TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Października 2019, 01:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Nie taki Trump straszny, jak go malują

Nie taki Trump straszny, jak go malują
Mimo że sezon ogórkowy w mediach trwa w najlepsze, to na naszym krajowym podwórku z łatwością można znaleźć wypowiedzi, które doskonale nadają się do potraktowania z ironią, co w niniejszej rubryce od czasu do czasu nam się zdarza.Większość tych wypowiedzi i zdarzeń, które dawno nabrały cech groteski, dotyczy reformy sądownictwa albo niszczenia demokracji w naszym kraju.

Wybór właściwego określenia zależy od strony barykady, którą się zajmuje. Najciekawszy popis w tej materii dały ostatnio dwie panie, obie z pola kultury, jedna pisarka, a druga reżyser filmowy, które na jednym z portali społecznościowych wymieniały się uwagami na temat skuteczności znanego z voodoo nakłuwania laleczek celem zadania cierpienia. Oczywiście laleczka powinna przedstawiać jednego z polityków prawicy odpowiedzialnego za kształt reform. I proszę sobie wyobrazić, że jedna z pań całkiem poważnie przestrzegała drugą, że ona już tą metodą dwie osoby na tamten świat wysłała... Ja wiem, że poziom nastrojów u naszej szeroko pojętej opozycji jest bliski desperacji i wiem, że jest takie mądre powiedzenie, że jak trwoga, to do Boga i jest to zrozumiałe. Tylko zawsze pozostaje jeszcze pytanie, do jakiego Boga. I wygląda na to, że każdy do swojego.

Ale miałem dzisiaj nasze krajowe podwórko ominąć szerokim łukiem, więc będzie to łuk bardzo szeroki i zatrzymamy się na chwilę na najbardziej dyskutowanym od kilku tygodni temacie, a mianowicie spotkaniu przywódców Stanów Zjednoczonych i Rosji w Helsinkach. Na prezydenta Trumpa posypały się gromy niemal ze wszystkich stron, a komentatorzy dość zgodnie przyznali, że Putin wyszedł zwycięsko z tego spotkania. Ale czy na pewno? Bo jeśli popatrzymy na konsekwencje słów Trumpa w Stanach Zjednoczonych to zauważymy wręcz zaostrzenie postaw przeciwnych Rosji. Jak wyczytałem w opracowaniu Marku Budzisza w Stanach ujrzały już światło dzienne pierwsze inicjatywy legislacyjne. Republikański senator z Wyoming, John Barrasso, który przewodzi w Kongresie Republikańskiemu Komitetowi Politycznemu, a więc nie jest jakimś szeregowym parlamentarzystą, złożył propozycję nowej ustawy, w której przewiduje się amerykańskie sankcje wobec wszystkich firm, które współpracować będą w budowie gazociągu North Stream 2. Jakie sankcje? Zamrożenie amerykańskich aktywów takich firm, zablokowanie wszystkich operacji bankowych, zakaz wobec inwestorów amerykańskich angażowania w jakiejkolwiek formie kapitałów w objętych sankcjami firmach oraz sankcje skierowane przeciw ich managerom. Oczywiście nie jest to jedyne antyrosyjskie przedsięwzięcie, o jakich mówi się ostatnio w amerykańskim parlamencie, ale nie chcę przynudzać. Dodam tylko, że wzburzeni Helsinkami kongresmani chcą wyciągnąć z zamrażarki projekt ustawy nazwanej Deter Act, która przewiduje wprowadzenie automatycznych sankcji na wszystkie aktywa rosyjskich firm, blokowanie operacji walutowych, zakaz inwestowania w ich aktywa. Jeśli wejdzie ona w życie, wówczas objęci zostaną sankcjami wszyscy rosyjscy biznesmeni znajdującym się na tzw. rosyjskiej liście amerykańskiego Ministerstwa Finansów, czyli w praktyce cała pierwsza setka rosyjskiej edycji listy najbogatszych Forbes.

Nie wiadomo, czy te ustawy przejdą cały proces legislacyjny, ale nie można wykluczyć, że niemal usłużne słowa Trumpa wobec Putina przyniosą skutek wręcz przeciwny. A może właśnie o to chodziło? Może to jest po prostu gra polityczna? Nie wiem. Jedno jest pewne, że jak się chce przywalić Trumpowi to kij albo kamień zawsze się znajdzie. Nieraz zresztą zasłużenie.

Ale ja chciałbym dzisiaj zakończyć ten felieton zupełnie pod prąd. I chciałbym Trumpa pochwalić. Jak wielu z Was wie, Watykan nie jest członkiem ONZ, ale ma w tej organizacji stałego przedstawiciela. Niegdyś był nim abp Celestino Migliore, który później był nuncjuszem apostolskim w Polsce, a obecnie jest nim arcybiskup Bernardito Auza z Filipin. Chociaż ONZ nie ma dzisiaj wielkiego wpływu na światową politykę, to jednak ciągle uchwala się tam jakieś rezolucje, które później są w mniejszym, bądź większym stopniu respektowane przez państwa. Obecnie te rezolucje bardzo często są naznaczone tzw. agendą praw reprodukcyjnych, co oznacza głównie prawo do aborcji, antykoncepcji i ideologię gender, czyli to wszystko, co jest niezgodne z wartościami chrześcijańskimi. I właśnie wielką pracę w ONZ wykonuje cały sztab stałego przedstawiciela Stolicy Apostolskiej, który cierpliwie negocjuje z państwami członkowskimi, aby takich zapisów w rezolucjach nie było. I jak się okazuje, odkąd prezydentem USA jest Donald Trump, to właśnie Stany Zjednoczone są największym sojusznikiem Watykanu w tej pracy, a Unia Europejska największym przeciwnikiem. I może właśnie to jest jednym z powodów, że na Trumpa ciągle szuka się kija. Albo laleczki do niego podobnej, którą można by do woli nakłuwać. 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!