TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Września 2019, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Myślałem, że kocha się tylko cudze żony

Myślałem, że kocha się tylko cudze żony

Moje dzieci mówiły do mnie po imieniu, uśmiechały się kiedy chciały pieniądze – wspomina w swoim świadectwie znany aktor Lech Dyblik. – Fatalnie czułem się w roli ojca. 

Mały Lech Dyblik był ministrantem. Wyrósł na pewnego siebie nastolatka, uważał, że jest wybitny, nie miał wątpliwości, że jest przystojny i do tego wierzył, że – cytuję – jest najcwańszy w swojej części miasta. Swoją przyszłość widział w świetle jupiterów. Nie myślał jednak wtedy jeszcze o aktorstwie, raczej o fizyce i Noblu w tej dziedzinie.

Nie lubił jednak swojego domu. Wszystko przez to, że ojciec miał problem alkoholowy. - Bywał nieznośny – wyliczał Dyblik. – Rodzice ciągle się kłócili, miałem do niego pretensje, miałem pretensje do mamy, że może za bardzo histeryzuje, a on wcale nie jest taki zły. Jako dzieciak byłem kompletnie zdezorientowany, bałem się.

Po ukończeniu podstawówki Leszek wybrał technikum budowlane. Głównie dlatego, że była to szkoła z internatem, że mógł w tym internacie zamieszkać i być z dala od domu. W tej szkole założył teatr, który brał udział w rozmaitych przeglądach artystycznych i zdobywał nawet nagrody. On sam był oczywiście jego gwiazdą. Ktoś podpowiedział mu, by po maturze spróbował zdawać do krakowskiej szkoły teatralnej. Nieoczekiwanie dla siebie samego Lech Dyblik dostał się do niej za pierwszym razem. Jego poczucie, że jest kimś wielkim potwierdziło się. Poza tym w szkole dobrze mu szło. Do domu jeździł bardzo rzadko. Nienawidził świąt Bożego Narodzenia, dzielenia się opłatkiem, uważał, że to jakaś wielka „ściema”. Jak ten uroczyste i podniosłe gesty miały się do tego, jak jego bliscy żyli, zachowywali w ciągu pozostałych dni roku? 

Panie Lechu, najważniejsze ma pan już z głowy

Jako student krakowskiej szkoły teatralnej żył pełnią życia. Podkreśla, że tempo tego życia dodatkowo podkręcała duża ilość alkoholu. - Im bardziej człowiek wchodzi w uzależnienie, tym bardziej odkrywa, że wszystko co ciekawe w życiu, co fajne z tego uzależnienia wypływa – mówi aktor. – Mimo, że uzależnieniem tego nie nazwie. Ja czekałem na wieczory, kiedy po spektaklu szło się do knajpy i piło i było świetnie. A potem wpadłem na pomysł, że po co czekać z tym, żeby było świetnie do wieczora? Przecież może być świetnie już od rana! Więc piłem od rana. Moje życie sprowadzało się do dwóch pytań: czy mam pieniądze i czy mam gdzie kupić? Byłem wówczas skupiony wyłącznie na sobie. Uważałem, że jestem niedoceniony, wszyscy moi koledzy dookoła robią karierę, a ja nie. Byłem coraz bardziej rozczarowany i życiem, i sobą. To doprowadziło do momentu, że chciałem popełnić samobójstwo. Bo skoro życie jest tak bardzo pozbawione satysfakcji i sensu, to po co je ciągnąć?

Przed samobójstwem uchronił jednak Dyblika kolega, który pewnego dnia zwiózł go pod pewien budynek i oznajmił, że we wnętrzu budynku funkcjonuje poradnia odwykowa, a Lech jak najszybciej powinien do niej pójść. Nawet od razu. Nie szkodzi, że był brudny, że śmierdział – jak wspomina. Poszedł i od razu natknął się na swojego przyszłego terapeutę pana Marka. Terapeuta zapisał jego nazwisko i powiedział: „Panie Lechu, najważniejsze ma pan już z głowy”. Zaskoczony Dyblik zapytał, co konkretnie. Usłyszał w odpowiedzi, że to, że przyszedł z własnej woli do poradni, że podjął pan decyzję, że uczciwie powiedział co się z nim dzieje, że poprosił o pomoc.

- Bóg czuwał nade mną - mówi Lech Dyblik, – ale ja tego wtedy nie zauważałem. Byłem daleko od Niego.  Nie chodziłem do kościoła. Tzn. chodziłem, ale jako, mówiąc żartobliwie, historyk sztuki. Nie uczestniczyłem w liturgii sakramentalnej, to była dla mnie strata czasu. Rozpocząłem leczenie i powoli wszystko zaczęło się układać. Jednak po kilku latach trzeźwego życia odkryłem, że w gruncie rzeczy w moim życiu nic się nie zmieniło. Że wyszedłem z domu, którego nie lubiłem i założyłem dom, który miał być zupełnie inny, a tak samo nie lubię go jak swojego rodzinnego. Moje dzieci mówiły do mnie po imieniu, uśmiechały się, gdy potrzebowały pieniędzy. Żona miała ciągle pretensje. Stwierdziłem, że mnie nie kocha. Ożeniłem się z piękną kobietą, minęło kilka lat, a ja nie mogłem już na nią patrzeć. Zastanawiałem się, gdzie ja miałem oczy? Fatalnie czułem się w roli ojca. Czułem się oszukany, bo harowałem na to tałatajstwo kosztem swojej aktorskiej kariery, a nikt tego nie doceniał. Po prostu jakieś kolejne nieszczęście tylko tym razem na trzeźwo. Okazało się, że fakt, że jestem dalej trzeźwy niczego nie zmienia. Dalej byłem niedoceniany, nieszczęśliwy i zagubiony, mimo, że przytomny.

Spowiedź życia

Jako „historyk sztuki” zwiedzał mały, piękny kościółek pod Łodzią w Łagiewnikach. Nikogo nie było, tylko on i spowiednik w konfesjonale. Dyblik nie chodził do spowiedzi, ale wtedy, nie wiedzieć czemu, pomyślał, że skoro nadarza się okazja warto spróbować. Powiedział kapłanowi, że ze 20 lat się nie spowiadał. Kapłan ucieszył się i bardzo cierpliwie słuchał go około dwóch godzin. Gdy dał mu rozgrzeszenie powiedział: „Zobaczysz teraz twoje życie szybko się zmieni!” I tak się stało.

- Zacząłem chodzić do kościoła, zaczął wracać mi rozum - wylicza aktor. - Moje dzieci nagle zaczęły mówić do mnie „tato” i widziałem w ich oczach, że traktują mnie jako kogoś ważnego dla siebie. Zrozumiałem w Kościele, że bycie ojcem jest niezwykle atrakcyjne. Że nie jestem pępkiem świata, że wokół są inni ludzie, których zawsze miałem za gorszych albo ich nie dostrzegałem. Że Bóg daje mi tyle, że więcej mi nie trzeba, bo kiedy ktoś doświadczy prawdziwie Miłości Boga, to nie chce iść już inną drogą. Moje życie nabrało sensu, znaczenia, którego szukałem. Pewnego dnia stwierdziłem, że moja żona wcale nie jest taka brzydka. Że jest bardzo interesującą kobietą. Odkryłem, że kocham moją żonę. A dotąd myślałem, że kocha się tylko cudze żony. Chciałem jej to powiedzieć, ale nie potrafiłem. Stała metr dalej. Wysłałem jej smsa, że ją kocham. Odebrała, uśmiechnęła się i powiedziała: ja też cię kocham.

Tekst Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!