TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Lutego 2020, 21:58
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Moje słowa i czyny - XXVI Niedziela zwykła - Mt 21, 28-32

XXVI Niedziela zwykła - Mt 21, 28-32

Moje słowa i czyny

 

Z jednej strony słowa, a z drugiej czyny. Deklaracje, obietnice, a później ich realizacja lub jej brak. Nie znamy bliższego kontekstu sytuacji jaką przedstawia nam dzisiaj Jezus. Mówi jedynie o słowach i postawach dwóch synów. Tylko jeden z nich wypełnił wolę ojca. Możemy się zastanawiać co przeszkodziło pierwszemu pójść za piękną deklaracją? Czy od początku nie był szczery? Czy dopiero później zaistniały obiektywne przeszkody, które uniemożliwiły mu pójście do winnicy? Co pomogło drugiemu w opamiętaniu i podjęciu decyzji?

Bezpośrednimi adresatami tej przypowieści są rodacy Jezusa, ci wybrani przez Boga, którzy kiedyś powiedzieli Mu „tak”, ale obecnie nie potrafili przyjąć Jezusa. Dlatego wyprzedzają ich ci, którzy wcześniej powiedzieli nie, celnicy, nierządnice, ale to właśnie oni wobec Chrystusa potrafili się opamiętać i zmienić swoją decyzję, swoje postępowanie. Ale jak każde słowa Jezusa również i te dzisiejsze są aktualne w każdym czasie. Niosą nam one przesłanie pełne nadziei i ufności. Droga, dla nikogo nie jest zamknięta. Każdy może się opamiętać i zmienić swoją decyzję, swoje postępowanie, pójść za Bogiem i Jego słowem. Co jednak jest potrzebne, aby doszło to takiego opamiętania? Jak możemy pomóc komuś bliskiego podjąć taką refleksję? Potrzebne jest zatrzymanie i cofnięcie w pamięci do początkowej decyzji. Drugi syn pamiętał swoje „nie”. Nie czuł się dobrze z tą decyzją. Miał świadomość, że nie jest jeszcze za późno, aby ją zmienić. Nie bał się przyznać do swojego błędu. Może dopiero po czasie uświadomił sobie, przypomniał jak wiele ojcu zawdzięcza, jak bardzo jest przez niego kochany? 

Jezus pokazuje nam drogę opamiętania, ale także zaprasza do refleksji nad słowami, deklaracjami. Jak wiele każdego dnia w naszym życiu pięknych słów, deklaracji, obietnic, zobowiązań. I to zarówno w relacji do Boga, jak i do człowieka. Słowo niewiele kosztuje, łatwo powiedzieć, dużo trudniej wykonać. Zarówno w małych, jak i w wielkich sprawach. Co jest lepsze, szczerość i autentyczność, czy piękne miłe słowa, które mijają się z prawdą? Czy nie lepiej usłyszeć kogoś kto szczerze mówi: „nie chce mi się dzisiaj pracować” niż zapewnienia o gotowości do pracy, kogoś, kto również nie ma na to najmniejszej ochoty. Przed ludźmi można jeszcze mieć nadzieję, że zostanie dobre wrażenie, chociaż na jakiś czas. Ale przed Bogiem nie wystarczą tylko piękne słowa. Jezus pozbawia nas wszelkich złudzeń, gdy stwierdza: „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Jak również: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).

Dzisiaj bardzo łatwo ulec magii słów, przecież codziennie tak wiele ich słyszymy, wypowiadamy. Może wystarczyłoby mniej, ale z większą refleksją? Powtarzamy wiele razy słowa modlitwy „Ojcze nasz”. A w niej między innymi deklarujemy: „bądź wola Twoja”, „odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Czy w naszych ustach zawsze są to prawdziwe, autentyczne słowa? Czy mamy prawo je wypowiadać? A może właśnie gdy nasza postawa jest inna, bardzo potrzebujemy tych słów, aby pomogły nam w opamiętaniu? 

ks. Michał Pacyna

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!