TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Stycznia 2020, 21:22
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Niemiecki pacjent (2)

Niemiecki pacjent (2)

Więźniowie KL Dachau prosili św. Józefa o łaskę uwolnienia i powrotu do Ojczyzny już od 1940 roku.
Wyzwolenie obozu miało miejsce w kwietniu 1945 roku, ale przygotowania do niego św. Józef rozpoczął już dwa lata wcześniej w Nowym Jorku. Dziś część druga historii o tym, jak konkretnie doszło do wyzwolenia tego obozu.

Na początek przypomnę, że jednym z lekarzy amerykańskiej 42. Dywizji Piechoty, która w ostatnich dniach kwietnia znalazła się pod Monachium, był młody sierżant Alvin Weinstein. W sobotę, 28 kwietnia, jego oddział przechodził obok drogowskazu, na którym napisano „Dachau 5 km”. Drogowskaz przykuł jego uwagę, bo znał nazwę tej miejscowości. Usłyszał o niej dwa lata wcześniej od pacjenta, którym opiekował się jako stażysta w nowojorskim szpitalu.
Pacjent był Niemcem i cierpiał na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Majaczył i krzyczał po niemiecku. Gdy wrócił do formy, Alvin wszystko mu opowiedział i zapytał, czy jego krzyki miały jakiś sens. Pacjent opowiedział mu wówczas, że w 1933 roku, kiedy Hitler doszedł do władzy, on razem z dwoma innymi członkami partii opozycyjnej do NSDAP, jawnie sprzeciwili się rządom nazistów. Wszyscy trzej zostali aresztowani i skazani na pobyt w owym więzieniu - obozie przewidzianym przez nowe władze Rzeszy dla więźniów politycznych. Obóz znajdował się w bawarskim miasteczku Dachau. Alvin Weinstein w swoich wspomnieniach nie zdradza nazwiska pacjenta, w związku z tym i my go dzisiaj nie znamy. Opowiada jednak, że po pięciu latach od skazania, w roku 1938, nasz „niemiecki pacjent” razem z dwoma innymi współwięźniami, przekupili strażnika obozowego i uciekli z Dachau. Z Niemiec, z których oczywiście również musiał natychmiast zbiec, przedostał się do Rotterdamu, a stamtąd odpłynął statkiem do Ameryki jako uchodźca polityczny. Młody Weinstein nie dowierzał opowieściom pacjenta o horrorze, jaki ten przeszedł w Dachau. Dopiero kiedy w 1944 roku zobaczył okrucieństwa nazistów na własne oczy uznał, że Niemiec nie tylko nie konfabulował, on nawet nie koloryzował.

Kolejny nieprzypadkowy przypadek

Tamtego, kwietniowego dnia 1945 roku, młody doktor Alvin na widok drogowskazu do Dachau podbiegł do swego dowódcy i powiedział, że wie, iż w Dachau mieściło się więzienie dla więźniów politycznych. Dowódca przekazał tę informację swojemu przełożonemu - generałowi majorowi Harry’emu J. Collinsowi, a ten wysłał do Dachau oddział zwiadowczy pod dowództwem generała brygady Henniga Lindena na rozpoznanie. Kiedy o tym piszę, wydaje się, że przekazanie informacji o Dachau i wysłanie oddziału zwiadowczego, rozegrało się w bardzo krótkim czasie. W rzeczywistości trwało to dość długo, bo Amerykanie dotarli pod bramę obozu dopiero następnego dnia.
W nocy tymczasem wśród pracowników administracji KL Dachau doszło do rozłamu. Komendant, który dwukrotnie dostał rozkaz od Himmlera całkowitego zniszczenia obozu i zagłady więźniów 29 kwietnia o godzinie 21.00, postanowił, iż rozkazu nie wykona i odda dobrowolnie obóz aliantom. Do jego pomysłu przyłączyła się spora część jego podwładnych w KL Dachau. W nocy z 28 na 29 kwietnia większość przeciwników rozkazu Himmlera potajemnie opuściła obóz w cywilnych przebraniach, a nawet więziennych pasiakach. Lojalna wobec Himmlera grupa pracowników, która pozostała na miejscu liczyła ledwie 130 uzbrojonych osób. Gdy Amerykanie zjawili się nieoczekiwanie pod bramą obozu, zarządzający obozem Niemcy byli przekonani, że mają do czynienia z dużą i silną grupą wojska. Żaden z nich nie sądził, że w rzeczywistości to tylko oddział zwiadowczy. W związku z tym, wyobrażając sobie tę znaczącą dysproporcję sił, wywiesili przy bramie białą flagę.

Wspomnienia biskupa Korszyńskiego

A jak tamte kwietniowe dni wspominali księża dachauczycy? Ks. biskup Franciszek Korszyński pisze o nich następująco w swej książce „Jasne promienie w Dachau”: „Nadeszły dla nas krytyczne chwile w kwietniu 1945 roku, kiedy to władze obozowe, chcąc zastosować się do polecenia Himmlera, iż żaden więzień nie może wpaść żywy w ręce nieprzyjaciela, na różny sposób usiłowały nas zniszczyć. Pomimo, iż czyniły to w tajemnicy przed nami, rozmaicie maskując swe niecne zamiary, to jednak wiedzieliśmy o tym, zdawaliśmy sobie sprawę z grożącego nam niebezpieczeństwa, a jednocześnie rozumieliśmy dobrze, iż nikt z ludzi nie może przyjść nam ze skuteczną pomocą, że nikt od śmierci nas nie zachowa, chyba sam Bóg. (…) Wrócono wtedy do myśli oddania się w opiekę kaliskiemu św. Józefowi, by za jego przemożnym orędownictwem uzyskać od Boga cud wyzwolenia. (…) Codziennie wieczorem, przez 9 dni, zbieraliśmy się (…) i wspólnie modliliśmy do św. Józefa, prosząc nie o co innego, lecz o cud wyzwolenia. Wiedzieliśmy bowiem, że tylko cudem możemy być zachowani przy życiu i wyprowadzeni z obozu. Nowennę tę zakończono 22 kwietnia, w uroczystość Opieki św. Józefa, w niedzielę, i w tym też dniu, stosownie do powziętej uprzednio uchwały, dokonano uroczystego aktu oddania się kaliskiemu św. Józefowi. (…)
W niedzielę, 29 kwietnia 1945 roku, w miarę jak strzały karabinowe stawały się częstsze i wyraźniejsze, budziło się w nas i potęgowało pewne podniecenie – z ogromnym napięciem oczekiwaliśmy aliantów. Aż oto, gdy słońce już dobrze nachyliło się ku zachodowi, o godzinie piątej czy nieco później po południu, dały się słyszeć gromkie wołania: Amerykanie! Amerykanie! (…) Na balkonie tzw. zurhausu ukazał się oficer amerykański i ręką dał znać, by uciszyła kipiąca wrzawą, przeszło trzydziestotysięczna masa więźniów. W jednej chwili stało się cicho jak w kościele. A wtedy oficer powiedział po niemiecku: Teraz jesteście wolni. Wzruszenie opanowało nas wszystkich. Każdy tę chwilę przeżył na swój sposób. A wszyscy zaczęliśmy wołać: Dziękujemy! Dziękujemy! Znowu powstała wielka wrzawa. Wówczas (…) oficer wyciągnął rękę, by nas uciszyć, a kiedy zapanowała cisza, powiedział donośnym głosem, również po niemiecku: Nie dziękujcie nam, ale Bogu”.

Tekst Aleksandra Polewska – Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!