TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Października 2020, 23:58
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Naród i jego historia w myśli Prymasa (II)

Naród i jego historia w myśli Prymasa (II)

 

Składnikiem myślenia kard. Stefana Wyszyńskiego o narodzie były wyobrażenia, które zawdzięczał polskiej tradycji narodowodemokratycznej. Prymas Polski bronił zdyskredytowane wtedy pojęcie Polak-katolik, a nade wszystko występował jako rzecznik szacunku dla polskiej historii i świadek jej wielkości przeciw dyktatowi ciasnego pragmatyzmu.

Prymas Wyszyński z niesionym między innymi przez nią poczuciem niższości, duchowej podległości, zawstydzenia narodu własną historią czy wręcz kulturą, przez całe życie wytrwale walczył. Rehabilitował chociażby piętnowane przez ,,postępowych” intelektualistów pojęcie Polak-katolik: ,,Niech się nikt nie gorszy – bo byłoby to zgorszenie faryzejskie – z zestawienia Polak-katolik. (…) Nie można było inaczej ratować narodu przed wynarodowieniem, rusyfikacją, germanizacją, sprawosławieniem czy sprotestantyzowaniem, jak tylko za cenę powiązania tych dwóch żywotnych sił w jedną całość”. W sformułowanym tu i na wielu innych miejscach stanowisku Prymas Polski występował jako rzecznik i realistyczny interpretator narodowych dziejów, który dostrzegał ich zasadniczą, pozytywną wartość i wychowawczy walor, w przeciwieństwie do osób kreujących się na zarozumiałych, aroganckich sędziów, za sprawą nieraz swej ignorancji z łatwością ferujących wyroki potępienia.
Szerzej rzecz ujmując, w poczynaniach Ks. Prymasa do głosu dochodziła świadomość, że naród, aby mógł trwać, musi ocalić podmiotowość w zakresie zdolności do myślenia na swój temat, czyli formowania własnej, niezależnej kultury. Prof. Grzegorz Kucharczyk pisząc w serii Narodowego Centrum Kultury o kulturowych wojnach Niemców przeciw Polsce zauważył: ,,Jeśli prawdą jest, że nie ma społeczeństwa (narodu) bez kultury, to podobnie prawdą jest również to, że musi być ono suwerenne w procesie kształtowania własnych wytworów ducha. Tę suwerenność można utracić także przez zezwolenie na narzucenie sobie zgoła wrogiego wyobrażenia o własnej kulturze, w tym nieprzyjaznej wizji historii”. Dlatego zwycięstwo Polaków w wojnie kulturowej z zaborcą było ,,dla nas sprawą życia i śmierci. Szaniec polskiej kultury nie mógł zostać zdobyty”. W czasach prymasowskich ta wojna w zmienionej nieco postaci, w obliczu innego potężnego zaborcy, dalej się toczyła. Była zmaganiem o sens wymowy narodowej kultury (przypomnijmy choćby zamieszanie wokół inscenizacji Dziadów z 1967 roku), w tym o rodzimą, ,,przyjazną” narodowi ,,wizję jego historii”.

Nie wstydzić się dziejów ojczystych!
Kardynał w jej trakcie uczył zatem szacunku dla własnej przeszłości, gdyż tylko dzięki niemu naród cenić może samego siebie, wierzyć w swoją lepszą przyszłość i do niej się dźwigać. To właśnie sponiewieranie własnej historii, wmówienie narodowi, że nigdy niczego ważnego i wielkiego nie osiągnął stanowi sposób na złamanie jego ducha i drogę w stronę autodestrukcji. Wiedzieli o tym dobrze wrogowie Polski i dlatego próbowali utrwalić wśród Polaków pogardę do samych siebie (ale nie czynili tego w stosunku do historii, którą sami reprezentowali, przeciwnie, powielali fałszywe mity, które miały uzasadniać ich roszczenia). Prymas z całych sił przeciwstawiał się zohydzaniu Polakom ich dokonań i przekreślaniu znaczenia ich dziejów i tradycji. Tłumaczył, że ,,nie mamy powodu uprawiać jakiejś «krucjaty» przeciwko naszym dziejom narodowym i przeszłości narodu, bo słusznie można powiedzieć, że chociaż mamy sobie osobiście wiele do zarzucenia i chociaż staramy się być sprawiedliwi w ocenie naszego wysiłku rodzimego, to jednak dziejów naszych ojczystych wstydzić się nie możemy i nie mamy potrzeby!” Uważał, że ,,trzeba zerwać z manią «obrzydzania» naszych dziejów i dowcipkowania z tragicznych niekiedy przeżyć narodu”. A taka przecież maniera i moda natrząsania się z Polski i szargania jej świętości istniała zarówno w PRL jak też w nowych warunkach po 1989 roku. Sięgała od wątpliwej jakości popisów telewizyjnych kabaretów po stereotypy i schematy potocznego myślenia. W naszych czasach przybiera agresywną postać hepeningów urządzanych po tragedii smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu czy, aktualnie, bezczelnych prowokacji środowiska LGBT.

Niebezpieczeństwo życia bez historii
Za niezwykle groźne zjawisko Prymas uznawał szerzenie i utrwalanie społecznej amnezji, utraty pamięci o własnej przeszłości i historycznej tożsamości. W epoce komunizmu wiązało się ono z bezprzykładną pychą i ambicją ideologów, by zaczynać wszystko od nowa, by unieważniać to, co istniało zanim nastała dyktatura aktualnej władzy i jej światopoglądu. Dlatego kardynał nauczał, że ,,nie wolno tworzyć «dziejów bez dziejów», nie wolno zapomnieć o tysiącleciu naszej ojczystej i chrześcijańskiej drogi; nie wolno sprowadzać narodu na poziom «zaczynania od początku», jak gdyby tu, w Polsce, dotąd nic wartościowego się nie działo (…). Naród bez dziejów, to naród tragiczny!”. Tego rodzaju przestrogi istotne były jednak nie tylko w okresie dominacji realnego socjalizmu.
Nowożytna i nowoczesna pogarda dla przeszłości i roszczenie do tworzenia nowego wspaniałego świata doszła też do głosu w dobie po upadku komunizmu w Europie, w postaci koncepcji tzw. końca historii, która bezpowrotnie wyrzucić miała poza obręb wszelkich zainteresowań wielkie projekty i wartości, inspirujące dotąd ludzkość i pogrążyć ludzi w hedonistycznej konsumpcji właściwej dla społeczeństwa liberalnego. Inna z kolei współczesna wersja tendencji odwracania się od historii to znane w Polsce w latach 90. pozornie racjonalne hasło, by zapomnieć o przeszłości i wybrać przyszłość. W opinii lansujących powyższy slogan socjotechników liczy się tylko to, co sami stworzymy. Nie musimy się do niczego odwoływać. Jesteśmy absolutnie niezależni. Przeszłość powinniśmy odrzucić jako balast i obciążenie. Rozmach tego ,,skoku do królestwa wolności” poprzez uwolnienie się od historii łączy się wreszcie w zaskakujący sposób z redukcją ludzkich potrzeb, pragnień i ambicji, z propozycją, by skupić się pragmatycznie na codzienności i nie robić nic wielkiego, ,,nie robić polityki” i zadbać co najwyżej o ciepłą wodę w kranie, jak z kolei głosił pamiętny slogan kampanii sprzed kilkunastu lat.
Nie trzeba przekonywać, że projekt budowania społeczeństwa bez historii i kształtowania w jego systemie wyrachowanych, cwanych konsumentów, pozbawionych wyższych dążeń i duchowych aspiracji, budził zawsze żywy protest Prymasa: ,,Bodajże ważniejszą w tej chwili jest w Polsce obrona kultury, kultury narodowej, ojczystej, chrześcijańskiej niż jakikolwiek inny program. Może na polskiej ziemi nie powstać wiele rzeczy, ta lub inna fabryka, i to jeszcze nie będzie największa strata... Przegraną Polski byliby ludzie, którym brak kultury osobowej, niemi, li tylko pragmatyczni, wrodzy sobie, eliminujący z życia duchowość, wymiar transcendentny. Przegraną byłby naród bez dziejów, bez własnej, rodzimej, niezależnej kultury”. Tak nauczał Prymas w roku 1977. Wystarczy teraz przenieść wzrok do teraźniejszości i rozejrzeć się po naszym współczesnym krajobrazie, by odpowiedzieć na pytanie o trafność tej diagnozy. By zastanowić się, jakich ludzi wychowuje aktualnie polska rodzina, szkoła, środowiska i instytucje. Czy jeszcze ktoś ich wychowuje, czy ma takie ambicje... Czy nie dominuje wokół typ niemego, przyziemnego i agresywnego pragmatyka, który uważa, że niczego nie musi wiedzieć i do niczego nie jest zobowiązany poza dbałością o własną korzyść.

Ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!