TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Stycznia 2020, 08:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Nowy dom chłopaków

Nowy dom chłopaków

- Ten nowy dom to dowód, że dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych – mówi dominikanka, siostra dyrektor domu dla niepełnosprawnych chłopaków w Broniszewicach. Właśnie został otwarty i poświęcony, a decyzja o jego budowie zapadła zaledwie cztery lata temu. Uroczystość została połączona z inauguracją obchodów 100. rocznicy obecności dominikanek w tej miejscowości.

W Broniszewicach jest obecnie 17 sióstr, a 12 z nich jest zaangażowanych w Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży, bo tak brzmi oficjalna nazwa domu dla chłopców. Siostry emerytki wspierają je modlitwą. Oprócz nich w domu pracuje 47 osób świeckich. Obecnie mieszka w nim 56 chłopców w różnym wieku, bo chociaż siostry mogą ich przyjmować do 18 roku życia, to są przypadki, że ktoś został przyjęty jako dziecko, dorastał tutaj i teraz jako osoba dorosła pozostał w domu. Rozstanie z miejscem, gdzie czuje się bezpiecznie i z ludźmi, których pokochał, byłoby dla niego za trudne.

Pałac i niepełnosprawni
Dom dla niepełnosprawnych osób w Broniszewicach istnieje od 1956 roku, ale siostry przybyły tu 100 lat temu. Dostały mieszkanie w zabytkowym pałacu i tam opiekowały się sierotami najpierw po I wojnie światowej, a później po II wojny światowej. To był ośrodek na kształt obecnych domów dziecka. Oprócz tego zajmowały się też pracą parafialną. Jedna z nich była przez jakiś czas katechetką w miejscowej szkole. - Nasza założycielka zaszczepiała w siostrach troskę o chorych i konających. Miały towarzyszyć im przy śmierci i w trudnych chwilach ich rodzinom. Posyłała siostry do ludzi szczególnie ze środowisk wiejskich. Tu też dominikanki tak zaczynały. Oczywiście większą uwagę zwracały na dzieciaki, które były pod ich opieką, ale chodziły też do chorych znajdujących się w domach - opowiada siostra dyrektor Regina Dorota Krzesz. Tak dom funkcjonował do lat 50. XX wieku, do momentu kiedy władze komunistyczne zdecydowały, że dzieci zostaną przeniesione do państwowych domów dziecka. Wtedy siostry zajęły się niepełnosprawnymi chłopcami i tak zostało do dzisiaj. Przez lata mieszkali oni w pałacu, który jest obiektem zabytkowym, dlatego przy każdym remoncie wymagana była i jest zgoda konserwatora. Już w latach 90. XX wieku siostry wybudowały klasztor i tam się przeniosły. W pałacu pozostali chłopcy z całym zapleczem, które jest im potrzebne do funkcjonowania. Siostry z księdzem kapelanem starały się swoich podopiecznych przygotować także do przyjmowania sakramentów pokuty i Pierwszej Komunii Świętej. Zdarzały się również chrzty. Niewielka kaplica w pałacu nie mieściła ponad 20 ministrantów służących do Mszy Świętej i wszystkich uczestniczących, dlatego łączyły ją z sąsiednią salą.

Opatrzność i ludzie
Decyzję o budowie nowego domu dla chłopców siostry musiały podjąć ze względu na okoliczności, które tak naprawdę nie dawały innego wyboru. Okazało się, że pałac nie spełnia norm przeciwpożarowych i należałoby go gruntownie przeremontować, przeorganizować klatki schodowe, itd. Do tego, ponieważ obiekt jest pod opieką konserwatora, trzeba było spełnić odpowiednie normy i uzyskać zgodę na prowadzone prace. - Decyzję, że będziemy budować nowy dom podjęłyśmy cztery lata temu. Rozpoczęły się starania, by zdobyć środki i projekty. To zajęło ponad dwa lata, bo teren wokół pałacu też jest zabytkowy. W tym czasie dużo było momentów, kiedy działała Opatrzność Boża. Pan Bóg sam podsuwał rozwiązania - podkreśla Siostra Dyrektor.
Ponad 20 miesięcy temu dominikanki zaczęły realnie zabierać się za budowę nowego obiektu. Najpierw zbierały fundusze jeżdżąc i kwestując w kościołach w Polsce i poza nią. - Pewnego dnia podczas kwesty spotkana pani powiedziała: św. Józef wybuduje wam dom i tak się stało – wspomina Dominikanka. Owocem tych wyjazdów i informacji zamieszczonych na stronie internetowej broniszewickiego domu były kontakty z różnymi ludźmi, którzy podchodzili, dzwonili, mailowali, pytali, jak pomóc albo z już konkretnymi propozycjami wsparcia. Pojawiali się też dziennikarze proponujący udział w programach. Siostry wystąpiły między innymi w programie „Warto rozmawiać”. I tak dzięki pomocy Pana Boga i życzliwości ludzi pojawił się pierwszy milion złotych. Równocześnie potrzebne były pieniądze na bieżące wydatki i niezbędne remonty starego domu. Budowa to jedno, ale pałac, w którym mieszkali chłopy musiał funkcjonować normalnie.

Cztery ekipy
Do nowego domu przenoszą się wszyscy tuż po otwarciu. Tam chłopacy zamieszkają w dwuosobowych pokojach z łazienkami. Standard domu jest dostosowany do ich potrzeb indywidualnych, bo oprócz niepełnosprawności intelektualnej większość z nich jest obciążona dodatkowymi ograniczeniami czy niesprawnościami, jak na przykład autyzm czy porażenie mózgowe. Są wśród nich również osoby jeżdżące na wózkach albo leżące. Tak samo jak w pałacu chłopcy zostali podzieleni na cztery rodziny mniej więcej po 14 osób. Dwie z nich będą mieszkały na parterze, a dwie na piętrze. - Nie chciałyśmy im zburzyć świata. Przeprowadzą się do nowego mieszkania w tych samych rodzinach, ekipach, w których są aktualnie i z tym samym zespołem personelu, który nimi się zajmuje – mówi s. Regina jeszcze przed uroczystością otwarcia. Pani, która projektowała pokoje w nowym domu, najpierw porozmawiała z chłopcami i ich opiekunami, by dowiedzieć się o upodobaniach i pasjach przyszłych mieszkańców. Teraz każdy pokój jest zindywidualizowany. W jednym z nich oglądam na ścianie tapetę ze zwierzętami, zamieszka w nim chłopak, który je uwielbia, tłumaczy mi siostra dyrektor. Podobnie jest z innymi, w których na ścianie pojawił się instrument muzyczny, zespół rockowy czy żołnierze.
W nowym domu na najwyższym piętrze znalazła swoje miejsce część rehabilitacyjna. Tam będzie się odbywała rehabilitacja z fizykoterapeutami. Natomiast w pałacu nadal będą się odbywały zajęcia terapeutyczne: manualne, artystyczne, by chłopcy mogli rozwijać swoje umiejętności.

Obecność
Dominikanki podkreślają, że dom powstał dzięki opiece Boga i dobrym ludziom. - Spotkałyśmy tylu przyjaciół i życzliwych osób wirtualnie i osobiście. Chłopcy wyzwalali w nich dobro i wyzwalają. Widzimy działanie Boga w konkretnych sytuacjach - podkreśla s. Regina, opowiadając, że kiedy potrzebowały konkretną kwotę czy rzecz, znajdowało się od razu to co było potrzebne. Pan Bóg zaskakiwał ich w różnych momentach. - Jedna z sióstr, która już „budowała” dom w przeszłości, doradziła nam, by nie czekać aż uzbieramy całą kwotę tylko zacząć, a Pan Bóg się o resztę zatroszczy. Na tym zaufaniu się nie zawiodłyśmy. Bóg o wszystko się zatroszczył. Dokonał się tu ogrom dobra – zauważa dominikanka.
Każdy dzieli się tym co ma. Pewnego dnia zadzwonił telefon, siostry usłyszały, że w pewnej rodzinie zmarł niepełnosprawny synek i teraz chcą się z nimi podzielić łóżkiem tego dziecka. Inni ofiarowują swój czas. Są osoby, które dzwonią mówiąc: „mam wakacje, czy mogę przyjechać na tydzień i coś zrobić dla tych chłopaków?” Kiedy ktoś przyjeżdża idzie do grupy leżących osób, którzy się nie poruszają, ale mają oczy, usta, którymi komunikują swoje człowieczeństwo i otwartość. Wśród nich jest leżący Rafał, który nie mówi, jest porażony, powykręcany, ale intelekt jego chłonie to, co wokół niego się dzieje. Widać, że wewnętrznie rozumie wszystko doskonale i uwielbia przebywać z ludźmi. Uwielbia jak się z nim rozmawia, jak się mu opowiada historie z życia, uwielbia się śmiać, jest bardzo radosny. Chce, by poczytać mu książkę, wyjść z nim wózkiem na spacer. - Im bardzo potrzebna jest obecność drugiego człowieka, szczególnie osobom leżącym. Potrzeba im dobrego dotyku, potrzymania za rękę. A do przychodzących ludzi dociera, że to są rzeczy bardzo ważne, istotne, często najważniejsze w życiu. Czasami nie potrzeba bardzo dużo, tylko zwykłych gestów życzliwości – podkreśla s. Regina.

Otwarcie domu
Nic więc dziwnego, że tuż przy wejściu do nowego domu pojawiła się ściana, na której umieszczono imiona tych, którzy pomogli w wybudowaniu nowego domu dla chłopców. To taki drobny gest podziękowania. Zostali też zaproszeni 1 września na uroczyste otwarcie. Najpierw podziękowano Bogu podczas Mszy Świętej w intencji chłopców i darczyńców. Przewodniczył jej dominikanin o. Wojciech Jędrzejewski z Łodzi, który w homilii podkreślił, że siostry odnalazły w swoich podopiecznych skarb od Boga i „z całą pasją i zaangażowaniem zajęły się chłopcami potrzebującymi opieki”. Natomiast o. Tomasz Nowak z Łodzi zauważył, że „ludzie, którzy spotykają się z Bogiem i doświadczają Jego miłości mogą ją roznosić po świecie na różny sposób”. Obecni byli również o. Maciej Biskup ze Szczecina, księża z diecezji kaliskiej, dominikanki z matką generalną, przedstawiciele władz samorządowych, podopieczni, opiekunowie i dobroczyńcy. W programie uroczystości nie zabrakło. też koncertu i degustacji „dominikańskiego” bigosu.

Tekst i zdjęcia Renata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!