…) W związku z powyższym trudno uznać, że biskupi zostali wezwani do Watykanu w trybie pilnym, jak informują niektóre media”.
Kto ma rację? Uważam to za zupełnie nieistotne: rzecznik czyni swoją powinność, zabiega o spokój wokół całej sytuacji, media czynią swoją powinność zabiegając o uwagę czytelnika i doszukując się elementów sensacyjności, redaktor Terlikowski i wszyscy inni komentujący na co dzień rzeczywistość Kościoła, mają temat do roztrząsania w swoich wpisach na mediach społecznościowych i w wywiadach. A ja się cieszę, że będzie spotkanie naszych biskupów z papieżem Franciszkiem, że nie będzie ono tylko rutyną do odhaczenia i okazją do pamiątkowych zdjęć, że jeśli ktoś ma ponieść konsekwencje zaniechań, to je poniesie (w naszej diecezji to się już zadziało). Czy ma znaczenie (jeśli to prawda), że „przeskoczyliśmy” kolejkę? Jeśli tylko nie „wepchnęliśmy się” przed kogoś bardziej potrzebującego, to jest to tylko powód do radości.
Druga sprawa, która właśnie się „toczy” (choć może w momencie lektury jest już po wszystkim) to bardzo niewybredna krytyka arcybiskupa Gądeckiego ze strony popularnego dominikanina o. Adama Szustaka. Pomijając niedopuszczalną moim zdaniem wulgarność zakonnika (tutaj niestety powraca pytanie o granicę pomiędzy jakimś słusznym czy niesłusznym oburzeniem a zamierzoną „prowokacją” celem podbicia klikalności) wydaje mi się, że stajemy coraz bardziej wobec problemu rozjeżdżania się sposobów komunikowania w Kościele od góry i od dołu. Mnie osobiście coraz trudniej jest przekładać na język ludzki komunikację naszych pasterzy z jednej strony, a z drugiej coraz bardziej mnie razi na przykład ciągłe zastrzeganie się o. Adama, że on broń Boże nie mówi, że coś jest grzechem, za który można pójść do piekła i jego pragnienie rozwalenia „tego” Kościoła (właściwie prawie wcale go już nie słucham). Czy ja tutaj chcę stanąć po czyjejś stronie? Absolutnie nie, obaj mają wszelkie możliwości, aby się bronić sami. Natomiast modlę się: jak już kiedyś powiedziałem ludzie z talentem medialnym, a takim jest o. Szustak (dodatkowo w jego własnej opinii ze skłonnościami narcystycznymi), są najbardziej narażeni na zakusy szatana, moim zdaniem nawet bardziej niż egzorcyści. A przewodniczący Episkopatu, cóż... Czy jest ktoś kto mu zazdrości „roboty”?

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!