TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 05 Sierpnia 2020, 06:30
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Na szlaku do Amerykańskiej Częstochowy

Na szlaku do Amerykańskiej Częstochowy

Zapewne każdy z Czytelników zna trud pielgrzymowania. Wie, co to znaczy iść w upale i pod górkę. Jestem pewien, że tak. Może niekoniecznie na tradycyjnej pielgrzymce do Częstochowy, ale mam tu na myśli jakikolwiek pielgrzymi szlak. Jeśli tak, to na pewno nie jest nam obcy ból zmęczonych nóg, ale co najważniejsze radość serca płynąca z bycia razem, z możliwości poznania nowych ludzi, nowych doświadczeń i wielu innych pielgrzymkowych atrakcji.

W tym miejscu chciałbym się podzielić moimi refleksjami pielgrzymkowymi, gdyż ten rodzaj wyznania wiary i tworzenia wspólnoty jest mi szczególnie bliski. Na pewno jest to czas, gdzie na początku jest się „tym obcym”, ale poznaje się innych ludzi i to dodaje skrzydeł. Przez ostatnie dziewięć lat pielgrzymowałem do Częstochowy w Polsce. Posmakowałem trudów pielgrzymowania będąc w seminarium, gdzie po raz pierwszy wyruszyłem na pielgrzymi szlak wraz z kolegami po zakończeniu roku akademickiego siedem lat temu. Pamiętam do dziś, gdy wśród dzieci pierwszokomunijnych zmęczony, ale szczęśliwy pokłoniłem się Maryi. Wtedy popłynęły łzy z moich oczu. Było to przeżycie, którego do dziś nie umiem określić: dlaczego właśnie płaczem przywitałem Czarną Madonnę? Jestem pewien, że Ona każdy mój ból i moją radość przyjęła i ofiarowała swemu Synowi. W następnych latach również chodziłem do Częstochowy, tylko z innych stron Śląska, z którego pochodzę, gdyż urodziłem się w Katowicach. Był czas, gdy w wakacje nawet dwa razy podążałem do Częstochowy. Ostatnie dwa lata miałem okazję pielgrzymować wraz z Polakami mieszkającymi na Zaolziu. Były to pielgrzymki tygodniowe. Każda droga to inny wymiar, inne doświadczenie, gdyż każdej pielgrzymce towarzyszy hasło przewodnie.
Obecnie jestem klerykiem i studiuję w Polskim Seminarium w Orchard Lake w USA. Kiedy dowiedziałem się, że jest możliwość wspólnego pielgrzymowania tutaj w USA to nie zwlekałem zbyt długo. Bardzo cieszę się, że mieszkający tutaj Polacy właśnie w ten sposób podtrzymują tradycje, z którymi przyjechali do tego kraju. Może wydaje się to zaskoczeniem, ale również tutaj w Doylestown w Pennsylwani znajduje się sanktuarium maryjne bliskie Polakom mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Od 1955 roku, kiedy była tu jeszcze oddana dla kultu publicznego kaplica z  wizerunkiem Czarnej Madonny, pielgrzymowały do niej grupy ludzi. Tak jest do dzisiaj. Teraz znajduje się tam Sanktuarium Narodu Polskiego tzw. Amerykańska Częstochowa. W tym roku było podobnie, każdy chciał znów zobaczyć i pokłonić się Tej, której zawierzyliśmy całe swoje życie. A wszystko zaczęło się 5 sierpnia, kiedy to wraz z moim Proboszczem pojechaliśmy do pobliskiej polskiej parafii, skąd wyruszyliśmy autokarem do Great Meadows, NJ, do parafii Świętych Piotra i Pawła, skąd już na własnych nogach udałem się na pielgrzymi szlak. W tej parafii rozpoczęło się nasze wspólne pielgrzymowanie. Każdy dzień prowadził nas do Sanktuarium Narodu Polskiego w Doylestown, gdzie znajduje się wizerunek Czarnej Madonny.
W skwarze podążaliśmy cztery dni. Było nas około 4 tysiące. Każdy dzień przynosił nowe doświadczenia. Było podobnie jak na pielgrzymkach w Polsce: zmęczenie, pot, odciski, boląca od słońca głowa, ale zawsze radość z podążania i wspólnoty. Nasze bagaże były dostarczane na miejsca postoju wielkimi ciężarówkami. Były jakże potrzebne i regenerujące nasze nadwątlone siły polskie posiłki. Każdego dnia pod gołym niebem Eucharystia była sprawowana przez wszystkich księży przewodników. W pierwszym dniu Mszę Świętą celebrował ks. bp Wojciech Polak z Gniezna. Tegorocznej pielgrzymce towarzyszyło hasło „Bądźmy świadkami miłości”. Wszystkie konferencje były podporządkowane tej myśli, wśród nich te wygłoszone przez siostrę Annę. Jest ona w zgromadzeniu świeckim, pracowała na misjach w Afryce. Opowiadając o pracy w Afryce wśród pigmejów dała wspaniałe świadectwo wiary w zmartwychwstałego Pana. Ona też drugiego dnia pielgrzymowania pomogła nam zrozumieć tajemnicę Całunu Turyńskiego. Obok świadectw siostry Anny konferencje głosili także księża. Każdego dnia jednali nas z Bogiem w sakramencie pokuty. Pielgrzymowali razem z nami ojcowie paulini, opiekunowie sanktuarium, do którego podążaliśmy. Kiedy dochodziliśmy na miejsce noclegu rozkładaliśmy namioty i udawaliśmy się pod prysznic na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, ale oczywiście kobiety miały pierwszeństwo. Myślę, że za rok będzie odwrotnie. Wieczorami, oprócz klasycznych zajęć pielgrzymkowych, takich jak rozkładanie namiotów, nawiązywanie nowych znajomości, była również wspólna adoracja Najświętszego Sakramentu i modlitwa.
Dla mnie największym przeżyciem było to, że spałem pod namiotem. Tak, gdyż po raz pierwszy w życiu doświadczyłem, jak to naprawdę jest. Do tego dochodzi fakt, że nie miałem śpiwora i mogę powiedzieć, jak to jest przeżyć naprawdę zimną noc, śpiąc tylko na karimacie. Jestem wdzięczny ludziom, gdyż następną, a zarazem ostatnią noc spałem już w cieplejszych warunkach.
W niedzielę, 8 sierpnia doszliśmy do celu. Witał nas ks. bp Wojciech Polak. On również celebrował Mszę Świętą wraz z pozostałymi księżmi. Co ciekawe, wraz z moimi rodakami do Amerykańskiej Częstochowy przybyli również jako pielgrzymi Amerykanie i Hiszpanie. Były nas tysiące. Na koniec tych refleksji warto zapytać, co w nas pozostanie? Co we mnie pozostanie? Zmęczenie na pewno odejdzie, siły się zregenerują. Na pewno pozostaną myśli, nadzieje na następny raz, za rok. Każda pielgrzymka ma swój sens. Dla mnie nowe jest to, że coraz częściej słyszę, iż pielgrzymka ma charakter pokutny. Tak, zgadzam się. Jest spowiedź, być może chęć zmiany dotychczasowego życia, jest ból, pot, ale zawsze pozostaje radość, że idę do Matki. Tej, która wszystko rozumie. Tak więc, z radością zapraszam na następną XXIV Pielgrzymkę z Great Meadows, NJ do Amerykańskiej Częstochowy w Doylestown, PA. Naprawdę warto iść z radością, wśród starszej i młodszej młodzieży, wśród naszych rodaków, wśród innych grup, które również jak my, Polacy, dzielą się z nami wiarą. Warto iść i oddać cześć naszej Matce. Ona z radością czeka. Myślę, że ta pielgrzymka jest czymś, co łączy, a nie tym, co dzieli; co pokazuje nowe horyzonty wiary, a nie tym, co zamyka; co dodaje sił, a nie tym, co kruszy, co napełnia radością serca z możliwości spotkania się z Panem, co zmienia mnie i ciebie. Zapraszam.
Jeśli chcesz poznać szczegóły tej pielgrzymki to zapraszam na www.pieszapielgrzymka.us .

Kleryk Michał, Orchard Lake, MI, USA

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!