TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 14 Czerwca 2021, 01:25
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Nawet najsmutniejszy czas w naszym życiu, może nieść iskierkę nadziei

Nawet najsmutniejszy czas w naszym życiu, może nieść iskierkę nadziei

Książki o Bożym Narodzeniu są zwykle niczym filmowe komedie romantyczne: lekkie, pogodne i słodkie.
Do tego w tle ich akcji pobrzękują dzwoneczki, pachną pieczone pierniki i choinka z lasu. Publikacja
„Moc truchleje”, która ukazała się w listopadzie, zawiera całkiem inne świąteczne historie. Po pierwsze prawdziwe, po drugie osadzone w scenerii wojny na Kresach wschodnich, kazachskich stepach,
czy nawet w KL Auschwitz. Autorką książki „Moc truchleje” jest Sylwia Winnik.

Jak znalazła Pani chętnych do podzielenia się – wstrząsającymi niekiedy przecież – wspomnieniami? Pytam, bo moja babcia, która spędziła pięć lat na przymusowych robotach w Niemczech, do dziś nie opowiedziała mi o świętach tam spędzanych.
Sylwia Winnik: W swojej świątecznej książce rzeczywiście pozostałam w tym, co kocham najbardziej - czyli w ukazywaniu prawdziwych ludzkich historii i emocji. Rozmówców szukałam wokół siebie. Bardzo zależało mi na tym, by ta książka miała zróżnicowane opowieści z różnych stron Polski, ludzi o różnym doświadczeniu. I miała być nie za długa. Podobna do tych krótkich opowieści wigilijnych, opowiadanych mi przez babcię o wojnie i o rodzinie, jak wtedy, gdy siedziałam przy rozpalonym piecu w zimowe wieczory, a babcia snuła historie tkane jej rodzinnymi wspomnieniami. Myślę też, że tych lekkich książek również potrzebujemy, bo otacza nas wiele trosk i szukamy w nich wytchnienia. Książka „Moc truchleje” jest reportażem, pełnym moich osobistych refleksji o Bożym Narodzeniu i przemijaniu, ale niesie też nadzieję. W niej również znajdziemy wytchnienie.

Skąd pomysł na tę książkę?
Boże Narodzenie zawsze było dla mnie wyjątkowym czasem. Z jednej strony ze względu na wiarę. Ale trzeba też przyznać, że te konkretne święta są bardzo rodzinne. I właśnie dlatego tak je kocham. Niestety dwa ostatnie lata były bardzo smutne. Odeszli, rok po roku, moi dziadkowie, a kilka lat wcześniej babcia. Gdy pustych miejsc przy stole wigilijnym pojawiało się więcej, zaczynałam rozumieć, że pustka i tęsknota, jaką po sobie zostawili dziadkowie, odzwierciedla mój wielki ból. Ból ten, jednak im większy, tym wyraźniej określa ogrom miłości jaki nam dali, bo to za ich obecnością przecież tęsknimy. Boże Narodzenie zawsze będzie dla mnie czasem, gdy przed oczami staną mi dziadkowie, jak żywi. Ta książka, dla mnie osobiście, to hołd dla nich, za to, że miałam święta rodzinne i piękne, pełne miłości, nadziei. I takie teraz chcę przygotowywać sama. Ale kryje się również drugie dno w temacie tej książki. W dobie pędzącego świata, w którym często zapominamy o tym co jest ważne, ta książka ma przypomnieć, że małe rzeczy naprawdę potrafią cieszyć. Tak małe jak okruch chleba w Auschwitz, którym dzielono się jak opłatkiem w Wigilię.

Która z opisanych historii wywarła na Pani największe wrażenie?
Każda ma w sobie coś, co porusza serce. Wszystkie historie to ludzkie emocje, przeżycia, wartości, dzieciństwo, beztroski czas przed 1939 rokiem i nagle dramat, gdy zaczyna się wojna. Nie umiałabym wybrać jednej.

„Moc truchleje” to Pani czwarta książka. Na Pani koncie na facebooku, tuż pod Pani nazwiskiem widnieje napis: „Historia to człowiek i jego los” i właśnie o tym Pani pisze. Opowie nam Pani króciutko o trzech pozostałych publikacjach?
Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęłam książką „Dziewczęta z Auschwitz”. Zainspirowana opowieściami swoich dziadków. Pamiętam jak wieczorami siadałam przy piecu, w którym palił się ogień. Babcia opowiadała, a ja prosiłam o kolejne i kolejne historie. W mojej rodzinie również pojawiały się trudne wojenne wspomnienia i to właśnie sprawiło, że napisałam książkę o kobietach, rodzinach, które trafiły do Auschwitz-Birkenau. Drugi reportaż był próbą zmierzenia się z hejtem skierowanym w stronę polskich żołnierzy wyjeżdżających na misje pokojowe do Afganistanu czy Iraku. Każdy z nas zmaga się ze swoimi troskami, a ta książka pokazuje, że można przetrwać wszystko. I, że nie trzeba wyruszać na wojnę, by stoczyć walkę o życie. Z drugiej zaś strony ukazuje tam oblicza rodzin polskich żołnierzy, motywacje wyjazdów na misje. Wychodzę z założenia, że mamy skłonność do oceniania nie mając często pełnej wiedzy. Książka „Tylko przeżyć. Prawdziwe historie polskich żołnierzy“ miała nam w bardzo emocjonalny sposób tę wiedzę pokazać. To lektura dla kobiet, ale i dla mężczyzn, bo uczy w pewnym sensie empatii i wzajemnego zrozumienia. Moją trzecią książką były „Dzieci z Pawiaka“. Pawiak, miejsce kaźni Polaków, o którym nie mówi się często. A było przecież największym więzieniem gestapo nie tylko w okupowanej Polsce, a w całej Europie. Zginęło tam około 37 000 ludzi, a ponad 60 000 wywieziono do obozów zagłady i innych miejsc odosobnienia, w tym dzieci. O tym jak traktowano kobiety w ciąży, co przeżyły dzieci na Pawiaku i jak to wpłynęło na ich psychikę w przyszłości, opisałam w tej książce. Wszystkie moje cztery książki łączą prawdziwe historie ludzi i ich prawdziwe emocje. Zawsze robię wszystko co w mojej mocy, aby reportaże te były rzetelne, ale i pełne ludzkich uczuć.

Wyobrażam sobie, że bohaterowie „Moc truchleje” ucieszyli się z tego, że ktoś uwiecznił ich losy.
To były dla nich, ale również dla mnie bardzo trudne rozmowy. Często przerywane łzami, ciszą, wywołaną ściskiem gardła przez natłok emocji. Trudno mówić o najtrudniejszych chwilach w życiu, o stracie rodziny, płonących domach i morderstwach jakie rozgrywały się na oczach świadków historii. Jednak nasze rozmowy wiele znaczyły. W efekcie to prawda, moi rozmówcy cieszyli się, że ich wspomnienia nie zostaną zapomniane. I, że pozostanie po nich ślad w naszych sercach.

W książce zamieściła Pani również zdjęcia z wojennych świąt i 12 przepisów na przysmaki wigilijne. Czy któryś z nich wykorzystuje Pani przygotowując święta?
To dla mnie bardzo ważny element książki. Te przepisy są naszym rodzinnym spadkiem tradycji. Zawarłam tam przepisy mojej prababci, babci, na podstawie których razem z mamą przygotowujemy wieczerzę wigilijną, ale również te, które wykorzystują w swojej kuchni bohaterki książki „Moc truchleje”. Piękna jest różnorodność tych przepisów - pochodzących z różnych miejsc w Polsce. Na pewno skorzystam z nich w tym roku, tworząc tradycyjny, ponadczasowy i zróżnicowany stół wigilijny.

Rozmawiała Aleksandra Polewska - Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!